Brud, przeludnione cele, zamieszki i - przede wszystkim - najwyższy na świecie odsetek ludzi, którzy trafili do więzienia bez wyroku.
Panamskie więzienie La Joya to piekło, jakie znamy tylko z filmów. Reporter Reutersa miał niecodzienną możliwość odwiedzenia tego przerażającego miejsca i porozmawiania z więźniami. Ci mówili mu, że marzą już tylko o tym, by sąd w końcu wydał wyrok.
Osadzeni próbują choć minimalnie przystosować trudne warunki do swoich potrzeb. W wydzielonej w więzieniu części dla osób niehetroseksualnych i transpłciowych, część z nich zamontowała przy swoich łóżkach prowizoryczne zasłony.
Więźniowie w La Joyi mieszkają w prowizorycznych celach, stłoczeni z powodu ogromnego przeludnienia. Jak w 2014 roku podał Departament Stanu USA, warunki w panamskich więzieniach stanowią zagrożenie dla życia osadzonych. Dochodzi do krwawych bójek, strażników jest za mało.
Przykładem mogą być wydarzenia z jesieni 2011 roku. Korzystając z czasu wolnego na dziedzińcu grupa więźniów zaatakowała instalację do zagłuszania telefonów. Straż odpowiedziała gazem pieprzowym. W wyniku zamieszek rannych zostało 16 więźniów i trzech strażników.
Większość osadzonych w więzieniu nie usłyszała jeszcze wyroku. Policja jedynie podejrzewa ich o przestępstwa. - W praktyce nie ma tutaj ograniczeń dla trzymania podejrzanych w więzieniach - mówi Juan Carlos Araus, lokalny prawnik.
Osadzeni bez wyroku stanowią aż 60 proc. wszystkich więźniów w Panamie.
Więźniowie próbują umilać sobie czas na różne sposoby. Jeden z więźniów chwali się dmuchaną lalką rzeczywistych rozmiarów. Służy mu do wiadomych celów.
W raporcie z 2014 roku Open Society Foundations stwierdza, że właśnie w Panama jest największy odsetek osób oczekujących na wyrok w więzieniach.
- Jedyną rzeczą, której teraz pragnę, to usłyszeć jakiś wyrok - mówi Alvis Javier. Jest sfrustrowany. W więzieniu jest już bowiem sześć lat. Policja podejrzewa go o posiadanie narkotyków.
Javier znalazł sposób na wykorzystanie swojego czasu w więzieniu - uczy się w więziennym gimnazjum i stara się o dyplom.
Wielu więźniów odreagowuje przez ćwiczenia fizyczne, choć "sprzęt" na siłowni to raczej kilka przypadkowych drążków i prowizoryczny kosz do grania w koszykówkę.
Carlosa Fuentesa podejrzewa się o sfałszowanie dowodu osobistego. Siedzi już dwa lata w oczekiwaniu na proces i wyrok. - Jest tutaj nas wielu w podobnej sytuacji - mówi.
Do zdjęcia Carlos pozuje ze swoją suczką Nieves. Opieka nad zwierzęciem pomaga przetrwać trudny czas.
Wielu osadzonych w La Joya jest podejrzanych bądź skazanych za przemyt narkotyków.
Robert Maximiliam, Kanadyjczyk o polskich korzeniach, pozuje z drozdem przed swoją celą. - Jestem uzdrowicielem. Używam roślin jako leków by pomagać chorym. Znalazłem się tutaj przez przypadek. Oskarżono mnie o przemyt narkotyków, ale jestem niewinny. Po prostu, na lotnisku ktoś włożył narkotyki do mojej walizki - opowiada.
Według prawa, Panamczyk może trafić do więzienia bez wyroku na czas równy minimalnej karze przewidzianej za przestępstwo, o które jest podejrzany. W praktyce jednak, panamskie więzienia nie respektują nawet tych zapisów. Ludzie bez wyroków siedzą tam znacznie dłużej.
Panamskie sądy nie radzą sobie z nadmiarem spraw. Wiele czeka w kolejce, procesy się przedłużają. Gabriel Pinzon, dyrektor panamskiego systemu więzień, tłumaczy: - Widzimy pewne czynniki związane z liczbą spraw w sądach, które mogą wpływać na czas trwania procesów. Próbujemy z tym walczyć.
We wrześniu w Panamie wejdzie w życie nowe prawo, uchwalone jeszcze w 2008 roku. Zgodnie z nim czas osadzenia podejrzanego w więzieniu nie będzie mógł być dłuższy niż rok.
Dla wielu osadzonych w La Joya może to być szansą na wyjście z więzienia.