Urzędnik leżał w kałuży krwi, a z mieszkania zniknął tylko jeden przedmiot. Czy umiesz znaleźć mordercę? [ZAGADKA KRYMINALNA]

Mariusz Pajda, 46-letni urzednik z Warszawy został znaleziony martwy w swoim mieszkaniu. Zginął od ciosu nożem, jednak sprawca starannie zatarł wszystkie ślady. Tę sprawę mógł rozwikłać tylko jeden człowiek - detektyw Jerzy Nowak.
Scena zbrodni Scena zbrodni Scena zbrodni

Urzędnik leżał w kałuży krwi, a z mieszkania zniknął tylko jeden przedmiot. Czy umiesz znaleźć mordercę? [ZAGADKA KRYMINALNA]

Mariusz Pajda, 46-letni urzednik z Warszawy został znaleziony martwy w swoim mieszkaniu. Zginął od ciosu nożem, jednak sprawca starannie zatarł wszystkie ślady. Tę sprawę mógł rozwikłać tylko jeden człowiek - detektyw Jerzy Nowak. Gdy tylko Nowak dotarł na miejsce zbrodni, od razu zaczął wypytywać podinspektora Mariusza Wardka o szczegóły sprawy.

Detektyw: Jak i kiedy zginął Pajda?

Podinspektor: Został pchnięty nożem. Zgon nastąpił w niedzielę ok. południa.

Detektyw: Czy z mieszkania coś zginęło?

Podinspektor: Tak, według naszych ustaleń Pajda trzymał w domu bezcenną kolekcję znaczków. Klaser rozpłynął się w powietrzu, przypuszczamy, że ukradł go morderca.

Detektyw: Czyli mamy już motyw. A co z podejrzanymi?

Podinspektor: O znaczkach Pajdy wiedzieli tylko jego najbliżsi. Poza tym na drzwiach nie ma śladów włamania, Pajda prawdopodobnie sam wpuścił mordercę do domu. Dlatego sądzimy, że zabił go ktoś z rodziny lub bliski znajomy. Kasjer nie był szczególnie towarzyski, więc mamy tylko pięciu podejrzanych. Niestety, każdy z nich ma alibi

Detektyw: Hmm, no dobrze. Zaraz sobie z nimi porozmawiam...

Joanna Joanna Joanna

Joanna, siostra

Detektyw: To pani znalazła ciało brata, prawda?

Joanna: Tak, tak. Chryste, wciąż nie mogę się uspokoić. Biedny Mariusz, przecież on nikomu w życiu krzywdy nie zrobił...

Detektyw: Rozumiem, że to dla pani trudne, ale muszę zadać kilka pytań. Przyszła pani do mieszkania brata w poniedziałek rano, prawda?

Joanna: Tak. Całą niedzielę byłam na działce, nazbierałam truskawek, chciałam mu zanieść trochę. Nie mogłam się do niego dodzwonić, więc po prostu przyszłam, miałam zapasowe klucze do mieszkania. Ale gdy tylko włożyłam klucz do zamka, okazało się, że drzwi są otwarte. A potem weszłam i zobaczyłam Mariusza całego we krwi. Boże...

Detektyw: Czy ktoś był z panią na działce?

Joanna: Zwykle jeżdżę z mężem, ale akurat ma rękę w gipsie. Został w domu z synem

Detektyw: Czy może pani opisać, jak wyglądało mieszkanie brata, gdy pani weszła? Zauważyła pani coś charakterystycznego?

Joanna: Cały czas mam to przed oczami... Wszędzie tyle krwi... I porozrzucane książki. Od razu domyśliłam się, że ten drań przyszedł po klaser Mariusza. To jedyna cenna rzecz, jaką miał, zbierał te znaczki od lat. Mówił, że niektóre warte były dziesiątki tysięcy złotych. Ja myślę, że ktoś to planował od dawna - wiedział, gdzie szukać klasera, nie zostawił żadnych śladów. I z zimną krwią zabił mojego brata... Przepraszam, nie mogę już o tym mówić

Detektyw: Dziękuję, bardzo pani nam pomogła

Ryszard, szwagier Ryszard, szwagier Ryszard, szwagier

Ryszard, szwagier

Detektyw: Widzę, że ma pan rękę w gipsie. Od dawna?

Ryszard: Jakoś tydzień temu spadłem z drabiny. No i niestety - złamałem rękę.

Detektyw: Jak spędził pan niedzielę?

Ryszard: W domu, przed telewizorem. W mieszkaniu był też syn, ale poprzedniego dnia miał wieczór kawalerski i odsypiał. Ale tak chrapał, że o 13. już miałem dość i go obudziłem. Odgrzaliśmy obiad, włączyliśmy telewizję, jakieś kabarety leciały. Potem żona wróciła z działki, pokręciła się po kuchni, ja mecz obejrzałem. No i jakoś niedziela zleciała.

Detektyw: Czy znał pan dobrze szwagra?

Ryszard: Ja go spotykałem tylko, jak były jakieś imieniny. Szwagier zupełnie zdziwaczał po rozwodzie, stał się odludkiem. Do mieszkania to chyba tylko Asię wpuszczał.

Michał Michał Michał

Michał, siostrzeniec

Detektyw: Nie najlepiej pan wygląda...

Michał: Człowieku, drugi dzień kaca leczę. Tak popiliśmy w sobotę z chłopakami, że do teraz nieprzytomny chodzę. Mógłbym się napić wody?

Detektyw: Bardzo proszę. Nie wydaje się pan zmartwiony śmiercią wujka...

Michał: Nie no, smutna sprawa, wiadomo. Mama cały czas zapłakana, już nie wiem, jak z nią rozmawiać. Ale ja z wujkiem raz na ruski rok się widywałem. Jeszcze jak byli z ciocią Anią małżeństwem, to czasem wpadali. Ale potem całkiem zaszył się w domu

Detektyw: Co robił pan w niedzielę?

Michał: Większość dnia przespałem. Potem ledwo wmusiłem obiad, pogapiłem się w telewizor, ale tak mnie łeb bolał, że nawet nie wiem, co leciało. Cały dzień pamiętam jak przez mgłę. Nic panu nie pomogę, przepraszam

Anna, była żona Anna, była żona Anna, była żona

Anna, była żona

Detektyw: Kiedy rozstała się pani z panem Pajdą?

Anna: 5 lat temu. Był ode mnie 10 lat starszy, wydawał mi się dojrzały i rozsądny. Ale życie z nim było nie do zniesienia. Wszystko kręciło się wokół tych głupich znaczków. Nie mieliśmy prawie żadnych znajomych, Mariusz przyjaźnił się tylko z tym Zdziśkiem z klubu filatelistów. A potem ja poznałam kogoś... no i sam pan wie, jak to jest. Nie mamy dzieci, więc rozwód dostaliśmy bez problemu.

Detektyw: Czy po rozwodzie widywała się pani z mężem?

Anna: A po co? Ja już mam swoje życie, dziecko, rodzinę. Choć przyznaję, że śmierć Mariusza mnie zszokowała.

Detektyw: Co robiła pani w niedzielę?

Anna: Około 10. zostawiłam córkę u dziadków i pojechaliśmy z mężem na zakupy. Musieliśmy kupić szafkę w IKEI. A jak już byliśmy na miejscu, to przy okazji wzięliśmy nową pościel, jakieś doniczki, obejrzeliśmy materiały na zasłony. Zupełnie straciłam poczucie czasu. Koło 14. zadzwoniła wściekła teściowa z awanturą, że mieliśmy być o 13. na obiedzie. Pojechaliśmy więc do nich, zjedliśmy, odebraliśmy dziecko. Teściowa cały czas narzekała, cały dzień mi zepsuła. W domu byliśmy jakoś przed 17. Rozpakowaliśmy zakupy, mąż zabrał się za skręcanie szafki, a ja pobawiłam się z Marzenką i położyłam ją do łóżka. Wieczorem obejrzeliśmy mecz i wcześnie poszliśmy spać, tak byliśmy zmęczeni.

Zdzisław Zdzisław Zdzisław

Zdzisław, przyjaciel z kluby filatelistów

Detektyw: Co pan robił  w niedzielę około południa?

Zdzisław: Cały dzień spędziłem wędkując na Zalewie Zegrzyńskim. To moje hobby, jeszcze ojciec i dziadek mnie tego uczyli.

Detektyw: Był pan sam?

Zdzisław: Oczywiście, że nie, na rybki jeżdżę ze szwagrem. Dam panu jego numer.

Detektyw: Dziękuję, na pewno się z nim skontaktujemy. Może mi pan opisać dokładniej ten poranek?

Zdzisław: No to tak, wstałem koło 3 w nocy i jadę po szwagra. On już czekał ze sprzętem. Na miejscu byliśmy przed 6. Wynajęliśmy łódź, no i ruszyliśmy łowić.

Detektyw: I co, ryby brały?

Zdzisław: Tak sobie. Do szesnastej złowiliśmy trzy dorsze. Stwierdziliśmy, że wracamy do mnie. Trzeba było oblać połów, prawda?

Detektyw: Długo to oblewanie trwało?

Zdzisław: Niee, wypiliśmy po dwa piwka, obejrzeliśmy mecz i szwagier wrócił do domu. W końcu trzeba było wstać w poniedziałek do pracy.

Detektyw Detektyw Detektyw

Kto kłamał?

Podinspektor Wardek zastał Nowaka przed komendą. Detektyw w zamyśleniu palił papierosa.

Podinspektor: Tak szybko przesłuchałeś wszystkich? I co, wiesz już, kto zabił?

Detektyw: Wiem na pewno, że ktoś tu kłamie. Jedna z historii, które dziś usłyszałem, nie trzyma się kupy.

A czy Ty wiesz, czyje alibi wydaje się detektywowi niewiarygodne? Jeśli masz wątpliwości, przeczytaj jeszcze raz uważnie wszystkie zeznania. Prawidłową odpowiedź znajdziesz pod tym linkiem