Wybory szefa Platformy to de facto (nowe) starcie pomiędzy Tuskiem i Schetyną

Sześcioro kandydatów, ale tylko dwa obozy. Zmiana albo status quo, Donald Tusk albo Grzegorz Schetyna. Wybory przewodniczącego Platformy Obywatelskiej to tak naprawdę powrót do rywalizacji, którą ta partia zna od kilkunastu lat.
Spotkanie Grzegorza Schetyny i Donalda Tuska w Brukseli Spotkanie Grzegorza Schetyny i Donalda Tuska w Brukseli Twitter Grzegorza Schetyny

Nowa stara walka

Lubimy piosenki, które znamy. Wybory nowego szefa Platformy są właśnie taką dobrze znaną piosenką polskiej polityki. Chociaż startuje w nich aż sześcioro kandydatów, to tak naprawdę można zamknąć je w stwierdzeniu: Tusk kontra Schetyna. Nie chodzi, rzecz jasna, o faktyczne przejęcie władzy w Platformie przez jednego z tej dwójki, ale o rząd dusz i inspirowanie działań największej partii opozycyjnej.

W połowie grudnia pisaliśmy na Gazeta.pl, że Tusk nie zamierza odpuszczać Platformy i wraca do Polski po to, żeby odzyskać dawne wpływy. Z kolei Schetyna robi, co w jego mocy, żeby dopełniającą się zmianę warty w partii przetrwać z twarzą i jak największymi wpływami. Tak, żeby nadal być gotowym do odzyskania partii w dalszej przyszłości.

Każdy z sześciorga kandydatów, chociaż bliżej im do Tuska albo do Schetyny, ma jednak swoje atuty i wady, pomysły i doświadczenia. Jak będzie wyglądać Platforma z nowym przewodniczącym albo przewodniczącą? Na to pytanie staramy się odpowiedzieć poniżej.

5Desygnacja premiera Mateusz Morawieckiego w Warszawie 5Desygnacja premiera Mateusz Morawieckiego w Warszawie Fot. Adam Stępień / Agencja Gazeta

Borys Budka (rocznik 1978), szef klubu parlamentarnego Koalicji Obywatelskiej i wiceprzewodniczący Platformy Obywatelskiej

W zgodnej ocenie zarówno polityków i działaczy Platformy, jak również dziennikarzy i komentatorów politycznych - faworyt wyścigu do fotela przewodniczącego PO. Kandydat tzw. frakcji młodych, w skład której wchodzą m.in. Rafał Trzaskowski, Sławomir Nitras, Marcin Kierwiński, Cezary Tomczyk czy Agnieszka Pomaska. 

Niemal od razu po wyborach parlamentarnych zaczął być wymieniany jako potencjalny następca Schetyny na stanowisku szefa partii. Sam bardzo długo unikał tematu startu w wewnątrzpartyjnych wyborach. Po drodze objął funkcję przewodniczącego klubu parlamentarnego Koalicji Obywatelskiej. Później zdecydował się również zawalczyć o przywództwo w partii. 

To w wywiadzie dla Gazeta.pl po raz pierwszy publicznie zapowiedział, że chce ubiegać się o stanowisko piastowane przez Schetynę. - Platforma potrzebuje dobrego zespołu. Ekipy, która potrafi wykorzystać potencjał wielu osób. Chcę być kapitanem właśnie takiej drużyny - mówił pod koniec listopada ubiegłego roku.

Budka w Platformie jest uważany za "tuskowca", a jego dobre relacje z byłym premierem nie stanowią tajemnicy. Pod koniec ubiegłego roku Tusk spotkał się zresztą z Budką. Jak przekonywali wówczas informatorzy Gazeta.pl, nie było to spotkanie czysto kurtuazyjne. Szef klubu parlamentarnego Koalicji Obywatelskiej deklaruje się jako centrysta. W jego wizji Platforma jest partią chadecką, chociaż posiadającą zarówno skrzydło socjaldemokratyczne, jak i konserwatywne. Budka chce też, żeby większą rolę w PO odgrywali eksperci, zwłaszcza, jeśli chodzi o przygotowywanie kampanii. - Powierzajmy zadania ekspertom. Politycy są od polityki i wyznaczenia pewnych kierunków, natomiast eksperci, fachowcy są od prowadzenia kampanii - przekonywał na antenie TOK FM.

W szeregach partii Budka jest uważany za polityka, który daje największe szanse na nowe otwarcie i uratowanie projektu "Platforma Obywatelska". Jest wygadany, popularny i dobrze wypada w mediach. Jednak nawet koledzy i koleżanki z PO zadają sobie pytanie, czy były minister sprawiedliwości ma wystarczające zdolności organizacyjne i umiejętność prowadzenia polityki kuluarowej, żeby utrzymać partię w ryzach. Nasi rozmówcy z PO przyznają, że nie można odmówić mu ambicji, ale zastanawiają się, czy znajdzie też w sobie wolę walki i odwagę w realizacji wyznaczonych celów, bo to na stanowisku szefa partii jest absolutnie konieczne.

Tomasz Siemoniak Tomasz Siemoniak Fot. Patryk Ogorzałek / Agencja Gazeta

Tomasz Siemoniak (1967), wiceprzewodniczący Platformy Obywatelskiej

Niegdyś bliski współpracownik Tuska, który obsadził go na stanowisku szefa MON, a później także Ewy Kopacz, w której rządzie został wicepremierem. Gdy władzę w Platformie przejął Schetyna, Siemoniak otrzymał stanowisko wiceprzewodniczącego PO. W partii ma opinię polityka koncyliacyjnego i wyważonego, nie zbudował wokół siebie żadnej frakcji ani politycznego środowiska.

Jednak w ostatnich dniach przylgnęła do niego łatka "schetynowca", bo to właśnie ustępujący przewodniczący przedstawił kandydaturę Siemoniaka podczas konferencji prasowej, na której ogłosił, że nie zamierza ubiegać się o reelekcję. - Najlepszym kandydatem, który będzie liderem wielkiego projektu, Platformy Obywatelskiej, w tej następnej kadencji 2020-2024 będzie Tomasz Siemoniak - stwierdził Schetyna. Po czym dodał: - Tomasz Siemoniak to mój przyjaciel, z którym robiliśmy i robimy politykę od wielu lat.

Wspomniana przez Schetynę przyjaźń musi być dość świeża, bowiem jeszcze jesienią 2015 roku, gdy obaj panowie rywalizowali o przywództwo w Platformie, Schetyna nie oszczędzał Siemoniaka. - Zawsze był w drugim szeregu, nie miał i nie ma samodzielnej pozycji w polityce - dworował sobie na antenie TVN24. - Ja się zajmowałem budową struktur, a Tomasz Siemoniak odpowiadał na maile - przekonywał wówczas Schetyna.

Jako jeden z głównych celów dla partii Siemoniak wskazał odbudowę jej siły w tzw. terenie. - Chciałbym, aby Platforma zeszła na poziom powiatowy, poziom regionalny - tłumaczył dziennikarzom. Szefem swojego sztabu wyborczego uczynił posła drugiej kadencji Arkadiusza Myrchę. Politycznie Siemoniak ma opinię umiarkowanego, centrysty, stroniącego od konfliktów. Platforma pod jego wodzą dalej starałaby się być partią centrum z lewicowym i prawicowym skrzydłem.

Nasi rozmówcy z Platformy nie mają jednak złudzeń, że w obecnej sytuacji poparcie czy wręcz wskazanie przez Schetynę "spala" kandydaturę Siemoniaka już na starcie. Wiceszef Platformy będzie przez to postrzegany jako strażnik status quo, człowiek Schetyny i gwarant utrzymania przez tego ostatniego rozległych wpływów w partii po zakończeniu kadencji przewodniczącego.

Poseł Bogdan Zdrojewski. Warszawa, 13 listopada 2019 Poseł Bogdan Zdrojewski. Warszawa, 13 listopada 2019 Fot. Adam Stępień / Agencja Gazeta

Bogdan Zdrojewski (1957), senator Koalicji Obywatelskiej

Najzagorzalszy krytyk obecnego przewodniczącego Platformy i pierwszy, który rzucił mu wyzwanie w nadchodzących wyborach. Obaj politycy wywodzą się z Wrocławia i to tam rozpoczęła się ich rywalizacja. Zdrojewski zawsze był blisko związany z Tuskiem, a "szorstka przyjaźń" Tuska i Schetyny obrosła już legendą porównywalną do historii relacji Aleksandra Kwaśniewskiego i Leszka Millera. 

- Przekazy PO muszą posiadać siłę wiarygodności, rzetelności, adekwatności i wreszcie uciec od zwykłej doraźności, a nawet reaktywności - już w maju zeszłego roku, w wywiadzie dla Gazeta.pl, Zdrojewski diagnozował bolączki Platformy. W rozmowie, którą przeprowadziliśmy z nim w grudniu, sytuację w partii oceniał jeszcze ostrzej: - Jeśli wszystko zostanie po staremu, przegramy z kretesem najpierw wybory prezydenckie, a potem przyszłość Platformy.

Konflikt Zdrojewskiego i Schetyny ma też podłoże osobowościowe. To dwaj zupełnie różni ludzie. Pierwszy ma opinię intelektualisty, myśliciela, arystokraty. Drugi - twardziela, który nikomu nie odpuszcza, pragmatyka i starego politycznego wyjadacza.

Problem Zdrojewskiego polega na tym, że nie ma w partii zbyt wielu szabel. Także mimo że wielu kolegów i koleżanek zgadza się z jego diagnozą, to poparcia udzielą innym kandydatom. Również dlatego, że Zdrojewski jako najstarszy w stawce pretendentów nie stanowiłby nowego otwarcia dla partii. Przez siedem lat był ministrem kultury i dziedzictwa narodowego w rządach Tuska, jest jedną z twarzy ośmiu lat rządów koalicji PO-PSL. A więc tego etapu, który Platforma chce dziś raz na zawsze zamknąć i pójść dalej. 

Sam Zdrojewski przyznaje jednak, że najważniejsza dla niego jest zmiana jakościowa w Platformie i nie wyklucza, że poprze kogoś, kto taką zmianę obieca i będzie mieć większe od niego szanse na zwycięstwo w wyścigu po fotel przewodniczącego.

Bartosz Arłukowicz Bartosz Arłukowicz Fot. Adam Stępień / Agencja Gazeta

Bartosz Arłukowicz (1971), europoseł Koalicji Obywatelskiej

Jeden z największych wygranych 2019 roku w szeregach Platformy Obywatelskiej. W maju zdobył mandat europosła, zgarniając niemal 240 tys. głosów, co było ósmym wynikiem w skali kraju (przypomnijmy: Arłukowicz w swoim okręgu startował z "dwójki"). Jego kampania bezpośrednia została okrzyknięta wzorcową, a determinacja i trud, które Arłukowicz włożył w walkę o każdy głos miały być wyznacznikiem tego, jak Platforma zamierza teraz walczyć o poparcie Polaków.

Sukces w eurowyborach szybko wywindował Arłukowicza w partyjnej hierarchii. Zaczął być wymieniany jako potencjalny szef kampanii parlamentarnej, a nawet kandydat Platformy na prezydenta. Pierwszej funkcji nie otrzymał, bo Schetyna nie chciał wzmacniać potencjalnego rywala, a z drugiej sam zrezygnował. Chociaż był w sztabie wyborczym Koalicji Obywatelskiej przed wyborami parlamentarnymi, to kiedy kampania zaczęła być centralnie sterowana przez Schetynę i jego ludzi, Arłukowicz ograniczył swoją aktywność. Po wyborach zrobiło się o nim ciszej, aż w samym końcu roku zaskoczył wiele osób decyzją o starcie w wyborach na szefa partii.

Prawdopodobnie, gdyby swoją decyzję ogłosił wcześniej i spróbował pozyskać silnych sojuszników w partii, miałby bardzo duże szanse na wygraną. Ponieważ z decyzją o starcie zwlekał do ostatniej chwili, zwolennicy zmian w Platformie postawili na Budkę i dzisiaj trudno wyobrazić sobie, żeby nagle mieli dokonać zwrotu o 180 stopni. Nawet pomimo tego, że kandydatura Arłukowicza również byłaby gwarantem prawdziwej zmiany. Dzisiejszy Arłukowicz w niczym nie przypomina przecież Arłukowicza, który w pierwszym rządzie Tuska był ministrem zdrowia. Jest zdeterminowany, przebojowy, kreatywny, bezpośredni i aktywny. Problem polega na tym, że nie zbudował w Platformie swojej frakcji, a bez tego trudno wygrać wewnątrzpartyjne wybory.

Poza tym, w PO wciąż uważany jest za człowieka z zewnątrz, człowieka lewicy. Zresztą on sam wcale nie kryje swoich lewicowych poglądów. - W Platformie zawsze były różne skrzydła. Zawsze byłem i będę człowiekiem o wrażliwości lewicowej - przyznał pod koniec lipca zeszłego roku w rozmowie z Gazeta.pl. Dzisiaj, gdy politycy Platformy zgodnie mówią o konieczności odzyskania centrum i budowaniu nowoczesnej, europejskiej chadecji, perspektywa tak oczywistego skrętu w lewo jest oceniana krytycznie. Zwłaszcza po tym, jak w eurokampanii Koalicja Europejska zapłaciła wysoką cenę za licytację z Wiosną na lewicowe postulaty.

Bartłomiej Sienkiewicz, poseł KO, były minister spraw wewnętrznych Bartłomiej Sienkiewicz, poseł KO, były minister spraw wewnętrznych PAWEŁ MAŁECKI

Bartłomiej Sienkiewicz (1961), poseł Koalicji Obywatelskiej

Chyba najbardziej zaskakująca kandydatura z tego grona. Chociaż Sienkiewicz pozostaje w bardzo bliskich relacjach z Tuskiem - były premier w niedawno wydanej książce "Szczerze" wymienia byłego szefa MSW w gronie najbliższych kolegów, którzy odwiedzali go w Brukseli - nigdy nie był zagorzałym krytykiem Schetyny. Nawet będąc na politycznym marginesie, zawsze był lojalny wobec Platformy i bardzo oszczędnie gospodarował słowami krytyki pod jej adresem. 

Powściągliwość została doceniona. W wyborach parlamentarnych Sienkiewicz otwierał listę Koalicji Obywatelskiej w Kielcach i bez problemów zdobył mandat poselski. Sienkiewicz ma w Platformie - nie tylko zresztą w samej partii - opinię wytrawnego analityka i stratega. Ma dobre pióro i sprawnie posługuje się słowem. W 2012 roku był nawet nominowany do prestiżowej dziennikarskiej nagrody Grand Press w kategorii "Publicystyka" za opublikowany na łamach "Tygodnika Powszechnego" tekst "Ambaras z polskością".

Szanse Sienkiewicza na wygranie wewnątrzpartyjnych wyborów są jednak iluzoryczne. Z kilku powodów. Po pierwsze, wciąż jest jedną z twarzy rządu PO-PSL i tzw. afery podsłuchowej (w ramach której niczego mu jednak nie udowodniono), a więc etapów, które partia chce wreszcie zostawić za sobą. Po drugie, nie ma własnego zaplecza w partii. Wreszcie po trzecie, jest politykiem starszego pokolenia, a Platforma chce dokonać generacyjnej zmiany, dzięki której byłaby w stanie odwołać się do młodszego elektoratu i przeprowadzić zręczny rebranding.

Joanna Mucha (1976), posłanka Koalicji Obywatelskiej

Przedstawicielka liberalnego, czy też liberalno-lewicowego, skrzydła Platformy. Zaliczana do obozu "tuskowców", była minister sportu i turystyki w drugim rządzie Tuska. Obok Zdrojewskiego jedna z największych krytyczek Schetyny, jego stylu kierowania partią i obecnej sytuacji Platformy. Jako pierwsza spośród czołowych polityków partii po wyborach parlamentarnych oceniła je jako przegrane. Zrobiła to już w powyborczy poniedziałek na antenie TVN24. - Moim zdaniem, te wybory były do wygrania dla nas jako strony opozycyjnej. My mogliśmy to wygrać. I tylko to, że ta kampania została przeprowadzona w taki, a nie inny sposób sprawiło, że niestety nie zostały wygrane - analizowała. Pytana o rozliczenia w partii, dodała: - Myślę, że każde środowisko i każda partia będzie prowadziła wewnętrzne rozmowy dotyczące tego, w jaki sposób oceniamy tę sytuację.

To po jej słowach ruszyła lawina krytyki pod adresem Schetyny i jego stronników, która szybko przyjęła bardziej zinstytucjonalizowaną formę wewnątrzpartyjnej opozycji dążącej do przejęcia władzy. Mucha jako pierwsza z tzw. frakcji młodych zgłosiła swój akces do walki o przywództwo w Platformie. - Startuję, bo chcę, żeby Platforma znów zaczęła wygrywać - zapewniła niedawno na antenie radia TOK FM. Jak dodała, "musimy powiedzieć Polakom, że nie ma powrotu do czasów transformacji. Ten etap jest zamknięty. Dzisiaj naszą odpowiedzialnością jest to, żeby zbudować społeczeństwo".

Partyjny aktyw do kandydatury Muchy podchodzi z dużą rezerwą, żeby nie powiedzieć sceptycyzmem. Co prawda podzielają jej diagnozę sytuacji, ale nie widzą jej w roli polityka stojącego na czele Platformy i prowadzącego ją do wyborczych zwycięstw. Nasi rozmówcy wskazują przede wszystkim brak zdolności organizacyjnych i brak własnego zaplecza politycznego.

- Nasz dramat polega na tym, że wszyscy w partii psioczą dziś na Grzegorza, ale z drugiej strony kompletnie brak pomysłu na to, co dalej. Gdy Asia Mucha mówi, że chce powalczyć o przywództwo w Platformie, to ludzie tarzają się ze śmiechu. Mimo, że Grzegorza mają po kokardę, to już woleliby jego, bo przynajmniej ma jakiekolwiek pojęcie o polityce - tłumaczył w rozmowie z Gazeta.pl tuż po wyborach parlamentarnych wieloletni polityk PO. Sama Mucha się tym nie zraża. W "Porannej Rozmowie Gazeta.pl" dopiero co przyznała, że znajduje się w gronie tych kandydatów, którzy "mają raczej większe niż mniejsze szanse" na wygraną.

Więcej o:
Komentarze (196)
Wybory przewodniczącego Platformy to starcie Tuska ze Schetyną
Zaloguj się
  • nowyemeryt

    Oceniono 58 razy 36

    Szkoda ,że nie ma demokratycznych wyborów w partii PIS,
    ale tej grupie ludzi bliżej mentalnie do byłej przewodniej partii
    PZPR.

  • yenk

    Oceniono 37 razy 25

    Arlukowicz. Ma charyzme, podwinie rekawy i pogada z czlowiekiem bezposrednio, a nie bedzie seplenil i mlaskal ze stolka na wiecach swoich zwolennikow, a przed ludzmi z ulicy kryl za plecami 2 metrowych ochroniarzy.

  • lukasz_patrykus

    Oceniono 26 razy 18

    Myślę że wygra Budka choć osobiście najbliżej mi do Arlukowicza...
    Tak tylko się zastanawiam czy w Polsce potrzebna jest jeszcze komuś chadecka partia liberalna?

  • lekkopoirytowana

    Oceniono 19 razy 13

    Trzymajcie się dalej Schetyny a nigdy żadnych wyborów nie wygracie. Wpadka goni wpadkę, mam wrażenie, że ta cała "opozycja" to stado baranów opłaconych przez PIS, żeby kompromitując się umacniali pozycję przeciwnika

  • jupcio

    Oceniono 12 razy 8

    Najwięcej "ikry" politycznej wydaje się mieć Arłukowicz, zwłaszcza,że jest autentycznie wrażliwości lewicowej a ta w jego przypadku nie ma proweniencji " słusznie minionej".Facet jest konkretny,dynamiczny, i ma to coś aczkolwiek nie jest platformersem od początku.Moim skromnym zdaniem nadałby tej partii nowy sznyt i kierunek.Nie jestem zwolennikiem PO ale pod jego kierownictwem pewnie zmiana tej partii byłaby ciekawa i nie wykluczyłbym swego zainteresowania nią.

  • dyskootantka

    Oceniono 12 razy 8

    Pisiorki się rozklekotały, co oznacza, że Kaczyńskiemu nadal na dźwięk słowa "Tusk" trzęsą się gatki.

  • 23tryt

    Oceniono 15 razy 7

    a gdzie jest pani Kidawa jeżeli chodzi o kampanię prezydencką?
    czy to już koniec aktywności po prawyborach?

  • dave1919

    Oceniono 23 razy 7

    .

    .NAJWIĘKSZA GAZETA OPOZYCYJNA BEZ DNIA PRZERWY ATAKUJE NAJWIĘKSZĄ PARTIE OPOZYCYJNĄ
    .
    POWODZENIA POLSKO !
    :(

    .żenujące. - 4 lata temu wynieśliście tymi atakami PIS do władzy , to samo zrobiliscie w ostatnich wyborach
    - nie odpuścicie dopóki na dziesieciolecia nie wepchniecie Polski w ręce narodowo-socjalistyczne.
    - i to tylko dlatego że Tusk nigdy nie poddał sie dyktatowi elit warszawki.
    .
    macie gdzieś interes Polski - liczy się sierakowska banda i warszawskie interesiki

    .

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX