"Lech Kaczyński zatrzymał rosyjskie czołgi". Ekspert o "Prezydencie": Nie twórzmy nowych mitów politycznych

- Lech Kaczyński zatrzymał rosyjskie czołgi - oświadcza w filmie "Prezydent" Maciej Łopiński, były szef jego gabinetu. Twórcy dokumentu chcą zacząć "przywracać Polakom pamięć o Lechu Kaczyńskim". Pokazują m.in. działania prezydenta ws. Gruzji. - To przecież nie deklaracje i groźby z ust prezydenta Kaczyńskiego powstrzymały czołgi. Nie twórzmy nowych mitów politycznych korzystających z polskiej rusofobii - studzi ekspert w sprawach Kaukazu, który obejrzał film.

Autorami obrazu "Gazety Polskiej", którego premiera zbiegła się z 3. rocznicą katastrofy smoleńskiej są Joanna Lichocka i Jarosław Rybicki. Lichocka stwierdziła kilka dni temu, że jej film jest wstępem do "przywracania Polakom pamięci o Lechu Kaczyńskim" oraz do tego, by "wdeptać w ziemię przemysł pogardy". Co zatem zobaczymy w filmie?

"Lech Kaczyński zatrzymał rosyjskie czołgi"

Najwięcej emocji może wzbudzić opis prowadzonej przez prezydenta polityki zagranicznej. Wypowiadający się w filmie współpracownicy głowy państwa chwalą go, że ten chciał "rozbić postsowiecki układ geopolityczny w Europie Środkowo-Wschodniej". - [Świadczy o tym] Wielokrotność wizyt na Litwie, dbałość o stosunki z Łotwą, Estonią, Ukrainą, Gruzją, wszystkimi krajami Kaukazu. Staranie się o to, żeby Gruzja i Ukraina znalazły się w NATO. To był najbardziej widoczny kierunek jego polityki zagranicznej - słyszymy. To "najbardziej widoczny kierunek", ale też jedyny zobaczymy, nie dowiemy się nic o naszych relacjach z Niemcami czy USA.

Najwięcej czasu poświęcone jest konfliktowi gruzińsko-rosyjskiemu. Oglądamy m.in. przemówienie Kaczyńskiego na wiecu w Tbilisi w sierpniu 2008 r. - Jesteśmy tutaj. Przywódcy pięciu państw: Polski, Litwy, Ukrainy, Estonii i Łotwy. Dziś świat musiał zareagować. Jesteśmy tutaj po to, żeby ten świat reagował trochę mocniej. Nikt się nie obawiał, wszyscy przyjechali - mówił Kaczyński do tłumu, który zgromadził się w Tbilisi.

- To była decyzja prezydenta, żeby jechać, bo to był jedyny sposób, żeby Gruzję uratować - przekonuje w filmie wiceszefowa jego kancelarii Zofia Kruszyńska-Gust. Zaraz potem Łopiński stwierdza i zawiesza znacząco głos. - Lech Kaczyński zatrzymał rosyjskie czołgi.

O odniesienie się do tej wypowiedzi poprosiliśmy dr Iwonę Kaliszewską z Uniwersytetu Warszawskiego i Kaukaz.net, autorkę licznych publikacji o Gruzji. Zdaniem ekspertki, czołgi powstrzymał nacisk na Rosję dyplomacji USA oraz poprzedzające gruzińską wyprawę Lecha Kaczyńskiego negocjacje w Moskwie Nicolasa Sarkozy'ego. - To przecież nie deklaracje i groźby z ust naszego prezydenta powstrzymały czołgi. Nie jest zresztą pewne, czy one zamierzały jechać dalej - przekonuje Kaliszewska.

I zaznacza. - Patrząc na konflikt z perspektywy geopolitycznej trudno nie zauważyć, że głównym graczem przy zażegnywaniu konfliktu był Sarkozy, jako przedstawiciel UE [Francja sprawowała wtedy prezydencję w UE). Porozumienie które wynegocjował z Miedwiediewem nie podobało się Saakaszwilemu, dalsze działania wojenne zostały jednak powstrzymane - mówi.

"Nie twórzmy mitów politycznych"

Kaliszewska odniosła się też do ogólnego gruzińskiego wizerunku Kaczyńskiego w filmie. - Nie twórzmy nowych mitów politycznych korzystających z polskiej rusofobii. Nie można odmówić przyjazdowi prezydenta Lecha Kaczyńskiego oraz prezydentów Litwy, Estonii i Ukrainy oraz premiera Łotwy znaczenia symbolicznego. Trzeba docenić wsparcie jakie jego słowa dały zebranym w centrum Tbilisi, ale nie można tym działaniom przypisywać wielkiego znaczenia - przekonuje ekspertka.

Zapytałem: "Co to jesteś już w Smoleńsku?"

A wracając do samego filmu. To przede wszystkim jest zapis wypowiedzi współpracowników Kaczyńskiego, wymienionego już Macieja Łopińskiego, wiceszefowej jego kancelarii Zofii Kruszyńskiej-Gust, społecznego doradcy Ryszarda Bugaja czy brata prezydenta i szefa PiS Jarosława Kaczyńskiego. Rozmówcy chwalą zmarłego prezydenta i jego prezydenturę.

Film zaczyna się od wypowiedzi dotyczących przygotowań przemówienia, które Lech Kaczyński miał wygłosić w Katyniu 10 kwietnia. - Chciał [Lech] bardzo wyraźnie powiedzieć, czym był Katyń i co z tego wynika. Po pierwsze było to ludobójstwo, z tego wynikają zobowiązania międzynarodowe, roszczenia - mówi Jarosław Kaczyński.

Prezes PiS wspomina też, że ostatni raz widział brata 9 kwietnia, wieczorem, w szpitalu [wówczas chorowała Jadwiga Kaczyńska - matka braci - red.]. Mamy też wypowiedź Kaczyńskiego o słynnej już rozmowie telefonicznej z bratem. - O 6 rano, jak zwykle o stanie zdrowia mamy - mówi.

Zapewnia, że rozmawiał z Lechem tylko o zdrowiu matki. - Leszek informował mnie o godz. 6 po raz pierwszy, po godz. 8 po raz drugi, było to już po rozmowie z lekarzem. Później ten telefon z samolotu. Zapytałem: "Co to, jesteś już w Smoleńsku ?". Usłyszałem, że dzwoni z samolotu, z telefonu satelitarnego. Bardzo rzadko korzystał z takiej możliwości. Dwa, trzy może cztery raz w ciągu tych lat. Porozmawialiśmy chwilę, ale tylko i wyłącznie o sprawie zdrowia mamy i to jest wszystko. Niestety, była to już nasza ostatnia rozmowa - powiedział Kaczyński.

Kaczyński obok Wałęsy

W filmie można też zobaczyć zdjęcia z czasów działalności Lecha Kaczyńskiego w opozycji solidarnościowej, m.in. strajku w Stoczni Gdańskiej w 1988 r. - Z jeden strony funkcjonował w świecie konspiracyjnej "Solidarności", drukarni, kolportażu, tajnych redakcji, konspiracyjnych narad. Z drugiej strony, w legalnym świecie uniwersytetu: studenci, zaliczenia. Mój szczery podziw wzbudził, kiedy kierując konspiracją związkową, napisał pracę habilitacyjną - wspomina Łopiński.

Oglądamy też historyczne zdjęcia z okrzykami "Nie ma wolności bez Solidarności". Na jednym z archiwów widać spotkanie związkowe w którym uczestniczy Lech Kaczyński, a obok niego siedzi Lech Wałęsa, widzimy też jak ten pierwszy żartuje i odpala papierosa.

W filmie pada też teza, że rola Kaczyńskiego przy podpisaniu traktatu lizbońskiego "została zmarginalizowana".

Na koniec filmu poruszona zostaje też kwestia pochówku pary prezydenckiej na Wawelu. - Wawel jest symbolem, że wygrał. W tym wymiarze historycznym, który ma mocne aspekty moralne wygrał zdecydowanie. Myślę, że choć minie wiele czasu będzie to też docenione w sferze oficjalnej - stwierdza brat zmarłego prezydenta.

"Prezydent" to kolejna produkcja "Gazety Polskiej" po m.in. "Anatomii upadku", "Mgle", "Krzyżu".

Więcej o: