Sushi wprost z ciała hostessy i wino dla Tuska, czyli afera podsłuchowa od kuchni

Konrad Lassota, jeden w dwóch kelnerów oskarżonych w aferze podsłuchowej, napisał książkę. Wybraliśmy najciekawsze fragmenty. Zastrzegamy jednak - to jego wersja wydarzeń.
Konrad Lassota: Jak podsłuchałem system Konrad Lassota: Jak podsłuchałem system mat. prasowe

"Czułem się jak kierowca wyścigowy"...

"Czułem się jak kierowca wyścigowy, który swoim niewielkim fiatem 126p wjechał na tor Formuły 1 i choć przez kilka okrążeń w tym wyścigu prowadził. Wystartowałem, wiedząc, że mam dowody na nieprzepisową działalność innych kierowców. Finał był łatwy do przewidzenia." (...) - pisze Konrad Lassota, autor książki "Jak podsłuchałem system: Ośmiorniczki, czyli elita na widelcu". Lassota nagrywał rozmowy czołowych polskich polityków i biznesmenów w Pałacu Sobańskich - w siedzibie restauracji Amber Room oraz Klubu Polskiej Rady Biznesu, gdzie pracował jako osoba zajmująca się winem, czyli sommelier, a Łukasz w "Sowa&Przyjaciele".

Lassota: "Prokuratura Okręgowa Warszawa-Praga jako motyw mojego działania przedstawiła względy finansowe. Jest to oczywista bzdura, w którą nie uwierzyli nawet prowadzący czynności funkcjonariusze Centralnego Biura Śledczego Policji. W wyniku nagrywanych rozmów na moje konto nie wpłynęła ani złotówka".

Jak to wyglądało?

Sushi z ciała hostessy Sushi z ciała hostessy Fot. Shutterstock

Sushi z ciała hostessy, czyli przed podsłuchami

"Wśród najważniejszych znajomości Łukasza (kelner z restauracji 'Sowa&Przyjaciele") zdecydowaną większość stanowili politycy Platformy. Restauracja Lemongrass z racji położenia w pobliżu Sejmu oraz dyskrecji i dzięki pokojom vipowskim, które zapewniała, była miejscem, które odwiedzali bardzo chętnie. Wystarczy wspomnieć, że to właśnie w Lemongrassie odbywały się akcje takie jak body sushi, czyli jedzenie świeżo przyrządzonego sushi z ciała roznegliżowanej hostessy przez zarządzających resortami. Rachunki za te właśnie posiłki publikowały potem media. To z Lemongrassa pochodziły wiadomości o marnotrawieniu publicznych pieniędzy przez urzędników, ujawnione, ale szybko przykryte".

Donald Tusk, Sławomir Nowak Donald Tusk, Sławomir Nowak Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta

Jak Nowak zabiega o Tuska

"Sławek (Sławomir Nowak - red.) miał być wytrychem do premiera Donalda Tuska. Premier jednak omijał wizyty w restauracjach i miejscach, w których może zostać zauważony. Przez rok widziałem go tylko raz w Pałacu Sobańskich. Był zaledwie przez krótką chwilę i w większym gronie. (...)

Sławomir Nowak (...) zamówił butelkę Château Leoville Barton z 1985 roku, która miała nam otworzyć drogę do przewodniczącego Platformy Obywatelskiej. (...) Akurat z Łukaszem jedliśmy obiad w restauracji znajdującej się przy Teatrze Buffo, kiedy były minister transportu zadzwonił i poprosił pilnie o zorganizowanie jakiegoś wina na prezent urodzinowy dla premiera. Odpowiedzieliśmy, że zrobimy to z wielką przyjemnością. Trudność polegała na tym, że wino trzeba było dostarczyć do rezydencji na ulicę Parkową w ciągu dwudziestu minut. Nie było to jednak niewykonalne. Szybko załatwiłem butelkę i wraz ze stylizowaną skrzynką drewnianą przekazałem Łukaszowi. On w pośpiechu zawiózł ją i przekazał Nowakowi. Prezent tak bardzo spodobał się solenizantowi, że... postanowił otworzyć to wino w pierwszej kolejności. Była to o tyle niefortunna decyzja, że wino niemal trzydziestoletnie powinno chwilę odpocząć przed podaniem. Okazało się to jednak nieistotne, gdyż tuż po wzniesieniu toastu i pełnej napięcia chwili... smak rozczarował wszystkich. Wino dotknięte było wadą korka. (...)

Po kilkunastu minutach od dostarczenia butelki Łukasz otrzymał SMS o treści: "korkowe:/". Zawód musiał być duży, skoro zamiast celebrowania urodzin wodza Platformy Obywatelskiej minister Nowak zdawał relację SMS-ową z owego incydentu. Poświęcił na to kilkanaście wiadomości".

Paweł Graś Paweł Graś Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta

Kim jest "Angielska trawa", czyli przezwiska

"Łukasz (kelner z "Sowa&Przyjaciele", drugi z oskarżonych - red.) przekazał mi, że odtąd (od rozpoczęcia zakładania podsłuchów - red.) nie możemy wymieniać istotnych nazwisk przez telefon oraz w wiadomościach SMS. Szybko stworzyliśmy własny słownik określeń najczęściej bywających gości. U mnie byli to między innymi: "Doktor" (Jan Kulczyk - biznesmen, inwestor; przezwisko nadane z racji posiadanego tytułu naukowego), którego spotkania nosiły miano "operacji", "Wembley" lub "Angielska trawa" (Paweł Graś - prawa ręka premiera Donalda Tuska; grass to po angielsku trawa), "Tamburyn" (Paweł Tamborski - wiceminister Skarbu Państwa), "Dżejkob" (Jakub Karnowski, prezes Grupy PKP), "Lepiej mieć niż nie miedź" (Herbert Wirth - prezes KGHM Polska Miedź), "Sławek" (Sławomir Nowak - były minister transportu, budownictwa i gospodarki morskiej), "Klasyk" (Andrzej Klesyk - prezes PZU), "Millej" (Leszek Miller - były premier, poseł SLD). (...)

Pamiętam sytuację z czerwca 2014 roku, kiedy doszło do szybkiego spotkania prezesa Najwyższej Izby Kontroli Krzysztofa Kwiatkowskiego z biznesmenem Janem Kulczykiem. Na komunikatorze odebrałem pytanie od Łukasza, który wiedział o rezerwacji Kulczyka: "Jak przebiega operacja? Kto jest pacjentem??". Odpisałem szybko: "Dzisiaj NIKKt...". W odpowiedzi otrzymałem tylko uśmiechniętą ikonkę, Łukasz szybko bowiem rozszyfrował połączone inicjały prezesa ze skrótem nazwy instytucji".

Sławomir Nowak Sławomir Nowak fot. MARCIN WOJCIECHOWSKI

Nowak prawie demaskuje podsłuch

"Były to czarne pendrive'y z diodą i suwakiem na boku. Służył on do włączania i wyłączania rejestratora. (...) Owe nośniki mieliśmy podkładać w bezpiecznych miejscach tuż przed spotkaniami i uruchamiać rejestrator. Wcześniej jednak należało je dokładnie oczyścić z odcisków palców i sformatować pamięć. (...)

(...) "Kiedy któryś z menedżerów Klubu Polskiej Rady Biznesu rozpoczynał przygotowania saloniku vipowskiego do podjęcia gości, pojawiałem się i zagadywałem go. I pozostawiałem pendrive'a rejestrującego. (...) Wielu ekspertów już po wybuchu afery z powagą i pewnością siebie przekonywało o podkładaniu urządzeń rejestrujących pod stół. Taka sytuacja nigdy się nie zdarzyła. Przyklejanie pendrive'a do blatu lub zostawianie go w jego okolicach wiązało się ze sporym zagrożeniem odkrycia urządzenia. (...) Zgodnie z otrzymanymi instrukcjami każdorazowo niezwykle dokładnie przecierałem szmatką lub chusteczką pozostawiany pendrive rejestrujący. Najczęściej włączałem nagrywanie, a dopiero później pozbywałem się odcisków palców."

(...) "Najlepszymi lokalizacjami wydały mi się od razu przestrzenie pod starymi komodami. Pendrive?y wsunięte w głąb mebla lub schowane za nogami doskonale zbierały głosy rozmawiających. A komody pozwalały na szybkie usunięcie urządzeń. Możliwe to było, nawet kiedy przy stole siedzieli już uczestnicy spotkania, ponieważ meble te służyły mi jako stolik pomocniczy do otwierania wina. Wystarczyło zatem niechcący upuścić korek lub sreberko z szyjki butelki, a następnie w pozycji kucającej pozostawić lub wyjąć urządzenie.(...)

Strategia Łukasza była odmienna niż moja. Na początku podobnie jak ja lokował pendrive'y w osłoniętych miejscach. Podczas jednej z kolacji został jednak niemal zdekonspirowany, ponieważ do wieży odtwarzającej muzykę dorwał się Sławomir Nowak, który postanowił uraczyć gości autorską playlistą. I przesunął leżące za sprzętem muzycznym urządzenie rejestrujące jego poczynania. Od tego momentu Łukasz zmienił taktykę."

Jan Kulczyk Jan Kulczyk Agencja Gazeta

Jan Kulczyk wolał karteczki?

(...) "W Klubie Polskiej Rady Biznesu mieszczącym się w Pałacu Sobańskich doszło do spotkania biznesmena Jana Kulczyka z wiceministrem skarbu Pawłem Tamborskim i wiceszefem departamentu przekształceń własnościowych, zajmującego się prywatyzacją, w Ministerstwie Skarbu Państwa, Tomaszem Zganiaczem.

Odsłuchując rozmowę wieczorem, usłyszałem, że panowie rozmawiali o  kwestiach prawnych i technicznych, co nie wzbudzało zbytnich podejrzeń. Były jednak kwestie, w których porozumiewali się specyficznym, niezrozumiałym dla osób spoza ich kręgu kodem. Padały zwroty: "A gdybym ja tak, to wy mi tak?'"(ze strony biznesmena) i: "A może w ten sposób?" (z ust Tamborskiego). Dotyczyły one zapisków skrzętnie wykonywanych na małych karteczkach. Bo Jan Kulczyk był człowiekiem starej daty. (...) Te nieistotne zapiski wylądowały jednak, zapewne przez nieuwagę, w filiżance po kawie jednego z uczestników spotkania. Sprzątający gabinet kelnerzy zebrali całą zastawę i odnieśli na zaplecze. Kiedy udałem się w okolice pokoju vipowskiego, aby wydobyć urządzenie, przypadkiem na nie natrafiłem. Niepostrzeżenie wyjąłem notatki z brudnej filiżanki. Otrzepałem zwiniętą karteczkę z resztek kawy i rozłożyłem ją na swoim biurku. Widniały na niej strzałki, liczby, znaki większości i równości. Wieczorem porównałem te bazgroły z zarejestrowaną rozmową. Na samej górze napisano: ">50 = 30>". Z kontekstu rozmowy można było wywnioskować, że należące do miliardera KI Chemistry chciało przejąć pakiet większościowy od Skarbu Państwa za cenę nieprzekraczającą trzydziestu złotych za jedną akcję. Prawdopodobnie była to gra, gdyż Kulczyk doskonale znał wartość spółki i był gotów zapłacić nieco więcej. Kolejne zapisane liczby to: "100/2??", obok których widniało: "OK".  I właśnie to "OK" było celem spotkania, i to ono spowodowało jego znaczne wydłużenie".

Radosław Sikorski Radosław Sikorski Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta

"Sikorskiemu zależało na tej posadzie"

"Minister spraw zagranicznych doskonale wiedział, że dobrze być po stronie biznesmena, gdyż ten może zaproponować dostatnią emeryturę. Przykłady polityków, którzy rezygnowali ze swoich zajęć na rzecz pracy u biznesmena i sowitego wynagrodzenia, robiły wrażenie. Szef polskiej dyplomacji był zatem żywo zainteresowany uczestnictwem w projekcie. Opisując swoje plany, wspomina o perspektywie objęcia stanowiska komisarza europejskiego do spraw energetyki, aby osobiście móc nadzorować prowadzone przez biznesmena interesy. Sikorskiemu zależało na tej posadzie i na kwestiach energetycznych. Widział możliwości rozwoju tej strategicznej branży i chciał mieć w niej swoje wpływy".

Jak było naprawdę? To ma wyjaśnić proces, w którym oskarżone są cztery osoby: biznesmen Marek F., jego współpracownik Krzysztof R. oraz dwóch kelnerów z warszawskich restauracji, czyli Łukasz i Konrad Lassota, autor książki. Prokuratorskie materiały obejmują 66 nagranych rozmów. Ich bohaterami jest kilkadziesiąt osób z polityki i biznesu. Między innymi nieżyjący już miliarder Jan Kulczyk czy politycy z pierwszych stron gazet: Sławomir Nowak, Radosław Sikorski, Elżbieta Bieńkowska i Jan Vincent Rostowski.

Książka pt. 'Jak podsłuchałem system: Ośmiorniczki, czyli elita na widelcu' ukaże się 13 kwietnia.