"D**y dali po całości". Antyterroryści ostro komentują kulisy akcji w Wiszni Małej i Inowrocławiu

Dziennikarze TVN24 przeprowadzili śledztwo ws. dwóch policyjnych strzelanin, które miały miejsce we wrześniu w Inowrocławiu i w grudniu w Wiszni Małej pod Wrocławiem. W pierwszej policjant został postrzelony w głowę, w wyniku drugiej jeden funkcjonariusz zmarł. W materiale "Czarno na białym" policjanci twierdzą, że w obu przypadkach popełniono błędy.
Komendant Główny Policji, nadinsp. Jarosław Szymczyk Komendant Główny Policji, nadinsp. Jarosław Szymczyk Fot. Lukasz Krajewski / Agencja Wyborcza.pl

"Bzdura totalna"

Dziennikarz programu "Czarno na białym" TVN24 Leszek Dawidowicz policyjne interwencje w Inowrocławiu i Wiszni Małej nazwał "akcjami, które przejdą do historii jako katastrofy". Słowa Głównego Komendanta Policji nadinspektora Jarosława Szymczaka, które wypowiedział podczas konferencji prasowej kilka godzin po śmierci antyterrorysty w Wiszni Małej, zdaniem dziennikarza "zbulwersowały policjantów". - Jeszcze raz powtórzę, nie mieliśmy informacji o tym, jakoby sprawcy mieli być uzbrojeni - powiedział wtedy nadinsp. Szymczak. Policjanci wypowiadający się w programie twierdzą, że było inaczej.

- To był bandzior, desperat taki, że szkoda gadać - powiedział jeden z antyterrorystów. - To świr i psychopata. Znany i bardzo niebezpieczny klient. To, że my nie wiedzieliśmy jako instytucja, że facet może posiadać broń, jest bzdurą totalną - wtórował mu drugi.

"Kapusie nam mówią"

Sprawcą strzelaniny w Wiszni Małej był Łukasz W., inwigilowany od 16 miesięcy. - My wiemy o takich rzeczach, że jak będzie policja, to będzie walił. To się mówi, bo nasze źródła, kapusie, nam przekazują, że jest przygotowany, a więc były wcześniej informacje - stwierdził jeden z rozmówców "Czarno na białym". Dodał, że wystarczy przejrzeć system meldunków informacyjnych, by zobaczyć, jak wiele informacji na temat W. posiadała policja. Funkcjonariusze, którzy rozpracowywali Łukasza W., mówili o nim, że był porywczym desperatem, który nie liczył się z niczym. Łukasz W. był wielokrotnie notowanym złodziejem. Działał od lat 90., początkowo kradł samochody z salonów, później okradał bankomaty.

Bankomat w Wiszni Małej, do którego próbował się włamać przestępca Bankomat w Wiszni Małej, do którego próbował się włamać przestępca Google Maps

Bez planu mimo dwóch lat śledztwa?

W akcji w Wiszni Małej zginął starszy aspirant Mariusz Koziarski. Z ustaleń reportera TVN24 wynika, że "wszystko wskazuje na to, że zginął w akcji, w której nie było planu".

Były oficer CBŚ: - Takie akcje, jak nie ma planu, to jest masakra. Policjanci wiedzieli, o który bankomat chodzi. Po pierwsze to powinno być obłożone techniką tak, że oni widzą co się dzieje. Po drugie, powinny być przygotowane warianty, co się może podczas takiej akcji wydarzyć - powiedział zarzucając policji brak przygotowania.

Strzelanina w Wiszni Małej była elementem śledztwa trwającego dwa lata. W tym czasie zatrzymano trzy inne osoby z tej samej grupy: dwie pod Wrocławiem oraz jedną w Legionowie. Taką akcję powinno zatwierdzić kierownictwo, jednak zdaniem informatorów "Czarno na białym", w tym przypadku było inaczej. W akcji brali udział policjanci z trzech województw, dlatego zdaniem rozmówcy TVN24 plan powinien być zatwierdzony przez Komendanta Głównego Policji lub któregoś z jego zastępców. Komenda Główna nie odpowiedziała na pytanie dziennikarza TVN24 o plan i o to, kto go zatwierdził.

Jeden z informatorów reportera ocenił podejrzewa, jaka mogła być przyczyna tragedii. W miejscu akcji mogła się pojawić niespodziewanie karetka na sygnałach, co spłoszyło siedzącego w bankomacie Łukasza W. i dlatego zaczął strzelać. - Dupy dali po całości ci, którzy ich rozpracowywali i ci, którzy przygotowywali warianty zatrzymania - ostro komentuje rozmówca. 

Ślady policyjnych kul na drzwiach bankomatu Ślady policyjnych kul na drzwiach bankomatu MIECZYSŁAW MICHALAK

Feralna konferencja

- Mnie poraziła informacja, że w nocy taka akcja, a rano mówi, że nic się nie stało - skrytykował słowa nadinsp. Szymczaka jeden z antyterrorsystów wypowiadających się w programie.

Komendant Główny Policji 3 grudnia br. na konferencji powiedział tak: - Nie definiujemy błędów w organizacji tych działań. Oceniamy je zgodnie ze sztuką policyjną i praktyką działań w tego typu sytuacjach - powiedział. W trakcie konferencji Szymczyk powiedział też, że policja nie wiedziała, że sprawcy będą uzbrojeni. Dziennikarz zrobił zbliżenie na twarz siedzącego obok komendanta głównego komendanta wojewódzkiego policji, który w trakcie pytania o broń u sprawców kiwał głową.

- Wiedzieli, że miał broń! Na sto procent! - denerwował się w materiale jeden z antyterrorystów.

W trakcie konferencji nadinsp. Jarosław Szymczyk przekonywał, że akcja policji miała charakter niespodziewany, że policja dopiero około godziny 23 dowiedziała się, że ma miejsce próba włamania do bankomatu. Zdaniem funkcjonariuszy, to kolejna nieprawda. Ich zdaniem policja wiedziała, kto i jaki bankomat chce okraść, dlatego funkcjonariusze "przez dwa dni obstawiali ten sam bankomat". - Wiodącą grupą był Gdańsk. Rozpracowanie było dwa lata. Na sto procent - przekonywał jeden z policjantów.

Pogrzeb policjanta podinspektora Mariusza Koziarskiego, który zginął podczas strzelaniny w Wiszni Małej Pogrzeb policjanta podinspektora Mariusza Koziarskiego, który zginął podczas strzelaniny w Wiszni Małej MIECZYSŁAW MICHALAK

Strzelanina w Wiszni Małej - jak było naprawdę?

Strzelanina w Wiszni Małej

2 grudnia br. wieczorem Łukasz W. razem ze wspólnikiem podjechali pod bankomat. Wspólnik czekał na parkingu w samochodzie z krótkofalówką, W. wszedł do bankomatu. Około 23 na miejscu pojawiły się dwa policyjne samochody. Grupa z Gdańska zatrzymała wspólnika, ta z Wrocławia wzięła na cel W. Policjanci podjechali pod bankomat, jednak zdaniem informatora TVN, sytuacja wymknęła się z pod kontroli. - Najprawdopodobniej dlatego, że przejechała tam karetka albo jakiś uprzywilejowany samochód na kogutach. Ten z bankomatu wyskoczył, bo myślał, że jest atak i dlatego od razu zaczął strzelać - powiedział funkcjonariusz operacyjny.

W wyniku strzelaniny od kul zginął jeden funkcjonariusz, dwóch kolejnych zostało rannych. Zastrzelony został też W.

Zdaniem informatorów "Czarno na białym", zawinili ci, którzy rozpracowywali i przygotowywali warianty zatrzymania. Ich zdaniem dowódca grupy z policyjnego samochodu, który podjechał pod bankomat, nie wiedział, z kim ma do czynienia, dlatego podjechał tak blisko. Twierdzą, że żaden wyszkolony dowódca by tak nie zrobił, gdyby wiedział, że zamiast złodzieja ma zatrzymać "psychola z kałaszem". Zdaniem cytowanych funkcjonariuszy, do zatrzymania powinno było dojść już po dokonaniu napadu, bo wtedy sprawcy są spokojniejsi, cieszą się, że im się udało, odkładają broń, którą ewentualnie przy sobie mają i raczej nie spodziewają się zatrzymania.

Pojawiają się pytania: skoro policjanci podjechali tak blisko, czy zdążyli uformować szyk i wyjąć tarczę? W trakcie konferencji, nadinsp. Szymczyk powiedział, że na czele grupy szedł policjant z tarczą balistyczną, jednak z powodu siły strzałów stracił równowagę i częściowo odsłonił kolegów. Były szef grupy AT, który przyjmował pociski na tarczę w trakcie szkoleń, stwierdził w "Czarno na białym", że pocisk z kałasznikowa jest odczuwalny, jednak w trakcie takich akcji drugi policjant trzyma tarczowego, żeby ten się nie odchylił i trzyma broń tuż za tarczą, więc w takiej sytuacji nic nie powinno się stać.

Oficer operacyjny policji: - Jeżeli oni wysiadali z samochodu i od razu dostali ostrzał, to o czym mówimy? Oni nawet nie mieli kiedy tej tarczy wyjąć - stwierdził. Dodał, że jeśli nawet im się to udało, to nie zdążyli uformować szyku. - Oni dostali postrzał wysiadając z samochodu. Przecież wszyscy nie wyszli nawet. Nie było szyku. To jakaś bzdura - dodał.

Policja Policja Fot. Fot. Renata Dąbrowska / Agencja Wyborcza.pl

Policjant postrzelił drugiego?

Inowrocław. Akcja policji skończyła się tragicznie

Drugą opisywaną w materiale akcją jest ta z końca września pod Inowrocławiem. Wtedy sprawcą był Jakub K. Policja zorganizowała na niego zasadzkę na jednym z osiedli.  W jej wyniku rannych zostało dwóch policjantów, w tym jeden ciężko. Według oficjalnej wersji strzelał bandyta.

Na początku grudnia"Radio Gdańsk" informowało, że rannego w głowę policjanta postrzelił inny funkcjonariusz, a nie Jakub K. Tak samo uważa rozmówa TVN-u. Jego zdaniem K. nie mógł strzelać, bo dopiero biegł po broń do samochodu. Twierdzi, że funkcjonariusz który strzelał, nie miał odpowiednich kwalifikacji. - Pojechała trójka bez przygotowana i było walenie do chłopaka z obserwacji. Taką mamy teraz policję (...) Jeżeli się nie trzyma elementarnych zasad bezpieczeństwa, jest to możliwe - podsumował inny funkcjonariusz zapytany o to, jak mogło do tego dojść.

- Prokuratura, która bada sprawę, nie potwierdziła ani nie zaprzeczyła naszym informacjom - podsumował autor materiału, Leszek Dawidowicz.

Dowiedz się więcej więcej:

Bandyta strzela z kałasznikowa, a funkcjonariusze? Szef policji przyznaje: Paralizator był użyty 

Policjant postrzelił policjanta w głowę? Nowe doniesienia ws. strzelaniny w Inowrocławiu

Więcej o: