Twórca profilu Anty nC+: "Chcę doprowadzić tę sprawę do końca" [ROZMOWA]

Gdy kładł się spać, jego profil skierowany przeciwko nowej ofercie nC+ lubiło kilkaset osób. Rano było już ich kilka tysięcy, a dziś kilkadziesiąt. Dawid Zieliński w kilka dni stał się przywódcą niezadowolonych abonentów, a jego akcja pokazała, że z opinią zjednoczonych internautów muszą liczyć się największe firmy.

Dominik Tomaszczuk: Zdenerwowany klient chciał zaprotestować przeciwko złym zmianom. Zakłada profil na Facebooku i po kilku dniach ma dziesiątki tysięcy fanów. Spodziewał się pan tego?

Dawid Zieliński: Nie planowałem takiej akcji. Nawet nie sądziłem, że tak się to rozwinie. Pomyślałem, że utworzenie na szybko takiego profilu Anty nC+ będzie najlepszym sposobem, żeby wymieniać się informacjami z innymi klientami. Ludzie, którzy zdołali uzyskać jakieś odpowiedzi od nC+, mogli na tym profilu pomóc innym. Gdy kładłem się spać, profil lubiło kilkaset osób. Gdy rano wstawałem - już kilka tysięcy.

Ponad 67 tysięcy fanów to dużo. Czuje się pan swobodnie z tą nową rolą lidera? To duża presja, poradzi pan sobie?

- Nie czuję się reprezentantem każdej z tych osób. Wprawdzie akurat pod moim listem do prezesa nC+ podpisuje się 99 procent osób, które "polubiły" ten profil, ale to dlatego, że ja nie przedstawiałem tam swoich postulatów. Po prostu przeczytałem komentarze na Facebooku oraz forum antyncplus.pl i wykorzystałem je w pisaniu tego listu.

Czuje się pan teraz zobowiązany do kontynuowania tej inicjatywy? Wiele osób tego oczekuje.

- Tak. Chcę doprowadzić tę sprawę do końca. Tak samo czułem się zobowiązany, żeby odpisać na list prezesa nC+. Zapisałem najczęściej powtarzające się postulaty i przesłałem jako główne. Resztę wysłałem na płycie, bo było tego zbyt wiele, żeby drukować.

Ale nie chciał pan spotkać się z prezesem w cztery oczy.

- Prezes w liście napisał, że mam mówić w imieniu wszystkich klientów nC+. Tu chodzi o ponad 2,5 mln osób. A być może nie reprezentuję ich wszystkich. 67 tysięcy, czyli ludzie, którzy "polubili" mój profil, to nikły procent wszystkich abonentów. Mogłoby się okazać, że tych 2 mln 440 tys. osób uważa, że nowa oferta jest rewelacyjna. Mogą sobie nie życzyć, żebym działał w ich imieniu przeciw tej ofercie.

Ale czy nie uważa pan, że takie spotkanie mogłoby pomóc? Jest pan teraz osobą, z którą firma powinna się liczyć. Stoi za panem duża siła.

- Tutaj siłą jest cały profil i ludzie, którzy go "polubili" i którzy go współtworzą. Wystarczy spojrzeć, poczytać komentarze: ktoś ma problem, opisze go w komentarzu, za chwilę ktoś inny wpisuje rozwiązanie. Dzisiaj fani Anty nC+ zaczęli wysyłać informacje na ten temat do mediów we Francji - z własnej inicjatywy.

Czyli ta społeczność sama się rozwija. Akcja nie jest przez pana kontrolowana?

- To trzeba koordynować, zaglądać na forum, rozmawiać z mediami. Trzeba być naprawdę ostrożnym, zwalczać "lewe" profile, które powstają na FB. Był taki moment, że ktoś zaczął podawać się nawet za mnie. Może dojść do wielu niemiłych sytuacji. Ktoś musi tego pilnować, żeby się nie wymknęło spod kontroli.

Pana inicjatywa przyciąga także ludzi, których nie interesuje oferta nC+, ale utożsamiają się z osobami, które czują się pokrzywdzone przez tę firmę.

- Tak, to jest dowód na to, że ludzie mają więcej podobnych problemów. Podoba im się ta inicjatywa i mają nadzieję, że to przyniesie efekt. Wiedzą, że coś podobnego mogłoby się przydać też im. To pokazuje, że podobne akcje warto organizować.

Czy w takim razie ta inicjatywa może przerodzić się w coś większego? Może ruch społeczny pomagający pokrzywdzonym konsumentom? 67 tysięcy osób to duża siła.

- W tym momencie nie jestem w stanie odpowiedzieć na tak postawione pytanie. Teraz jest dla mnie najważniejsze, żeby doprowadzić do końca tę akcję. Myślę, że to się uda. Idealnym przykładem jest mBank czy ACTA. Wtedy protesty internautów przyniosły dobry skutek. Dzięki temu jestem optymistą w naszej sprawie. Wydaje mi się, że sukces to w naszej sytuacji kwestia czasu. Wkrótce powinno dojść do jakiegoś porozumienia.

Nawiązuje pan do sprawy ACTA. Wtedy ludzie wyszli na ulice. Dzięki temu nawet rząd musiał zareagować. Czy w sprawie nC+ może do tego dojść?

- Myślę, że od protestów ulicznych o wiele lepsze są media społecznościowe. Taki protest jest bardziej pokojowy, a równie dostrzegalny - wolę takie rozwiązania. Dzięki temu w przyszłości firmy pamiętać będą, że nie należy ignorować social mediów.

Pytałem o ewentualne przerodzenie się pańskiej inicjatywy w coś więcej, ponieważ zauważyłem, że zaczął już się pan angażować w inne akcje. Pomógł pan grupom kibiców zbierać pieniądze na domy dziecka.

- Kibice pomogli w nagłośnieniu sprawy Anty NC+, bo też ich ona tyczy. Nasz apel na Facebooku o pomoc w ich inicjatywie to forma odwdzięczenia się za pomoc.

Dosyć skuteczny, internautom się spodobał. Może to przykład na to, że warto dalej wykorzystywać ten potencjał.

- Nie mówię tak i nie mówię nie. Niektórzy śmieją się, że powinniśmy założyć partię, mówią, że 67 tys. członków już mamy.

Nazywają pana nowym Wałęsą.

- Ludzie piszą różne zabawne rzeczy. (śmiech)

Zobacz wideo