Rok epidemii w Polsce. Ratownik medyczny: System się nie rozpadł, bo dźwigamy go na swoich barkach

- System ochrony zdrowia nie rozpadł się, bo z uporem maniaka dźwigamy go na swoich barkach - mówił w Porannej rozmowie Gazeta.pl Adam Piechnik, ratownik medyczny i pielęgniarz, który przez ostatni rok walczył z koronawirusem na pierwszej linii frontu.

Równo rok temu, 4 marca 2020 roku, ówczesny minister zdrowia Łukasz Szumowski poinformował o zdiagnozowaniu pierwszego przypadku koronawirusa w Polsce. Od tego czasu wirus SARS-CoV-2 wykryto u ponad miliona siedmiuset tysięcy Polaków, a ponad czterdzieści cztery tysiące osób z jego powodu zmarło.

O wyzwaniach, które stały przed służbą zdrowia w ciągu minionego roku, a także o zagrożeniach u progu zapowiadanej przez ministra zdrowia Adama Niedzielskiego trzeciej fali epidemii, w Porannej rozmowie Gazeta.pl Jacek Gądek rozmawiał z Adamem Piechnikiem, ratownikiem medycznym i pielęgniarzem.

Rok epidemii w Polsce. Ratownik medyczny wspomina najtrudniejsze chwile

- Bez wątpienia zawsze najtrudniejsze są te momenty, kiedy nie udaje nam się pomóc pacjentowi -  powiedział Adam Piechnik. - Akurat w mojej pracy to wiązało się z tym, że fizycznie miałem do czynienia z tym skutkiem, bo to ja przygotowywałem ciało osoby zmarłej do tego, żeby przewieźć je do kostnicy. To było kompletnie namacalne, fizyczne doświadczenie porażki. To był człowiek, z którym tydzień wcześniej jeszcze rozmawiałem, podając mu leki, pobierając krew do badania, uśmiechając się, zapewniając, że będzie dobrze. Niestety potem musiałem po prostu wykonywać jakieś czynności administracyjne już przy ciele człowieka, a nie człowieku - wspominał Piechnik. Podkreślił, że w jego zawodzie wszyscy muszą być gotowi na obcowanie ze śmiercią, ale skala jej występowania w czasie pandemii jest bezprecedensowa.

- Epidemia postawiła nas w sytuacji, w której po prostu doświadczamy tego wszystkiego dużo bardziej. Chyba nawet bardziej, niż byliśmy kiedykolwiek gotowi, że tak się może zdarzyć - mówił Piechnik. Równocześnie przyznał, że on i inni ratownicy boją się również o swoje własne życie. - Doświadczamy tego cały czas – powiedział.

Zobacz wideo "Kolejne pandemie to tylko i wyłącznie kwestia czasu"

Adam Piechnik: System ochrony zdrowia nie rozpadł się, bo z uporem maniaka dźwigamy go na swoich barkach

Gość Porannej Rozmowy Gazeta.pl przypomniał, że o niewydolności służby zdrowia medycy alarmowali już dwa lata temu w tracie protestu głodowego. - Już wtedy mówiliśmy, co się stanie, gdy zdarzy się coś, co przekroczy możliwości naszego systemu, napiętego jak guma - powiedział gość programu.

Ten system się całkiem nie rozpadł tylko i wyłącznie dlatego, że my z uporem maniaka cały czas dźwigamy go, pracując w dwóch czy trzech miejscach naraz

- dodał Adam Piechnik, przytaczając konkretne przykłady świadczące o niewydolności systemu opieki zdrowotnej w czasach pandemii.

- Moi koledzy i koleżanki tkwili godzinami pod izbami przyjęć, pod SOR-ami, z pacjentami w trakcie intensywnej tlenoterapii. Na tyle intensywnej, na ile jesteśmy w stanie naszym sprzętem zapewnić, czekając kto umrze pierwszy. Czy nasz pacjent w karetce, czy pacjent na SOR-ze lub izbie przyjęć, który zwolni łóżko - mówił. Ratownik medyczny dodał, że sam uczestniczył w sytuacjach, w których lekarze nie chcieli przyjąć do szpitala pacjenta z karetki z powodu braków sprzętowych.

- Ja sam doświadczałem takich sytuacji. Lekarz powiedział, że weźmie naszego pacjenta pod warunkiem, że z naszym respiratorem. Ja nie mam dwóch respiratorów w karetce. Oddanie jedynego respiratora wraz z pacjentem brzmiało jak kuriozalny dowcip, natomiast dowcipem nie było - opisywał zajście Piechnik.

Imprezowe podziemie rozkwita. Ratownik medyczny komentuje

Pomimo utrzymywanych w kraju obostrzeń związanych z nadchodzącą trzecią falą koronawirusa, w ostatnich tygodniach pojawia się coraz więcej informacji o nielegalnych imprezach odbywających się w klubach i knajpach, które wciąż pozostają otwarte.

- Marzę o świecie, w którym sprawiedliwość jest bardzo prosta - ocenił nieodpowiedzialne zachowanie ludzi uczestniczących w tych imprezach Adam Piechnik. W jego opinii osoby w sposób drastyczny łamiące obostrzenia powinny być kierowane przez sąd do pracy w szpitalach covidowych.

- Tak, żeby ten człowiek miał okazję widzieć umierających ludzi. Żeby miał okazję, tak jak ja, moi koledzy i koleżanki, człowieka z którym rozmawialiśmy jeszcze tydzień temu, pakować do worka, kiedy stanie się już tylko denatem. To byłaby fantastyczna forma edukacji dla ludzi, którzy w imię pojmowanej w taki sposób swojej wolności zabierają komuś życie - powiedział Piechnik.