Cały świat pije "zawieszoną kawę". Solidarność, pomoc ubogim czy zwykła zabawa?

W polskich knajpach coraz bardziej popularna staje się "zawieszona kawa". To stary włoski zwyczaj będący dziś wyrazem solidarności z osobami w potrzebie. - Chodzi o pozytywną zabawę - podkreśla Aleksander Każurin, który stara się propagować zawieszanie kawy w naszym kraju. Czy to się uda? Czym właściwie jest "zawieszona kawa"?

Zdjęcie mężczyzny pijącego ''zawieszoną kawę'' w ciągu kilku dni udostępniło sobie na Facebooku kilka tysięcy internautów. To kolejna akcja promująca ideę kupowania nieznajomym kawy. O co w niej chodzi?

 

"Zawieszona kawa" to zwyczaj, który pochodzi z Włoch i ma prawie... 100 lat. Narodził się w Neapolu w czasach wielkiego kryzysu i tam jest najbardziej rozpowszechniony. - Włosi przed pracą idą na szybką małą czarną do kawiarni. Wielu z nich płaci nie tylko za to, co wypiją. "Caffe sospeso" to kawa, za którą płacą, ale której nie piją - opowiada Asia, której mąż jest Włochem. - Na tablicach kelner kredą zaznacza liczbę darmowych filiżanek, z których może skorzystać inna osoba, która na kupno kawy nie może sobie pozwolić - tłumaczy.

Włosi to wielcy miłośnicy kawy - piją jej dużo. Wierzą, że ten mały akt dobroczynności ma przynosić szczęście. Filiżanka espresso kosztuje niewiele, zazwyczaj około 1 euro.

Cały świat pije "caffe sospeso"

Zwyczaj rozprzestrzenił się w innych dużych miastach Włoch, np. Mediolanie czy Rzymie po tym, jak w 2008 roku opisał go dziennikarz Luciano De Crescenzo. I trafił na podatny grunt, ponieważ Włochy borykają się z kryzysem ekonomicznym. "Caffe sospeso" to wyraz solidarności z tymi, którzy nie mają pracy lub mają kłopoty finansowe. Choć darmowa kawa trafia nie tylko do bezdomnych.

W ostatnich latach "zawieszona kawa" zdobyła sporą popularność w innych krajach. Można jej się napić m.in. w Australii, Bułgarii, Rosji i na Ukrainie. To właśnie z Kijowa pochodzi Aleksander Każurin, który propaguje ten zwyczaj w Polsce.

"Chodzi o impuls. Teraz pójdzie łatwiej"

Wszystko zaczęło się przed rokiem. - Jakiś czas promowałem ten pomysł, chodziłem od knajpy do knajpy, kilka się zgłosiło - mówi Aleksander Każurin w rozmowie z TOK FM. - Potem nie miałem czasu i wszystko zamarło - dodaje. Zaprzecza, by o niepowodzeniu decydował opór właścicieli czy niechęć klientów. Wszystko rozbiło się o brak promocji. Ostatnio "zawieszona kawa" przeżywa jednak drugą młodość. Do inicjatywy przyłącza się nawet 10 lokali dziennie. - Chodzi o impuls. Spodziewam się, że teraz pójdzie łatwiej - mówi Każurin.

"Polacy potrafią się dzielić"

- Nigdy nie słyszałem o czymś takim - przyznaje Walter Busalacchi, właściciel warszawskiej pizzerii Nonsolo. Śmieje się, że to może wina przeprowadzki do Polski. Możliwe jednak, że "caffe sospeso" nie dotarła do jego rodzinnej Genui na północy Włoch. Busalacchi zaznacza jednak, że każda włoska tradycja ma szansę zakorzenić się w Polsce, bo kraj ten ma nad Wisłą dobrą markę. - Polacy potrafią się dzielić. Są coraz bardziej otwarci - dodaje. I mówi, że nie widzi przeszkód, by kawę zawieszać także w jego lokalu.

Bo chodzi właśnie o dzielenie się. - Nie chciałbym zawężać tego do dobroczynności, pomocy ubogim. Każdy może podzielić się z innym niezależnie od statusu materialnego - tłumaczy Każurin. - Chodzi o pozytywną zabawę - podkreśla.

Jak "zawiesić kawę"?

Aby dołączyć do "Zawieszonej kawy", wystarczy ściągnąć odpowiednie materiały ze strony inicjatywy i umieścić je w swoim lokalu. Każurin zaznacza, że właściciel może modyfikować akcję "jak mu pozwala fantazja". Zamiast przyklejać informację, może więc ograniczyć się do poinformowania stałych klientów. Nie musi też poprzestawać na kawie. W wielu lokalach zawiesza się desery czy obiady. Istnieją nawet księgarnie, w których zawiesza się książki. Wszystko zależy od naszej inicjatywy.

Więcej o: