Mieszkają 35 minut od 'raju'. W smrodzie, biedzie. Ryzykują życiem, by przebyć Kanał. Witajcie w Dżungli, piekle imigrantów

Obiekt ich marzeń - czarny wlot do tunelu - leży w zasięgu wzroku. Żeby się tam dostać, trzeba zaryzykować życiem. Ale są na to gotowi. Bo co ich tu trzyma? Na pewno nie to miejsce: kryte brezentem dachy, domowej roboty konstrukcje ścian, prowizoryczne kuchenki, polowe toalety. Swąd odpadków - teren to dawne wysypisko śmieci. Dobrze, że są prysznice i jeden ciepły posiłek dziennie od dobrych ludzi. Panoszy się świerzb, choroby oczu i płuc. Witajcie w Dżungli.

Mieszkają 35 minut od 'raju'. W smrodzie, biedzie. Ryzykują życiem, by przebyć Kanał. Witajcie w Dżungli, piekle imigrantów

Obiekt ich marzeń - czarny wlot do tunelu - leży w zasięgu wzroku. Żeby się tam dostać, trzeba zaryzykować życiem. Ale są na to gotowi.  Bo co ich tu trzyma? Na pewno nie to miejsce: kryte brezentem dachy, domowej roboty konstrukcje ścian, prowizoryczne kuchenki, polowe toalety. Swąd odpadków - teren to dawne wysypisko śmieci. Dobrze, że są prysznice i jeden ciepły posiłek dziennie od dobrych ludzi. Panoszy się świerzb, choroby oczu i płuc. Witajcie w Dżungli.

Witajcie w Dżungli

Dżungla - tak właśnie nazywane jest to miejsce - leży w sercu Europy. Nieopodal portu Calais, na wybrzeżu francuskiej Normandii, 100 metrów od wylotu tunelu, łączącego kontynent europejski z Wielką Brytanią. To położone na dawnym wysypisku śmieci nielegalne skupisko namiotów i chatynek, sklecone naprędce z tego, co było pod ręką (albo udało się zdobyć). Istnieje z przerwami od 2002 r.

Ta pierwsza Dżungla została zlikwidowana po 7 latach, gdy w kwietniu 2009 r. w las, gdzie wówczas stały namioty i chatki, wjechały francuskie buldożery, a mieszkańcy trafili do aresztu. Obóz odrodził się na trzy miesiące - lipiec, sierpień i wrzesień 2009 r. Wówczas zamieszkiwało go około 800 osób. Francuzi znów go zlikwidowali. Na próżno.

We wrześniu 2014 r. "Guardian" oszacował liczebność Dżungli na 1300 osób. Obecnie mieszka tam około 3000-4000 osób. Codziennie dociera około 150 nowych.

Witajcie w Dżungli

Mieszkańcy Dżungli to głównie Afrykańczycy - z Somalii, Erytrei, Etiopii, Darfuru. Ale także osoby z Afganistanu, Iraku i Syrii. Są muzułmanie z krajów arabskich i chrześcijanie z czarnej Afryki. Wszystkich łączy jedno - w rodzinnych stronach nie mieli nic do stracenia.

Większość "obywateli" Dżungli to młodzi mężczyźni, ale są też kobiety z dziećmi. Calais to ich przedostatni przystanek - często na dotarcie tam wydali masę pieniędzy na pośredników i przemytników ludzi, niektórzy przeprawiali się przez Morze Śródziemne.

Nikt nie przybywa do Calais, bo chce żyć w Calais - mówi CNN schludnie ubrany Pakistańczyk Khan. - Wszyscy chcą do Wielkiej Brytanii.

Imigranci czekają przy płocie z drutem kolczastym Imigranci czekają przy płocie z drutem kolczastym PASCAL ROSSIGNOL / REUTERS / REUTERS

Ziemia obiecana

Każdy, kto mieszka w Dżungli, marzy o Wielkiej Brytanii, gdzie bezrobocie jest dużo niższe niż we Francji. "Na pewno" jest tam więc praca, dach nad głową i lepsze życie. Tyle, że by dostać się do tego "raju", trzeba pokonać - bagatela - kilka przeszkód.

Zakończone drutem kolczastym metalowe płoty. Uzbrojeni policjanci (fakt, że niewielu). Ciężarówki, które trzeba dogonić, otworzyć pakę i się tam wślizgnąć. No i pociągi. Pociągi, które mogą w kilkadziesiąt minut przewieźć przyklejonych do dachów ludzi z Francji na Wyspy. Mogą też po prostu rozjechać. Ale na zdesperowanych ludziach nie robi to wrażenia. Zanim znaleźli się w Dżungli, pokonali przecież tysiące kilometrów, ryzykując zdrowiem i życiem. Więc próbują.

Ziemia obiecana

Abdula Rahmana Haruna złapali tuż przy wyjściu, już po brytyjskiej stronie. Zapewne zostanie deportowany. A był tak blisko. Uniknął 400 kamer, przeszedł przez cztery płoty i w niemal kompletnej ciemności przeszedł prawie 50 km pod dnem morza przez tunel pod kanałem La Manche. Tak zakończył się ostatni etap jego podróży do Wielkiej Brytanii.

Policjanci, którzy go aresztowali, doskonale wiedzą, że w jego ślady chcą pójść tysiące następnych.

Tunel

W Dżungli, żeby zobaczyć kalekę lub rannego, wystarczy rozejrzeć się wokoło. Wielu imigrantów ma ręce i nogi w łupkach, gipsie lub bandażach. Są nawet tacy na wózkach inwalidzkich - opisuje CNN.

Wszystko to skutki desperackich prób przedarcia się do terminalu kolejowego w Calais i wejścia do pociągu czy ciężarówki. W środku obozu powstał polowy szpital organizacji Medicins Du Monde. Jej pracownicy mówią, że liczba rannych wzrosła ostatnimi czasy - gdy francuskie i brytyjskie władze uszczelniły zabezpieczenie Eurotunelu.

Tory kolejowe w terminalu Eurotunelu Tory kolejowe w terminalu Eurotunelu JUAN MEDINA / REUTERS / REUTERS

Tunel

Długi na 50 km, złożony z dwóch tuneli kolejowych i jednego serwisowego tunel pod kanałem La Manche obsługują pociągi osobowe i towarowe. Do tych ostatnich wjeżdżają samochody osobowe i ciężarowe. Z szybkością 160 km/h pociągi przewożą ludzi i maszyny na głębokości od 45 do 70 metrów pod poziomem morza. Od terminalu w Calais do brytyjskiego Folkestone jedzie się 35 minut. Imigranci z Dżungli mieszkają 35 minut od "raju".

Na wschód od Edenu

Dzień w Dżungli zaczyna się około 6.00 rano, gdy ci, którym nie udało się nocą przedrzeć do pociągów, wracają do obozowiska - opisują reporterzy Reutersa. Około 11:00 budzi się cały obóz. Ludzie myją się w plastikowych miskach - woda pochodzi z jednej, cały czas wypluwającej ją rury. Nie ma kanalizacji, toalet jest za mało. Obóz cuchnie i jest pełny śmieci.

Około 12.00 niektóre namioty zamieniają się w sklepy ze wszystkim - kartami SIM, wodą, mydłem, żyletkami czy napojami.

Na zdjęciu: prowizoryczny kościół w koczowisku.

Na wschód od Edenu

Około 14:00 zapełnia się położony w części arabskiej duży zielony namiot pokryty arabskim pismem. To właśnie prowizoryczny meczet. W zdominowanej przez chrześcijan z Afryki części koczowiska powstał prowizoryczny kościół. Modlić potrafi się w nim nawet do 200 osób i często jest pełny.

Za kapłana robi 29-letni Mima, który studiował teologię. Jest też świecka szkoła, zbudowana z drewnianych drągów, z płóciennym dachem, gdzie można uczyć się francuskiego. Na ścianach podstawowe słowa: być, mieć, jeść, pić.

Przed akcją

Po południu czas odprężenia - ludzie grają w piłkę, z jednego z większych namiotów słychać taneczną muzykę. Około 21:00 nastrój robi się nieco bardziej nerwowy. Z kilku powodów. W obozie jest alkohol, co wieczór zdarzają się bójki, zgrupowani w jednym miejscu sfrustrowani mężczyźni stają się niebezpieczni dla kobiet - a tych, z powodu przepełnienia mniejszego, kobiecego obozu, jest tu coraz więcej. Do tego w nocy przed mieszkańcami kolejna próba przedostania się do tunelu.

Szturm

6 sierpnia, Calais. Grupa dwóch tysięcy imigrantów przypuszcza szturm na tunel. Przedzierają się przez płoty i próbują dostać się do pociągów towarowych. Reaguje policja, są ranni, co najmniej jedna osoba ginie podczas próby dostania się do pociągu.

Przez trzy dni kolejne fale imigrantów usiłują dostać się na teren terminalu pociągów jeżdżących przez tunel. Na drogach dojazdowych do tunelu tworzą się olbrzymie kolejki ciężarówek. Francja i Wielka Brytania wzmacniają siły policji chroniące podziemną przeprawę. Ale zdesperowanych ludzi to nie powstrzymuje.

Policja i imigranci, którzy próbowali przedostać się do Eurotunelu Policja i imigranci, którzy próbowali przedostać się do Eurotunelu PASCAL ROSSIGNOL / REUTERS / REUTERS

Szturm

Od stycznia doszło do 37 tysięcy prób przedarcia się na Wyspy - poinformowała spółka Eurotunnel. Z kolei według danych "Telegrapha" w pierwszych pięciu miesiącach 2015 r. do Wielkiej Brytanii próbowało przedostać się 18170 ludzi. Przez pięć tygodni od początku czerwca brytyjska policja znalazła w autach i pociągach 400 pasażerów na gapę, w tym 148 jednego dnia.

Próbują na wszelkie sposoby. Niektórzy to weterani, znają już dobrze system chroniący tunel. Przecinają płoty, przechodzą przez nie, czołgają się wśród torów, a gdy pociąg rusza, wskakują do niego już w biegu. Nowa taktyka to równoczesne przedzieranie się setek ludzi w wielu miejscach - w takiej gromadzie komuś być może się uda.

Szturm

- Ścigamy ich całymi nocami, nawet pomiędzy pociągami - opowiada "Telegraphowi" Bruno Noel, szef policyjnego związku zawodowego funkcjonariuszy z Calais. Raz wyciągnął spod pociągu 10-letniego chłopca. Dziecko sądziło, że chwyciwszy się podwozia pociągu zdoła, tak uwieszone składu, dojechać do Wielkiej Brytanii. Innym razem imigrantom udało się nawet złamać kod szyfrowego zamka w jednym z płotów:

 

Imigranci łamią zabezpieczenie płotufot. Twitter

Własne "dzielnice"

Niepowodzenia sprawiają, że niektórzy powoli godzą się z tym, że drzwi na Wyspy są dla nich zamknięte. Dżungla ma coraz więcej ze stałego osiedla, a mniej z czasowego koczowiska.

Pomocni ludzie z Calais kilka razy dziennie przywożą mieszkańcom obozowiska jedzenie czy materiały budowlane z odzysku. Francuski rząd zapewnił miejsce, gdzie każdy może otrzymać jeden ciepły posiłek dziennie i wykąpać się. W Dżungli pojawiła się woda, toalety i latarnie przy prowizorycznych ulicach.

Co bardziej przedsiębiorczy z mieszkańców obozowiska założyli małe biznesy. Poszczególne nacje stworzyły własne "dzielnice". Jedna trzecia mieszkańców wystąpiła o azyl we Francji.

Policja blokuje imigrantów Policja blokuje imigrantów PASCAL ROSSIGNOL / REUTERS / REUTERS

Mieszkają 35 minut od 'raju'. W smrodzie, biedzie. Ryzykują życiem, by przebyć Kanał. Witajcie w Dżungli, piekle imigrantów

Dzień w dzień masy zdesperowanych ludzi, szukających pracy i lepszego życia, nie ustają w próbach dostania się do europejskiego "raju". A Europa, choć część przybyszów przyjmuje, stara się powstrzymać napływ rzeszy imigrantów - nie jest przecież w stanie przyjąć wszystkich, nie ma na to miejsca i środków.

Najważniejsze fronty w tym starciu to hiszpańska eksklawa Melilla w Maroku, włoska wyspa Lampedusa i południowe wybrzeża Włoch czy Hiszpanii, granica grecko-macedońska, granica węgiersko-serbska - i polska granica wschodnia.

Ale w ostatnich tygodniach to Calais stało się synonimem największego obecnie problemu Starego Kontynentu. Problemu, którego rozwiązaniem nie jest ani całkowite zamknięcie granic, ani wpuszczenie wszystkich, którzy o tym marzą.

Mieszkają 35 minut od 'raju'. W smrodzie, biedzie. Ryzykują życiem, by przebyć Kanał. Witajcie w Dżungli, piekle imigrantów

Imigranci w koczowisku pod Calais

Mieszkają 35 minut od 'raju'. W smrodzie, biedzie. Ryzykują życiem, by przebyć Kanał. Witajcie w Dżungli, piekle imigrantów

Ładowanie telefonów w obozowisku pod Calais

Mieszkają 35 minut od 'raju'. W smrodzie, biedzie. Ryzykują życiem, by przebyć Kanał. Witajcie w Dżungli, piekle imigrantów

Koczowisko pod Calais z lotu ptaka

Mieszkają 35 minut od 'raju'. W smrodzie, biedzie. Ryzykują życiem, by przebyć Kanał. Witajcie w Dżungli, piekle imigrantów

Kościół w koczowisku pod Calais

Lotnicze zdjęcie Lotnicze zdjęcie "Dżungli" PASCAL ROSSIGNOL/REUTERS

Mieszkają 35 minut od 'raju'. W smrodzie, biedzie. Ryzykują życiem, by przebyć Kanał. Witajcie w Dżungli, piekle imigrantów

Lotnicze zdjęcie "Dżungli"