Lis złośliwie o piszących o "homolobby": "Gdyby nie oni, nie dostrzegłbym zagrożenia..."

"Przyznaję, że bez Rzeczpospolitej, portalu wPolityce oraz tygodnika Sieci i Do rzeczy nie dostrzegłbym ani homolobby, ani zagrożenia, które ono stwarza. W swej naiwności miałem wrażenie, że mamy raczej silne lobby homofobiczne i popiskujących jedynie reprezentantów praw homoseksualistów" - pisze w najnowszym "Newsweeku" Tomasz Lis.

Lis odnosi się do mediów, które zwracają szczególną uwagę na "homolobby", które miałoby panować w Polsce. W sarkastycznym komentarzu naczelny "Newsweeka" punktuje: "Myślałem, mówiąc krótko, że pedałom jest w Polsce raczej źle, a tu się okazuje, że nie tylko się panoszą, ale chcą nam zniszczyć fundamenty kultury i moralności" - pisze.

Obrońcy moralności. To się opłaca?

Publicysta przytacza swoją rozmowę z jednym z naukowców, którego chciał namówić do rozmowy o jego homoseksualizmie. Ten miał odmówić, ponieważ "nie ma głupich". "Jakby nie wiedział, że wskutek homoofensywy gejom wolno w Polsce już wszystko" - zauważa przekornie Lis.

I podsumowuje, że "obrońcy moralności i przeciwnicy homolobby" nie powinni ustawać w swoich wysiłkach, ponieważ może się okazać, że "zostaną nagrodzeni". Jak np. gdański piekarz, który poparł homofobiczną wypowiedź Lecha Wałęsy i... ponoć sprzedaje więcej swoich produktów. "Być może dzięki obronie moralności Rzeczpospolita sprzeda więcej egzemplarzy, bo kilkanaście tysięcy sprzedawanych w kioskach w prawie 40-milionowym katolickim kraju to jak na organ moralności niesprawiedliwie mało" - pisze Lis.

Cały komentarz w najnowszym "Newsweeku".

Zobacz wideo
Więcej o: