Wysyłali lekarzy w kamasze, podsłuchiwali pielęgniarki. Głodujący rezydenci to nie pierwszy problem PiS ze służbą zdrowia

W środę lekarze rezydenci z Małopolski nie poszli do pracy. Chcieli w ten sposób wyrazić poparcie dla młodych medyków głodujących w Warszawie i innych miastach. Zapewniali jednak, że małopolski protest nie obejmie tych, którzy pracują na ostrych dyżurach. Rezydenci protestują od 2 października. Młodzi lekarze w warszawskim szpitalu klinicznym przy ulicy Banacha głodują od 24 dni. Protest, który rozpoczął się w Warszawie, rozprzestrzenił się na inne miasta, m.in. Szczecin, Leszno, Kraków i Łódź. Rezydenci domagają się m.in. zwiększenia nakładów na ochronę zdrowia (do 6,8 proc. PKB w 2021) oraz podwyższenia płac młodych lekarzy. Obecny kryzys to kolejny spór na linii rząd PiS - służba zdrowia. Politycy partii rządzącej w latach poprzednich rządów spierali się m.in. z pielęgniarkami i mówili o "braniu lekarzy w kamasze".
Glodowka lekarzy rezydentow Glodowka lekarzy rezydentow Fot. Krzysztof Hadrian / Agencja Wyborcza.pl

Problemy PiS w służbie zdrowia to nie tylko lekarze rezydenci

W środę lekarze rezydenci z Małopolski nie poszli do pracy. Chcieli w ten sposób wyrazić poparcie dla młodych medyków głodujących w Warszawie i innych miastach. Zapewniali jednak, że małopolski protest nie obejmie tych, którzy pracują na ostrych dyżurach.

Rezydenci protestują od 2 października. Młodzi lekarze w warszawskim szpitalu klinicznym przy ulicy Banacha głodują od 24 dni. Protest, który rozpoczął się w Warszawie, rozprzestrzenił się na inne miasta, m.in. Szczecin, Leszno, Kraków i Łódź. Rezydenci domagają się m.in. zwiększenia nakładów na ochronę zdrowia (do 6,8 proc. PKB w 2021) oraz podwyższenia płac młodych lekarzy.

Obecny kryzys to kolejny spór na linii rząd PiS - służba zdrowia. Politycy obecnej partii rządzącej w latach poprzednich rządów spierali się m.in. z pielęgniarkami i mówili o "braniu lekarzy w kamasze".

Józefa Hrynkiewicz Józefa Hrynkiewicz Fot. Adam Stepien / Agencja Wyborcza.pl

Problemy PiS w służbie zdrowia to nie tylko lekarze rezydenci

12 października, gdy posłanka PO Lidia Gądek przestrzegała z mównicy, że młodzi lekarze będą zmuszeni do wyjazdów, mimo że tego nie chcą, posłanka PiS Józefa Hrynkiewicz krzyknęła "Niech jadą!".

W rozmowie z TVN 24 tłumaczyła, że mówiła "w rozgoryczeniu i żalu". Stwierdziła, że jej słowa były skierowane do tych, którzy "używają szantażu i straszą wyjazdem za granicę".

Dodała, że jej zdaniem głodówka nie jest adekwatna do postulatów rezydentów.

- Te wszystkie prace, które prowadzimy, nie są przedmiotem debaty z rezydentami. Oni nie chcą debatować, a podejmują takie formy protestu, które przystoją do walki o niepodległość. Ludzie walczyli o wolność sumienia, natomiast to jest walka o pieniądze. Te pieniądze idą do systemu ochrony zdrowia w miarę możliwości. Są takie, jakie ma Polska, tyle ile wypracowuje gospodarka  - powiedziała.

Ludwik Dorn Ludwik Dorn Fot. Wojciech Olkusnik / Agencja Wyborcza.pl

Problemy PiS w służbie zdrowia to nie tylko lekarze rezydenci

Słowa posłanki Józefy Hrynkiewicz pokazują, że postawa posłów PiS wobec lekarzy nie zmieniła się od czasu ich poprzednich rządów.

Wystarczy wspomnieć słowa Ludwika Dorna z 30 grudnia 2005 roku, gdy trwał konflikt między rządem a lekarzami z Porozumienia Zielonogórskiego.

Ówczesny wicepremier oraz minister spraw wewnętrznych i administracji podczas konferencji prasowej dotyczącej sytuacji w służbie zdrowia straszył lekarzy wysyłaniem "w kamasze".

Protestujący medycy zapowiadali wtedy, że po Nowym Roku nie otworzą gabinetów. - Jeżeli wystąpi i będzie się nasilać niebezpieczeństwo dla obywateli, istnieje możliwość brania lekarzy w kamasze - powiedział zatroskany o pacjentów Dorn.

Ludwik Dorn Ludwik Dorn FOT.SLAWOMIR KAMINSKI / Agencja Wyborcza.pl

Problemy PiS w służbie zdrowia to nie tylko lekarze rezydenci

Ludwik Dorn popisał się też przy innej okazji. Gdy był marszałkiem Sejmu, w sierpniu 2007, powiedział inne słynne zdanie. Podczas konferencji prasowej dotyczącej ustawy, która miała podtrzymać podwyżki dla pracowników służby zdrowia, powiedział: "Ja się bardziej troskam troskam pielęgniarkami, a nie lekarzami, bo pokaż, lekarzu, co masz w garażu".

Medycy byli oburzeni. Szef warszawskiej izby lekarskiej, Andrzej Włodarczyk, tak skomentował słowa Dorna:

"Wypowiedź ta jest kolejnym publicznym - po pamiętnej groźbie wzięcia lekarzy w kamasze - wystąpieniem Ludwika Dorna deprecjonującym środowisko lekarzy, a także przeciwstawiającym je społeczeństwu. Przytoczone sformułowania są nie do przyjęcia, szczególnie jeśli wypowiada je druga po prezydencie RP osoba w państwie. (...) Odbieramy to jako chęć skłócenia nas z pielęgniarkami. PiS zabiega o ich głosy, oczerniając lekarzy. Mówiąc o "garażu lekarza", daje do zrozumienia, że nam podwyżki są niepotrzebne. Bo pewnie mamy jakieś lewe dochody. Gdybym chciał uprawiać retorykę na poziomie pana marszałka, odpowiedziałbym mu starym wierszykiem: "Mówiła mi mama, bym się nie bał chama". Ja się nie boję i mówię: panie marszałku, wstyd!" - powiedział.

Białe miasteczko Białe miasteczko Fot. Wojciech Surdziel / Agencja Wyborcza.pl

Problemy PiS w służbie zdrowia to nie tylko lekarze rezydenci

O tym, jak PiS w rzeczywistości "troskał" się o pielęgniarki, krążą legendy. Gdy w czerwcu 2007 roku pielęgniarki rozbiły pod KPRM "białe miasteczko", rok później Janusz Kaczmarek, ówczesny szef MSWiA, zdradził w RMF FM, że w trakcie narad zespołu kryzysowego padł pomysł, by wywieźć spod gmachu protestujące pielęgniarki. Zdaniem Kaczmarka, na pomysł miał wpaść wicepremier Przemysław Gosiewski. - Uważał, że problem może być załatwiony w przeciągu kilku godzin, kiedy zjadą się radiowozy policyjne. Panie pielęgniarki weźmie się za ręce i nogi, i do tych radiowozów się wsadzi - relacjonował Kaczmarek. Gosiewski tłumaczył później, że nie pamięta szczegółów. Zapewnił, że premier Jarosław Kaczyński był zdecydowanym przeciwnikiem takiego rozwiązania.

Janusz Kaczmarek w wywiadzie dla RMF FM dodał, że w trakcie okupacji pomieszczeń w Kancelarii Premiera, telefoniczne rozmowy pielęgniarek były zagłuszane przez służby - Takie zagłuszanie nastąpiło. Z tego co wiem, urządzenia były wypożyczane przez Agencję Bezpieczeństwa Wewnętrznego - powiedział.

Z kolei Jarosław Kaczyński, ówczesny premier, tak wtedy mówił o okupacji KPRM:  Panie opuszczą ten gmach, będziemy rozmawiać. Nie opuszczą, nie będziemy. Nie mogę rozmawiać z pielęgniarkami w warunkach, kiedy jest łamane prawo karne, bo wtedy nie mógłbym wydawać ministrowi sprawiedliwości poleceń walki z przestępczością.

