"Armia, język, wiara" nie dały prowadzenia. Wojna zmęczyła Ukraińców

Jeśli kraj toczy wojnę i prawie codziennie giną jego żołnierze, to wydawałoby się, że będzie to najważniejszym tematem w kampanii wyborczej. Na Ukrainie tak jednak nie jest. Ukraińcy są zmęczeni trwającym od pięciu lat konfliktem w Donbasie i bardziej interesuje ich codzienne życie. Widać to po sondażowych wynikach kandydatów.
Ukraińskie wojsko Ukraińskie wojsko Fot. Min. Obrony Ukrainy

Temat nie gwarantujący zwycięstwa

Na temat bezpieczeństwa stawia tylko jeden z trzech głównych kandydatów, obecnie urzędujący prezydent Petro Poroszenko. - To jeden z filarów jego kampanii. Dość powiedzieć, że jej główne hasło to: "Armia, język, wiara". Akcentowane jest często, że trwa wojna i że to urzędujący prezydent jest gwarantem udanego rozwiązania tej trudnej sytuacji - mówi Gazeta.pl Dariusz Materniak, redaktor naczelny portalu polukr.net. - Pozostali kandydaci ten temat omijają, zadowalając się ogólnikami - dodaje.

Jak mówi Materniak, przesłanie Poroszenki ma stosunkowo największy odzew na prawicowym zachodzie Ukrainy. W skali całego kraju nie jest to jednak najwyraźniej wystarczające, bowiem urzędujący prezydent znacznie przegrywa w sondażach z aktorem i komikiem Wołodymyrem Zełenskim, który swój przekaz koncentruje na kwestiach społecznych i walki z korupcją. Wojna nie dostarcza dość głosów. - Wszyscy na Ukrainie są tym trochę zmęczeni. Wiadomo, że widmo wojny gdzieś tam się utrzymuje w tle, ale nie jest to główny codzienny temat - mówi Materniak.

Ukraiński czołg T-64 Ukraiński czołg T-64 Fot. Min. Obrony Ukrainy

Start z bardzo niskiego poziomu

Sytuacja może być frustrująca dla Poroszenki i jego otoczenia, bowiem jest faktem, że w czasie jego prezydentury ukraińskie wojsko przeszło duże przemiany. W porównaniu z momentem wybuchu wojny z Rosją w 2014 roku, sytuacja jest znacznie lepsza. - Wówczas to były dramatyczne braki i niedobory. Pieniędzy starczało właściwie tylko na żołd. Nie był to przypadek, tylko celowa polityka ograniczania armii na rzecz sił bezpieczeństwa wewnętrznego. Chodziło o rozmontowanie armii od środka. Nie przypadkiem ministrami obrony za czasów Wiktora Janukowycza (poprzedni prezydent zmuszony do ucieczki z kraju przez masowe protesty - red.) byli obywatele Rosji - mówi Materniak.

Kiedy trzeba było zareagować na rosyjskie działania na Krymie i w Donbasie, to ukraińskie wojsko okazało się niemal całkowicie niezdolne do sprawnego działania. - Na przykład w 72. Brygadzie Zmechanizowanej na każde dziesięć ciężkich pojazdów tylko jeden w ogóle dał się uruchomić - mówi Materniak.

Ukraińscy żołnierze Ukraińscy żołnierze Fot. Min. Obrony Ukrainy

Szybkie zmiany pod ogniem

Wojna wymusiła jednak szybkie działanie. - W porównaniu z 2013 rokiem postęp jest nieprawdopodobny. W te kilka lat w wielu sferach wykonano skok z realiów schyłku ZSRR do mniej więcej nowoczesności - mówi Materniak. Chodzi zwłaszcza o szkolenie i wyposażenie poszczególnych żołnierzy, wyremontowano dużo ciężkiego sprzętu i poprawiono łączność oraz dowodzenie. Piloci zaczęli normalnie trenować, osiągając uznawany przez NATO za wystarczający średni roczny nalot (czas spędzony w powietrzu) rzędu 100-150 godzin, podczas gdy w 2013 roku było to około 20 godzin, co jest wynikiem tragicznym

- Największy postęp dokonał się jednak w wojskach specjalnych, które są reformowane na wzór amerykański. Utworzono dla nich nowe oddzielne dowództwo, podobnie jak zrobiono w Polsce - zaznacza Materniak. To jeden z podstawowych wniosków z analiz rosyjskiej agresji. Gdyby na początku 2014 roku Ukraina posiadała stosunkowo liczne i zdolne do szybkiego reagowania oddziały specjalne, to losy wojny mogły się potoczyć zupełnie inaczej.

Ukraińskie wyrzutnie systemu przeciwlotniczego S-300 Ukraińskie wyrzutnie systemu przeciwlotniczego S-300 Fot. Min. Obrony Ukrainy

Zachód daje głównie wiedzę

W reformowaniu wojska Ukraińcom pomaga NATO. - Wsparcie z zagranicy ma znaczenie głównie w kontekście szkoleń. Trwa proces przechodzenia na standardy NATO, co już udało się zrobić w niektórych jednostkach - mówi Materniak. W centrum szkoleniowym w Jaworowie pod Lwowem praktycznie na stałe jest kilkuset instruktorów z NATO, w tym Polacy. Odbywają się treningi dla całych ukraińskich jednostek, aż do szczebla dywizji. Ukraińscy oficerowie wyjeżdżają też na szkolenia na Zachód.

- Wsparcie sprzętem jest głównie symboliczne - stwierdza Metrniak. Przekazywane z pompą amerykańskie rakiety przeciwpancerne Javelin czy samochody HUMVEE, tak naprawdę trafiły na Ukrainę w niewielkich ilościach a te drugie na dodatek bez części zamiennych, przez co są praktycznie nieprzydatne. - Za największe wsparcie można chyba uznać 200 transporterów BMP-1, kupionych w Czechach i wyremontowanych w Polsce. Do tego amerykańskie radary artyleryjskie, które bardzo pomogły podczas walk pod Debalcewem w 2015 roku - mówi Materniak.

Ukraiński śmigłowiec uderzeniowy Mi-24 Ukraiński śmigłowiec uderzeniowy Mi-24 Fot. Min. Obrony Ukrainy

Nadal są poważne problemy

Choć postęp jest duży, to nikt nie ma wątpliwości, że nadal są wielkie problemy. Trwającej ponad dwie dekady zapaści nie da się szybko nadrobić, zwłaszcza wobec złej sytuacji gospodarczej Ukrainy. - Ogromnym problemem jest ogólnie pojęta modernizacja techniczna. Sprzęt, zwłaszcza ten ciężki, jest w zdecydowanej większości z czasów radzieckich. Szans w najbliższych latach na zakupy nowego i w większych ilościach, raczej nie ma - mówi Materniak. Problemem są tu pieniądze.

Drugi poważny problem to kwestia ludzi. Po pierwsze jest ich za mało. Wiele jednostek, nawet tych w rejonie linii frontu w Donbasie ma duże braki kadrowe. - Sytuację trochę ratuje około 80 tysięcy rezerwistów, głównie weteranów walk w latach 2014-15, których można teoretycznie szybko powołać pod broń - mówi Materniak. Problem ten potęguje fakt, że na wielu stanowiskach ostał się tak zwany "beton", czyli ludzie nadal funkcjonujący mentalnie w czasach ZSRR i opierający się zmianom. - Sporo się zmieniło, ale wymienienie całej kadry dowódczej w kilka lat jest nierealne - mówi Materniak. Ten problem jest potęgowany przez fakt, że wielu młodszych żołnierzy po kursach z zachodnimi instruktorami, o zupełnie innej mentalności, nie ma ochoty walczyć z "betonem" i szybko odchodzi ze służby.

Ukraiński myśliwiec MiG-29 w wersji szkolno-bojowej Ukraiński myśliwiec MiG-29 w wersji szkolno-bojowej Fot. Min. Obrony Ukrainy

Przyśpieszenia nie będzie

Na szybkie radykalne rozwiązanie tych problemów nie ma co liczyć. - Ogólne przekonanie wśród ukraińskich ekspertów jest jednak takie, że mając do dyspozycji takie a nie inne środki robimy co się da i ogólny kierunek jest słuszny - mówi Materniak.

Obecnie Ukraina wydaje na bezpieczeństwo 5 około procent PKB, co jest znacznym wysiłkiem, porównując z na przykład 2 procentami w Polsce. - Wiadomo, że z punktu widzenia wojska lepiej byłoby wydawać na obronność więcej, ale każdy rozsądnie myślący wie, iż to dzisiaj mało realne. Z drugiej strony nie słyszałem, żeby któryś z liczących się kandydatów sugerował obcinanie tych wydatków. To byłby bardzo ryzykowny pomysł - podkreśla Materniak.

Więcej o: