Batalia o dom Anny i jej siedmiorga dzieci

Grupa osób negocjuje z bankiem, w którym zadłużona jest Anna Kowalska z Kolonii Łomnickiej pod Olesnem. Wychowującej siedmioro przybranych dzieci w ramach rodziny zastępczej grozi bowiem utrata domu obciążonego hipoteką.

- Doprowadzimy tę sprawę do końca - mówi pan Marcin, który po naszym sierpniowym tekście opisującym dramatyczną sytuację Anny i jej dzieci skontaktował się z redakcją. - Ze znajomymi wykupimy dla rodziny pani Anny ten dom.

Obecnie trwają negocjacje z opolskim Bankiem Spółdzielczym "Bank Rolników", w którym pani Anna wzięła feralny kredyt. - Rozmawiamy na razie o wykupie wierzytelności, być może uda się uniknąć licytacji. Na pewno nie pozostawimy pani Anny i dzieciaków bez pomocy. Mam nadzieję, że do końca roku wszystko uda się załatwić i rodzina będzie bezpieczna w swoim domu.

Przypomnijmy: pani Anna wpadła w zadłużeniową pętlę po tym, gdy zaciągnęła kredyt na budowę sklepiku. Od czternastu lat wychowuje przybrane dzieci; najpierw wychowała troje własnych, które są już dorosłe. W 1998 r. przygarnęła wraz z mężem czwórkę maluchów szwagra, który zginął w wypadku. Cztery lata później wzięli też pod opiekę pięcioro rodzeństwa z Opola. W 2005 r. do stuletniego domu Anny wprowadziła się kolejna trójka. Tego samego roku zmarł na zawał serca mąż Anny. - Możliwe, że jestem jedyną w Polsce jednoosobową rodziną zastępczą - mówiła wtedy Anna, martwiąc się, czy da sobie radę.

Poradziła sobie. Prowadziła mały wiejski sklep, planowała drobiazgowo wszystkie wydatki. Wystarczało na podstawowe potrzeby i powolny remont domu. Pomagali sąsiedzi, a także czytelnicy "Gazety", bo o wyjątkowej rodzinie Anny Kowalskiej pisaliśmy wielokrotnie.

Kilka lat temu postanowiła przyłączyć się do grupki drobnych kupców z gminy i współuczestniczyć w budowie pawilonu handlowego, gdzie miała otworzyć sklep. - Chciałam, żeby dzieciom żyło się lepiej, a te starsze miały pracę - wspomina.

Interes wydawał się pewny. Wzięła więc kredyt - 150 tys. zł pod hipotekę domu. Pożyczkę dostała bez większych trudności w Banku Spółdzielczym "Bank Rolników" w Opolu. Niestety, interes nie wypalił, pani Anna nie miała z czego spłacać rat kredytu, a bank upominał się o pieniądze. Zamierza zlicytować dom, co zmusiłoby rodzinę do wyprowadzki; dzieci trafiłyby wtedy prawdopodobnie do placówek opiekuńczych.