Dodał, że "gdyby to byli mężczyźni, to już by ich tutaj dawno nie było".

Lekarze vs. PiS. Zbigniew Ziobro Lekarze vs. PiS. Zbigniew Ziobro Fot. Wojciech Olkusnik / Agencja Wyborcza.pl

Problemy PiS w służbie zdrowia to nie tylko lekarze rezydenci

Symbolem problemów PiS ze służbą zdrowia była jednak słynna konferencja Zbigniewa Ziobry, ówczesnego ministra sprawiedliwości i prokuratora generalnego, z lutego 2007 roku.

- Już nikt nigdy przez tego pana życia pozbawiony nie będzie - powiedział o Mirosławie Garlickim, ówczesnym szefie Kliniki Kardiochirurgii Centralnego Szpitala Klinicznego MSWiA w Warszawie. CBA zatrzymało Garlickiego 12 lutego 2007 roku, gdy został wyprowadzony ze szpitala w kajdankach. Słynna konferencja Zbigniewa Ziobry odbyła się dwa dni później.

Lekarz wytoczył ówczesnemu ministrowi sprawiedliwości proces cywilny, który wygrał w dwóch instancjach. Ostatecznie, w styczniu 2009 roku Zbigniew Ziobro przeprosił Mirosława Garlickiego i wypłacił mu 30 tys. zadośćuczynienia. Przeprosiny ukazały się po wieczornych dziennikach w stacjach TVN, TVP i Polsat 9 stycznia 2010 roku.

10- sekundowy spot brzmiał: "W wykonaniu orzeczenia sądu: Ja Zbigniew Ziobro przepraszam Pana dr Mirosława Garlickiego za wypowiedzenie pod jego adresem słów - już nikt nigdy przez tego Pana życia pozbawiony nie będzie - które naruszyły cześć Pana dr Mirosława Garlickiego".

Warszawski Sąd Rejonowy dla Warszawy Mokotowa skazał Mirosława Garlickiego na rok więzienia w zawieszeniu na dwa lata oraz grzywnę za przyjęcie łapówek od pacjentów. Wyrok skazujący dotyczył też części z 42 zarzutów korupcyjnych. Jednocześnie, sąd uniewinnił lekarza z 23 zarzutów dot. m.in. mobbingu wobec podwładnych.

"Czarnym momentem zwrotnym, rzecz można: załamaniem polskiej transplantologii był rok 2007, kiedy to ówczesny minister sprawiedliwości wypowiedział słynne słowa o doktorze Mirosławie G. Nieprzemyślane działanie, wypowiedź, spowodowała spadek zaufania społeczeństwa do tej metody leczenia, co oczywiście skutkowało mniejszą ilością wykonanych przeszczepów, a także niechęcią do deklarowania się jako pośmiertny dawca" - czytamy w raporcie Poltransplantu z 2010 roku.

Minister Konstanty Radziwiłł, 2009 rok Minister Konstanty Radziwiłł, 2009 rok FILIP KLIMASZEWSKI

Problemy PiS w służbie zdrowia to nie tylko lekarze rezydenci

Głodujących lekarzy rezydentów dziwi postawa ministra zdrowia, Konstantego Radziwiłła, który jako prezes Naczelnej Izby Lekarskiej wypowiadał się w zupełnie innym tonie niż dzisiaj. W 2006 roku postulował trzykrotność średniej krajowej dla lekarzy posiadających drugi stopień specjalizacji oraz dwukrotnego średniego wynagrodzenia dla rezydentów.

Z kolei w liście do prezydenta Lecha Kaczyńskiego minister Rzdziwiłł używał kolejnego postulatu protestujących lekarzy rezydentów. Napisał, że "Polska przeznacza na ochronę zdrowia swoich obywateli najmniej ze wszystkich państwa członkowskich UE. W liczbach bezwzględnych, oznacza to prawie dwa razy mniej niż w krajach o podobnej historii, drodze przemian i zamożności, np. w Słowacji".

Ówczesny prezes NIL tłumaczył wtedy, że problemy w polskim systemie ochrony zdrowia są "balastem wielu dziesięcioleci".