Carnajew: obywatel czy terrorysta? Amerykanie walczą o prawo do milczenia dla zamachowca

W Ameryce trwa polityczna nagonka na podejrzanego o zamach w Bostonie Dżochara Carnajewa. Konserwatywni senatorzy chcieli, by był sądzony jako "wrogi bojownik". - Czy rzeczywiście Amerykanie są na tyle bezsilni, że nie mogą dochodzić prawdy, wykorzystując instrumenty gwarantujące poszanowanie praw człowieka? - zastanawiała się w rozmowie z TOK FM prof. Monika Płatek. Jednak sprawa Carnajewa nie jest pierwsza.

Amerykańskie media donoszą, że Dżohar Carnajew złożył już pierwsze zeznania w sprawie zamachów bombowych podczas maratonu w Bostonie. Na razie tylko pisemnie, bo podejrzany jest ranny w kark i nie wiadomo, czy w ogóle będzie jeszcze mógł mówić. Wielu Amerykanów bulwersuje fakt, iż Carnajewowi nie zostaną odczytane tzw. prawa Mirandy.

"Miranda gwarantuje prawa jednostki w zderzeniu z władczym państwem"

Chodzi o znaną choćby fanom amerykańskiego kina formułę: "masz prawo do zachowania milczenia. Wszystko, co od tej pory powiesz, może zostać użyte w sądzie przeciwko tobie". Nie jest to tylko frazes, ale informacja o prawie do milczenia, obrońcy, także z urzędu, i możliwości ewentualnego wykorzystania zeznań przeciwko podejrzanemu w sądzie. Obowiązuje w USA od 47 lat i ma gwarantować, że policja i służby specjalne nie będą wymuszały zeznań. Bez odczytania "ostrzeżenia Mirandy" słowa Carnajewa nie będą mogły być dowodem podczas procesu.

- Miranda to standard gwarancji poszanowania praw jednostki w zderzeniu z ciężką machiną władczego państwa - mówi w rozmowie z TOK FM prof. Monika Płatek z UW. - Jedną z podstawowych zasad amerykańskiego systemu sprawiedliwości jest to, że podejrzany nie musi udowadniać swojej niewinności. To państwo ma obowiązek udowodnić winę oskarżonego. Oświadczenia Mirandy to podstawowa gwarancja prawa obywatela do niezeznawania we własnej sprawie - dodaje prawnik Lejb Fogelman.

"Odczytanie praw Mirandy jest formalizmem. On wie, że ma prawo do milczenia"

Jednak zdaniem republikańskich senatorów Lidseya Grahama i Johna McCaina "ostatnią rzeczą, jaką należy zrobić, to powiedzieć podejrzanemu, by milczał". Zaapelowali też do władz, by traktowali Carnajewa nie jako amerykańskiego obywatela, którym przecież bezsprzecznie jest, ale "wrogiego bojownika". - To by oznaczało Guantanamo, sądy wojskowe, inne procedury działania - przyznaje w Radiu TOK FM dr hab. Paweł Laidler, prawnik i amerykanista z UJ.

Tak daleko amerykańscy śledczy raczej się nie posuną, powołują się jednak na wyjątek od stosowania prawa Mirandy. Chodzi o klauzulę, która dopuszcza późniejsze odczytanie ostrzeżenia w sytuacji zagrożenia bezpieczeństwa publicznego. - Potrzebują od niego informacji i to szybko, dlatego nie chcą mu odczytywać praw Mirandy - wyjaśnia dr Laidler. - Odczytanie praw Mirandy jest formalizmem. Jeśli nie będą odczytane komuś, komu powinny i w tym czasie zebrane będą zeznania lub pojawią się nowe dowody, mogą nie być uznane za wiążące - wyjaśnia. Zastrzega jednak: - Każdy Amerykanin, Carnajew również, wie, że ma prawo do milczenia. Nie trzeba mu było tego odczytywać. Tu chodzi o stworzenie wrażenia, że mamy do czynienia z kimś groźnym - dodaje prawnik.

"To terroryści. Musimy zmodyfikować reguły"

Nie zmienia to faktu, że obrońcy praw człowieka są oburzeni. Anthony Romero, szef Amerykańskiej Unii Wolności Obywatelskich stwierdził, że korzystanie z tego wyjątku jest akceptowalne w przypadku pytań o kolejne, zbliżające się niebezpieczeństwa, czyli ukryte bomby czy pozostających na wolności współpracowników. I na tym funkcjonariusze FBI powinni poprzestać. Czy tak będzie? Jedno jest pewne: amerykańscy śledczy coraz swobodniej podchodzą do prawa Mirandy.

Jeszcze przed trzema laty prokurator generalny Eric Holder oficjalnie poinformował, że schwytanych w USA terrorystów nie będzie obowiązywać prawo do milczenia i obrońcy. - Mamy do czynienia z międzynarodowymi terrorystami, więc musimy zmodyfikować reguły obowiązujące przesłuchujących i stosować coś bardziej elastycznego, odpowiedniego do zagrożeń - tłumaczył. Romero stwierdził wówczas, iż "bolesną ironią" jest fakt, iż osłabić prawo Mirandy chce gabinet Obamy, który "miał rzekomo przywrócić Ameryce rządy prawa". Do mediów przeciekła też służbowa notatka departamentu sprawiedliwości skierowana do funkcjonariuszy FBI, uzasadniająca przesłuchiwanie podejrzanych bez stosowania prawa Mirandy.

Prawo Mirandy zamyka usta terrorystom?

Działo się to tuż po udaremnionym zamachu na Times Square w Nowym Jorku. Bombę próbował podłożyć Faisal Shahzad, mający amerykański paszport. Zamachowiec zeznawał jednak nawet po tym, kiedy odczytano mu ostrzeżenie Mirandy. Czasem jednak prawo to utrudniało śledztwo przeciwko terrorystom.

W Boże Narodzenie 2009 roku Umar Farouk Abdulmutallab z bombą ukrytą w bokserkach wsiadł na pokład samolotu z Amsterdamu do Detroit. Zamachowca obezwładniono jednak i przekazano policji. Nigeryjczyk rozmawiał z funkcjonariuszami przez ponad trzy kwadranse. Mógł ujawnić swe powiązania z Al-Kaidą i kulisy organizacji zamachu. Gdy jednak odczytano mu prawo Mirandy, zamilkł. Wrócił do współpracy z policją dopiero, gdy przekonała go do tego rodzina.

"Łamanie praw obywatelskich jest ogromną pokusą władzy"

Zdaniem dr. Laidlera spory wokół prawa Mirandy to skutek "specyficznego dualizmu" w amerykańskim prawie i sposobie jego interpretacji. Z jednej strony społeczeństwo akceptuje gwarancje, które zapewniono jeszcze kilkadziesiąt lat temu, z drugiej przyzwala na zawieszanie ich w przypadku terrorystów.

- Amerykanie wprowadzając Patriot Act zakwestionowali wiele praw, które nie tylko chronią jednostkę, ale i gwarantują wysoki standard pracy policji czy prokuratury. Pozostaje więc odpowiedzieć, czy takie działanie jest konieczne, czy naprawdę nie wystarczy fachowo skorzystać z ogromnego arsenału istniejących środków ochrony - zastanawia się prof. Płatek. Zdaniem karnistki po zamachu w Bostonie Amerykanie pokazali, że potrafią zmobilizować się i zapanować nad kryzysową sytuacją bez naginania praw obywatelskich. - Łamanie tych praw jest ogromną pokusą władzy do wykorzystywania wyjątku jako powszechnej praktyki. Jest też niebezpieczne, bo nas rozleniwia. Posuwamy się do tego, co jest łatwiejsze, a jednocześnie dużo groźniejsze, czyli np. wymuszenia zeznań bólem - wskazuje prof. Płatek.

"Cała machina Patriot Act nie przynosi efektów"

Zdaniem karnistki rezygnujemy z nawyku dochodzenia do prawdy metodami, które nie są "podejrzane i kwestionowane". - Po zbadaniu tego, ile osiągnięto stosując tortury w Abu Ghraib czy w Guantanamo, przyznano, że stosowane tam środki były nieludzkie, poniżające, a uzyskane w ich wyniku informacje nieprzydatne. Najlepszym tego dowodem jest, być może, i ten zamach - podkreśliła. Według prawniczki, jeśli bracia Carnajew mieli powiązania z komórkami terrorystycznymi, cała machina Patriot Act, pozwalająca na pełną inwigilację obywateli, "nie przynosi dobrych efektów".

- Czy gdyby nie było Abu Ghraib, Patriot Act i totalnej inwigilacji, gdyby się twardo trzymano tego, co jest niezwykle ważnym dorobkiem amerykańskiej demokracji, może dałoby się uniknąć tego, co się stało? - pyta prof. Płatek.