Mroczna rodzina. Tajemnice Beksińskich

Wybitny malarz i utalentowany tłumacz. Ojciec i syn, których losy zakończyły się tragicznie. Niektórzy twierdzą, że nad rodziną Beksińskich ciążyło fatum, którego ani Zdzisławowi, ani Tomaszowi, ani poświęcającej się dla syna i męża Zofii, nie udało się pokonać.
Tomasz Beksiński, Zdzisław Beksiński Tomasz Beksiński, Zdzisław Beksiński Wikipedia/Agencja Gazeta

"Zdzisław nigdy nie uderzy syna. I nigdy go nie przytuli". Niektórzy twierdzą, że nad Beksińskimi ciążyło fatum

Wybitny malarz i utalentowany tłumacz. Ojciec i syn, których losy zakończyły się tragicznie. Niektórzy twierdzą, że nad rodziną Beksińskich ciążyło fatum, którego ani Zdzisławowi, ani Tomaszowi, ani poświęcającej się dla syna i męża Zofii, nie udało się pokonać. Film o Bekisińskich "Ostatnia rodzina", który właśnie wchodzi do kin, ma szansę być kasowym hitem: bilety na weekendowe seanse w warszawskich kinach już się rozeszły.

Beksińcy mieszkali w Sanoku. Kiedy w 1977 roku miasto decyduje o rozbiórce ich rodzinnego domu, przenoszą się do Warszawy. Właśnie wtedy zaczyna się opowieść o Zofii, Zdzisławie i Tomaszu Beksińskich w ''Ostatniej Rodzinie''. Film już obsypano nagrodami. I nic dziwnego, bo historia ta rzeczywiście jest poruszająca. Tomek wyprowadza się od rodziców do własnego mieszkania, przeżywa fascynacje muzyczne i miłosne. Po jego pierwszej nieudanej próbie samobójczej rodzice zaczynają dramatyczną walkę o syna.

Fot. Hubert Komerski / mat. prasowe

Zofia martwi się o Tomka, gotuje obiady, poświęca się rodzinie. Zdzisław natomiast w pełni oddaje się sztuce: maluje, fotografuje. Wreszcie podpisuje umowę z mieszkającym we Francji marszandem, a Tomek zaczyna pracę w Polskim Radiu. Prowadzi kultowe audycje muzyczne, tłumaczy filmy. Wydaje się, że Beksińscy będą wieść spokojne życie. Ale wtedy właśnie rusza seria fatalnych wydarzeń. W 1998 roku Zofia umiera na tętniaka aorty.

Rok później w Boże Narodzenie Tomek popełniła samobójstwo. Zdzisław, który był pewien, że zarówno żona jak i syn przeżyją, gnie w nocy z 21 na 22 lutego 2005 roku w swoim mieszkaniu na Służewcu. Zabił go 19-letni syn znajomych. Chłopak wykonywał czasem u Beksińskiego różne prace domowe, a jego mama u niego sprzątała. Czemu niektórzy twierdzą, że nad Beksińskimi ciążyło fatum? Jakie tajemnice skrywała ta rodzina?

12.05.2015 Warszawa , ulica Sonaty 6 . Mural na bloku w ktorym mieszkal Zdzislaw Beksinski i Andrzej Drawicz . Fot. Adam Stepien / Agencja Gazeta SLOWA KLUCZOWE: sluzew spacerownik dolina sluzewiecka sonaty 6 zdzislaw beksinski andrzej drawicz /FR/ADAM STĘPIEŃ

Zdzisław Beksiński w swoim domu na Służewiu, 1996 r. Zdzisław Beksiński w swoim domu na Służewiu, 1996 r. Fot. Wojciech Druszcz

Ojciec ukrył ostatni list syna

Tomasz Beksiński w wigilię Bożego Narodzenia 1999 roku zażył tabletki nasenne. Ojciec znalazł go martwego następnego dnia po południu. W książce Magdaleny Grzebałkowskiej ''Beksińscy. Portret podwójny'' Zdzisław tak relacjonuje tragedię:

Ukryłem dowody rzeczowe przed prokuraturą, bo zostawił kartkę z informacją, że list do mnie jest na komputerze, a nagranie w dyktafonie. Obawiając się, że wszystko zagarnie policja i potem będą to słuchać rozmaici przypadkowi ludzie (...), skopiowałem na dyskietkę i skasowałem z komputera list do mnie oraz schowałem do kieszeni dyktafon i kartkę z informacją, zanim jeszcze przyjechało pogotowie. Myślę, że dobrze zrobiłem, choć zarówno policja, jak i pani prokurator nie mogli zrozumieć, dlaczego nie zostawił listu, i to budziło ich największe podejrzenia.

I dalej opowiadał o synu:

Po raz pierwszy od czasu śmierci Zosi poczułem rodzaj radości, że umarła, nie doczekawszy tego, co byłoby dla niej nie do zniesienia. (...) Ja jeden wiedziałem, jak jemu było ciężko, mimo iż był egoistą i egocentrykiem, tym niemniej charakteru się nie wybiera. Myślę, że chyba dobrze się stało, jak się stało. Ostatnie jego słowa nagrane na taśmie mówiły o tym, jak bardzo rozczarował go świat, w którym przyszło mu żyć. (...) W przybliżeniu kończyło się to tak: ''Wiem, że to świat fikcji, ale może i ja przez te 41 lat byłem fikcją. Odchodzę do świata fikcji, bo tylko tam było mi dobrze. Błagam na wszystko, nie budź mnie".

SLOWA KLUCZOWE: ANDRZEJ SEWERYN DAWID OGRODNIK OSTATNIA RODZINAAndrzej Seweryn jako Zdzisław Beksiński i Dawid Ogrodnik jako Tomasz Beksiński w filmie Ostatnia Rodzina / Fot. Hubert Komerski

Sanok. Mały Tomek bawi się z kolegą Sanok. Mały Tomek bawi się z kolegą Archiwum Muzeum Historycznego w Sanoku

Zdzisław nigdy nie przytulił i nie uderzył syna

Wiesław Banach, dyrektor Muzeum Historycznego w Sanoku, przyjaciel Zdzisława tak opowiada Grzebałkowskiej:

"Na jednej z taśm nagrywanych przez Beksińskiego dorosły już Tomek mówi brutalnie: ''Gdybyś dawał mi w dupę, to ja bym wiedział, na co sobie mogę pozwolić i gdzie jest granica. Inne dzieciaki dostawały''. Na co ojciec się wtedy broni: ''No tak, ja zawsze byłem taki liberalny. W życiu nie podniosłem na nikogo głosu, a co dopiero dać klapsa''.''

Autorka książki podsumowuje to krótko: ''Zdzisław Beksiński nigdy nie uderzy swojego syna. Zdzisław Beksiński nigdy nie przytuli swojego syna.''

Rodzice kupili Tomkowi mieszkanie na tym samym osiedlu. Mama mu sprzątała i gotowała obiady. Gdy miał przyjść, otwierała zamek w drzwiach, bo ''Tomeczek przyjdzie na obiad i on się denerwuje, jak musi kręcić w zamku kluczem''.

Jedną w wizyt Tomka opisuje w książce przyjaciel rodziny:

Nagle (...) wchodzi Tomek. Zjawia się w drzwiach, krzyczy: ''Heil Hitler!'', i wychodzi jeść do kuchni. Milczymy, bo jesteśmy w szoku. Zosia też nic nie mówi. Tomek w audycjach radiowych to był zupełnie inny człowiek. Pięknie mówił, spokojnie, nie obrażał nikogo. To mi się zupełnie nie godziło z jego życiem codziennym. Ojca, a przede wszystkim matkę, maltretował.

Ostatnia Rodzina KINO ŚWIAT

Portret Tomka Beksinskiego z połowy lat osiemdziesiątych Portret Tomka Beksinskiego z połowy lat osiemdziesiątych Wikipedia/Janbar4531

Klepsydra i odleżyna

Tomasz miał kilka prób samobójczych. Po jednej z nich, w 1977 roku wpadł na pomysł, żeby wydrukować i rozwiesić własne klepsydry. ''Dnia 22 września zmarł nagle Tomasz Beksiński przeżywszy lat 18. Wyprowadzenie zwłok z domu żałoby odbędzie się w dniu 25 września 1977 r. o godz. 16.00. Msza święta żałobna za spokój duszy Zmarłego odbędzie się w dniu 25 września 1977 r. o godzinie 11.00 w kościele parafialnym, o czym zawiadamia rodzina''.

Z pomocą kolegów się udało. Do Beksińskich zaczęli przychodzić z kondolencjami znajomi i szkolni koledzy Tomka. Tomasz Beksiński powiedział później: ''Wiem, było to idiotyczne, postąpiłem jak tuman - eraz to widzę i czuję się nadal ohydnie''.

W 1985 roku Tomasz połyka garść środków nasennych i popija alkoholem. Ojciec znajduje go kilka godzin później. Tomek przez parę dni jest w śpiączce, ale lekarzom udaje się go obudzić. Jeden z nich wspomina, że pacjent miał na twarzy ''odleżynę, widocznie leżał na czymś twardym przez wiele godzin''. Znajomej pisze w liście, że pijany wpadł pod samochód. ''Odleżyna na prawej skroni, w kształcie monety, zostanie mu do końca życia'' - pisze Grzebałkowska.

"Ostatnia rodzina", reż. Jan P. Matuszyński Fot. HUBERT KOMERSKI/mat. prasowe

Tomasz przeżył katastrofę samolotu

W listopadzie 1988 roku Tomasz leciał do Rzeszowa. Samolot musiał awaryjnie lądować. Kiedy uderzył o ziemię i się zapalił, pasażerowie zaczęli krzyczeć.

"Przez okienko z prawej strony zobaczyłem płomienie. Jakaś kobieta siedząca przede mną błagała, by ktoś jej odpiął pas. Zrobiłem to. W tym czasie pozostali pasażerowie starali się wydostać z samolotu. W samolocie pojawił się coraz gęściejszy dym koloru czarnego. Usłyszałem wołanie o pomoc kobiety przytłoczonej wyrwanymi fotelami. Próbowałem ją wydostać i usunąć te fotele. Było to jednak niemożliwe, gdyż zaklinowały się tak, że nie mogłem ich odsunąć. Dym był coraz gęściejszy, nie było czym oddychać. Nie mogąc jej pomóc, sam zacząłem szukać wyjścia. Po stercie wyłamanych foteli dobrnąłem do drzwi i wydostałem się z samolotu z prawej strony. Zobaczyłem gromadkę pasażerów znajdujących się kilkadziesiąt metrów od samolotu. Pobiegłem w ich kierunku. Pytali mnie, czy ktoś jeszcze został. Odpowiedziałem im, że na pewno została jedna kobieta" - relacjonował później Tomasz w prokuraturze.

W wypadku zginęła jedna pasażerka, wielu zostało rannych. Tomasz nigdy więcej nie wsiadł do samolotu.

SLOWA KLUCZOWE: OSTATNIA RODZINADawid Ogrodnik jako Tomasz Beksiński w filmie Ostatnia Rodzina / Fot. Hubert Komerski

Zdzisław Beksiński jako dziecko Zdzisław Beksiński jako dziecko Archiwum Muzeum Historycznego w Sanoku

Mały Zdzisław rysuje nagie kobiety

Zdzisław Beksiński świadomie nie poszedł na ASP. Został inżynierem, ale przez większość życia utrzymywał się ze sprzedaży obrazów. Malował od dziecka. W szkole, gdy dzieciaki biegają na przerwach po korytarzach, Zdzisław siedzi sam i rysuje.

Grzebałkowska opisuje to tak:

Najlepsze gołe kobiety w całej szkole rysuje kolega Beksiński. (...) Można się denerwować, że jest odludkiem. Ale trzeba przyznać, że nie ma mistrza nad niego. A Zdzisław prowadzi handel wymienny. Za akt wolno mu bez kolejki zabrać do domu kryminał, który krąży wśród uczniów. Rysunek z gołą kobietą trafia raz w ręce katechety. Ksiądz woła z ambony: ''Jest tu jeden między wami, który robi takie wstrętne rysunki! Ty, synu, umrzesz, a twoje ohydne dzieła gorszyć będą jeszcze pokolenia!''.

Zdzisław Beksiński z rodzicamiArchiwum Muzeum Historycznego w Sanoku

Wszyscy odwracają się i patrzą na Zdzisława Beksińskiego. Przyzna po latach, że czuł się wtedy jak idiota. Ale ksiądz po jakimś czasie zmienia swoje zdanie o Zdzisławie. Mówi komuś: ''Beksiński to dobry chłopak, ale tępy''.

Zdzisław BeksińskiMateriały prasowe

Legitymacja Zdzisława BeksińskiegoArchiwum Muzeum Historycznego w Sanoku

''Ostatnia rodzina'': Dawid Ogrodnik, Aleksandra Konieczna i Andrzej Seweryn ''Ostatnia rodzina'': Dawid Ogrodnik, Aleksandra Konieczna i Andrzej Seweryn Źródło: Kino Świat

Miłość i Nadkobieta

Zdzisław Beksiński poślubił Zofię Stankiewicz w 1951 roku. Byli razem przez 47 lat. Zosia zaspokajała wszystkie jego potrzeby, nie miał kochanek. Gdy zmarła, nie związał się z nikim na stałe.

Mat. prasowe

Za to Tomek był kochliwy. Co rusz zakochiwał się w jakiejś koleżance - większość nie chciała rozmawiać z autorką książki. Gdy był już znanym dziennikarzem radiowym, pisały do niego zakochane fanki. Z jedną z nich, 16-latką ze Szczecina nawet się na jakiś czas związał. Rzuciła go, gdy przyznał się, że będąc z nią, przespał się ze starą znajomą.

Z jedną ze swoich miłości Tomasz chciał się ożenić. Nazywał ją Nadkobietą, by jak żartował, była w stanie z nim wytrzymać. Anja Orhodox, przyjaciółka Tomka, wspomina:

Zrobił się z Tomka taki mędzący stary kawaler, a tu trafił na dziewczynę, która chyba nawet była w nim zakochana. I chciała z nim być. I w łóżku mieli pożycie seksualne. Mówię do niego: ''Słuchaj, to jest inteligentna, fajna kobieta. Ona powinna wyjść za mąż i mieć dzieci.'' ''Jezus Maria, ja się nie nadaję na ojca!'' ''Nie chrzań. Proś o rękę, żeń się''. Pożyczył kasę od ojca, kupił dla niej mieszkanie, ale szło mu jakoś niemrawo.''

Tomasz się oświadczył, ale został odrzucony. H. związała się później z jego przyjacielem. Nie mógł mu tego wybaczyć.