Pierwsza Polka poczęta metodą in vitro: Niech Kościół trzyma się faktów, a nie obraża ludzi [LIST]

Polska musi wreszcie zmierzyć się z problemem in vitro, bo choć sprawy związane z zapłodnieniem pozaustrojowym - z powodu braku możliwości osiągnięcia konsensusu w tej sprawie - ma określać konwencja bioetyczna Rady Europy, to konieczne jest przecież opracowanie przepisów przenoszących ją na grunt polskiego prawa - pisze Agnieszka Ziółkowska, pierwsza Polka, która została poczęta metodą in vitro. Poniżej cały list.

Trzeba się spieszyć, bo Komisja Europejska grozi sprawą w Europejskim Trybunale Sprawiedliwości, jeśli kwestia in vitro nie zostanie prawnie uregulowana. Temperatura rośnie i nie dziwi mnie zupełnie, że stanowisko hierarchów kościelnych się radykalizuje.

"Domagam się podstawowego szacunku dla człowieka"

To, co mnie dziwi i oburza, to sposób, w jaki episkopat oraz poszczególni zwierzchnicy kościelni mówią na ten temat. Jakbyśmy mieli do czynienia z problemem wirtualnym, a nie mówili o życiu i prawie do życia konkretnych dzieci, które mają imię i nazwisko i też są uczestnikami debaty publicznej.

Jakby nie dotyczyło to tysięcy par, które borykają się z problemem niepłodności i dla których in vitro jest ostatnią deską ratunku i możliwością posiadania własnego potomstwa. Niektórzy komentatorzy domagają się poszanowania dla nauczania religijnego oraz wolności wypowiadania własnych opinii przez biskupów. Ja domagam się podstawowego szacunku dla człowieka.

"In vitro nie jest wyrachowaną aborcją"

Hierarchowie kościelni mają prawo przekonywać wiernych, by nie korzystali z tej metody leczenia niepłodności. Jednakże zabierając tak zdecydowanie głos w debacie publicznej, apelując już nie do sumienia wiernych, tylko do polityków o zakazanie in vitro w Polsce, powinni stosować te same zasady, które obowiązują wszystkich uczestników dyskursu publicznego: trzymać się faktów oraz nie piętnować i nie obrażać innych ludzi, tu - dzieci poczętych tą metodą i ich rodziców.

Nie, in vitro nie jest wyrafinowaną aborcją (oraz nie, w Polsce nie prowadzi się aborcji selektywnej), nie, dzieci z in vitro nie są upośledzone ani nie mają wad rozwojowych z powodu sposobu poczęcia, i nie, nie mają specjalnych bruzd dotykowych na czołach ... I nie, dzieci z in vitro nie są poczęte w sposób niegodny, nie, in vitro nie jest "procedurą znaną w hodowli roślin i zwierząt", a dzieci w ten sposób poczęte nie są "wyprodukowywane" i nie są dziećmi Frankensteina. Po takich nadużyciach i stosowaniu degradującego, piętnującego języka późniejsze tłumaczenie rzecznika KEP, że Kościół kocha wszystkie dzieci, w żaden sposób nie załatwia sprawy.

"Nie oczekuję od Kościoła zmiany podejścia. Oczekuję szacunku"

W przeciwieństwie do prof. Nałęcza nie oczekuję od Kościoła zmiany stanowiska w kwestii in vitro. Czekam natomiast na zmianę języka i szacunek w wypowiedziach o dzieciach z in vitro, ich rodzicach i parach starających się o potomstwo tą metodą. Na szczęście Polska nie jest krajem wyznaniowy, a Kościół organem ustawodawczym i mamy, przynajmniej teoretycznie, rozdzielność państwa od Kościoła.

Dlatego jako obywatelka oczekuję, że politycy w końcu zaczną realizować wolę swoich wyborców - według badań opinii publicznej 80 proc. Polaków popiera in vitro - a nie hierarchów kościelnych w tej sprawie. Czekam, aż politycy będą wreszcie reprezentować społeczeństwo w kwestii in vitro i przestaną dawać się, pod groźbą ekskomuniki i napiętnowania, szantażować z ambony.

Czekam na refundację in vitro w Polsce, tak by przestało być ono metodą leczenia niepłodności dostępną tylko dla zamożnych albo dla mieszkańców tych miast, które, jak Częstochowa, finansują je na poziomie samorządowym. In vitro to ważna kwestia społeczna, to sprawdzian dla polskich polityków. Pytanie, czy mu podołają... Głęboko liczę, że tak.

Tytuł i śródtytuły pochodzą od redakcji.

 

Agnieszka Ziółkowska jest pierwszą Polką, która została poczęta metodą in vitro.

Więcej o: