Kopał Brytyjczykom ogródki, żeby zarobić na latanie. Teraz będzie reprezentował Polskę

Marzył o byciu pilotem myśliwca, ale nie wyszło. Chciał zostać pilotem cywilnym, ale brakowało pieniędzy. Pojechał więc do Wielkiej Brytanii zarabiać na marzenia. I tak, zaczynając od kopania Brytyjczykom ogródków, doszedł do tego, że niedługo będzie reprezentował Polskę na akrobacyjnych Mistrzostwach Świata.
Maciej Kulaszewski w trakcie lotu Maciej Kulaszewski w trakcie lotu Fot. Filip Modrzejewski Foto Poork

Na starcie zdruzgotane marzenia

- Moim marzeniem było zostać pilotem wojskowym. Zasiąść za sterami myśliwca. Mieć kompletną wolność w trójwymiarze - mówi w rozmowie z Gazeta.pl Maciej Kulaszewski. Dla Polaka jedyną drogą do kokpitu myśliwca jest Szkoła Orląt w Dęblinie (formalnie Lotnicza Akademia Wojskowa). Dostać się tam na studia wojskowe to spore wyzwanie, bo wielu młodych chłopaków ma takie same marzenia jak Maciej. Chodzi przy tym nie tylko o świetne wyniki w nauce, ale też idealne zdrowie. - Nie chce wchodzić w szczegóły i tego rozdrapywać, ale dość powiedzieć, że mi nie udało się dostać - stwierdza Kulaszewski.

Przygotowania do lotu Przygotowania do lotu Fot. Filip Modrzejewski/Foto Poork

Problem finansowy

Nie chcąc rezygnować z marzeń o lataniu, zaczął studiować na dęblińskiej Akademii, ale na kierunku cywilnym - pilotaż. - Wtedy nie miałem jakiegoś konkretnego planu na życie, wiedziałem tylko, że chcę latać. Uznałem, że w takiej sytuacji trzeba chyba dążyć do zostania pilotem cywilnym - mówi. Szybko pojawił się jednak problem pieniędzy. - Na start potrzeba 25-30 tysięcy złotych na zrobienie podstawowej licencji pilota. Ja nie miałem szczęścia do rodziców z odpowiednimi pieniędzmi, nie miałem też możliwości wzięcia kredytu. Dom rodzinny opuściłem w wieku 17 lat - mówi Kulaszewski.

Maciej Kulaszewski w locie Maciej Kulaszewski w locie Fot. Filip Modrzejewski/Foto Poork

Licencja w Polsce a potem trudna decyzja

Zaczął więc jeździć do siostry żyjącej w Wielkiej Brytanii, gdzie zarabiał, pomagając szwagrowi w jego firmie ogrodniczej. - Z tego miałem na czynsz i na loty. Studiowałem przez to trochę z przerwami. Już nie będę mówił, ile było dziekanek po drodze. Wspomnień ze studenckich wakacji nie mam, tylko raczej z pracy. No, ale udało mi się zrobić tą upragnioną licencję pilota, choć ledwo starczało pieniędzy na życie. W końcu stwierdziłem, że tak dalej się nie da i postanowiłem zawiesić studia po zrobieniu inżyniera. Zdałem wszystkie egzaminy i wyjechałem do Wielkiej Brytanii w 2016 roku - mówi.

Maciej Kulaszewski Maciej Kulaszewski Fot. Filip Modrzejewski/Foto Poork

Ogrodnika stać na latanie

Na obczyźnie marzenia o lataniu trzeba było odwiesić na kołek. Maciej na pełen etat zajął się ogrodnictwem, a w końcu założył swoją firmę. - Miałem do tego sporo umiejętności, bo wychowałem się na gospodarstwie rolnym, a potem dużo się nauczyłem od szwagra. Biznes zaczął się fajnie rozwijać i zacząłem nieźle zarabiać - opisuje. Marzenia o lataniu jednak nie dawały spokoju. - W rozmowie ze znajomym przypadkiem dowiedziałem się, że latanie w Wielkiej Brytanii jest znacznie bardziej przystępne. Zwłaszcza latanie akrobacyjne. Za godzinę lotu płaci się 280 funtów. Zarabiałem wówczas naprawdę przyzwoicie, więc postanowiłem zaszaleć i zrobić sobie prezent - wspomina.

Maciej Kulaszewski w powietrzu Maciej Kulaszewski w powietrzu Fot. Filip Modrzejewski/Foto Poork

Wyjątkowa szansa

- Wcześniej myślałem, że to nieosiągalne. W Polsce latanie akrobacyjne jest horrendalnie drogie w relacji do przeciętnych zarobków. Nawet nie mogłem o tym marzyć. Tymczasem okazało się, że w UK to jest do zrobienia. No i latanie akrobacyjne mnie pochłonęło. Szybko i całkowicie. Tak jak marzyłem o lataniu myśliwcem, kręceniu beczek i pętli w chmurach, wolności, tak mogłem teraz mieć namiastkę tego w samolocie akrobacyjnym - mówi Maciej. Szybko dostał kolejną szansę. Jego instruktor, a zarazem właściciel szkoły akrobacji British Aerobatic Academy, zaproponował mu pracę u siebie na cały etat.

Kulaszewski i jego szef, Adrian Willis (drugi z lewej) oraz dwóch innych instruktorów ze szkoły Kulaszewski i jego szef, Adrian Willis (drugi z lewej) oraz dwóch innych instruktorów ze szkoły Fot. Filip Modrzejewski/Foto Poork

Od ucznia do instruktora

- Trochę się zastanawiałem. Moja firma przynosiła mi spore zyski, które mogłem inwestować w latanie. W BAA pensja była gorsza. No, ale zdecydowałem się przyjąć ofertę. Tak mogłem szybciej zdobyć bezcenne doświadczenie. W 2018 roku przeniosłem się z Londynu do Peterborough. Zostałem menadżerem biura, specjalistą od marketingu i mechanikiem w jednym - śmieje się Maciej. W międzyczasie dalej latał, zdobywał doświadczenie i robił kurs na instruktora akrobacji. - W grudniu 2018 roku zdobyłem formalne uprawienia i zacząłem też prowadzić zajęcia w powietrzu. Teraz zajmuje się już głównie tym ostatnim. Latanie akrobacyjne pochłonęło mnie całkowicie. Wszystko inne zeszło na margines - mówi.

Maciej Kulaszewski w powietrzu Maciej Kulaszewski w powietrzu Fot. Filip Modrzejewski Foto Poork

Pierwsze zawody i pierwsze sukcesy

- Już wcześniej w 2017 roku razem z innymi uczniami zacząłem startować w zawodach akrobacyjnych. Trochę ku mojemu zdziwieniu okazało się, że jestem w tym dobry i zacząłem zgarniać nagrody. Już prawie na starcie w 2017 roku zdobyłem mistrzostwo Wielkiej Brytanii w kategorii Sportsman. Potem przyszły kolejne sukcesy. One są tym, co mnie jeszcze bardziej napędza. Chciałbym latać i uczyć się jeszcze więcej - stwierdza Maciej. Na razie ukoronowaniem jego pasji jest to, że został zakwalifikowany do polskiej kadry narodowej na Mistrzostwa Świata w klasie Intermidiate. Odbędą się w lipcu w Czechach. - To dla mnie zupełnie nowe doznanie. Lecę ja i dwóch starszych kolegów z Polski. Będziemy latać na nowym samolocie z mojej szkoły - mówi.

Samolot akrobacyjny ze szkoły BAA Samolot akrobacyjny ze szkoły BAA Fot. Filip Modrzejewski/Foto Poork

Duże ambicje i duże koszty

- Dostanie się do kadry to wielka nobilitacja i wielka duma. Niestety dołączyłem do niej dość późno, więc nie załapałem się na środki z tegorocznego budżetu, które rozdysponowano wcześniej. Naprawdę chcę lecieć, więc nie mam wyboru i muszę samy pokryć 1,9 tysiąca euro wpisowego, koszty pobytu no i przede wszystkim treningi. 280 funtów za godzinę plus koszty paliwa. Fajnie byłoby wylatać tak z 20-30 godzin przed zawodami. Jak widzisz, koszty szybko robią się spore. Powiem szczerze, że znów jestem na granicy wydolności finansowej. Super byłoby zdobyć jakiegoś sponsora, bo inaczej będzie ciężko - mówi Maciej.

Maciej Kulaszewski w powietrzu Maciej Kulaszewski w powietrzu Fot. Filip Modrzejewski/Foto Poork

Plany na powrót do kraju

- Mam nadzieję, że to wszystko jest taką długoterminową inwestycją, bo moim nadrzędnym celem jest wrócić w końcu do Polski. Udział w takich zawodach to dobre doświadczenie, żeby móc potem uczyć akrobacji w kraju. Teraz mam takie marzenie, żeby założyć swoją szkołę w Polsce, albo zostać pilotem rejsowym i mieć z tego pieniądze na latanie akrobacyjne. Zobaczymy, konkretnego planu nie mam. Wszystko zależy od tego, czy uda mi się jakoś opanować moje finanse i móc wrócić do kraju bez zmartwień o to za co mam żyć i czy wystarczy mi na latanie. Na razie sukcesy w zawodach dają mi dużo energii i przekonanie, że jestem na właściwym miejscu - stwierdza.

Więcej o:
Komentarze (26)
Maciej Kulesza będąc ogrodnikiem w Londynie, zarobił na marzenia. Lata akrobacyjnie
Zaloguj się
  • pszczolkaprezesa

    Oceniono 49 razy 35

    U nas też można zrobić taką karierę. Znam gościa, który też wyszedł ze ściany wschodniej, by to czegoś dojść kopał nieprawdziwych Polaków, biegał z zieloną flagą, organizował wiece, odczyty pt. "Śmierć wrogom ojczyzny",fałszował listy wyborcze, piął się coraz wyżej aż został wiceministrem rządu RP ( a przynajmniej tak mówią na mieście).
    Można? Można!

  • true_lysander

    Oceniono 22 razy 22

    Brawo za upór i marzenia!

  • mcguirre

    Oceniono 18 razy 16

    Właśnie w taki sposób tracimy talenty a promujemy miernoty. Tak we wszystkim.

  • ochujek

    Oceniono 18 razy 16

    W Polsce gdyby kradł buty to by się obuł. Precedens jest.

  • 123_moda

    Oceniono 11 razy 11

    Może nasi panowie milionerzy ochoczo wspomagający budowę świątyń wzięliby przykład z "instytucji patronactwa" i zechcieli finansować (stypendia, staże itp.) zdolnych, z perspektywami, ale biednych, z niewydolnych rodzin i zapuszczonych intelektualnie regionów?

  • veni.vici

    Oceniono 17 razy 9

    Może szybciej by zarobił czyszcząc toalety... na czym polega ten fenomen, że tam można zarobić na byle czym a w Polsce nawet na wykwalifikowanej pracy nie można? O ile oczywiście nie ma się zbyt rozbudowanego poczucia własnej wartości.

  • say69mat

    Oceniono 9 razy 5

    No cóż, artykuł jest doskonałą puentą do rozważań w temacie różnica pomiędzy 'polskością a 'polish joke'. Niestety okres pomiędzy 1944 a 1989 jeszcze długo będze się nam objawiał niczym nieznośna lekkość słomy'. Wyłażącej z rozdeptanych czasami peerelu wyrobów butopodobnych.

  • niemaszjeszczekonta

    Oceniono 6 razy 4

    Wytłumaczcie mi jedną rzecz, bo tylko tego z całego artykułu nie rozumiem. Chłopak studiuje PILOTAŻ na cywilnym kierunku uczelni lotniczej, ale nie stać go na zrobienie licencji pilota, bo ta kosztuje chore pieniądze!? To co się robi na takich studiach? Uczy pilotażu na sucho, z książek? Logicznym wydawałoby się że na tych studiach uczą się latać a zdobycie licencji jest częścią planu dydaktycznego. Czy ja źle myślę?

  • mark6

    Oceniono 8 razy 0

    Chłopie daj sobie spoko z tą Polską.
    W tym katonarodowym burdelu nigdy nie będzie lepiej.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX