Przeżyła strzelaninę w USA. Teraz porywa się na samego Donalda Trumpa. 'Głosowałbym na nią!'

Amerykańskie portale społecznościowe obiega nagranie z przemową nastoletniej Emmy Gonzales, uczennicy szkoły w Parkland. To tam doszło ostatnio do masakry. Były uczeń zastrzelił 17 osób. Kiedy politycy milczą w sprawie dostępu do broni, nastolatkowie postanowili krzyczeć w tej ważnej sprawie. Zorganizowali protest, ale to słowa Emmy zyskały największy rozgłos. Dziewczyna nie owijała w bawełnę, mówiąc o skutkach powszechnego dostępu do broni, porwała się też na samego Donalda Trumpa.
Protesty przeciwko dostępowi do broni po strzelaninie w USA na Florydzie Protesty przeciwko dostępowi do broni po strzelaninie w USA na Florydzie Fot. Brynn Anders AP

Uczniowie protestowali przeciwko dostępowi do broni

Uczniowie wzywali do wprowadzenia zakazu używania broni i protestowali przeciwko National Rifle Association, czyli Narodowemu Stowarzyszeniu Strzeleckiemu Ameryki, które propaguje prawo do posiadania broni. Apelowali również do wyborców, by nie popierali kandydatów, którzy biorą pieniądze na kampanie od stowarzyszeń związanych z przemysłem zbrojeniowym oraz strzeleckim.

Z mocnym w przekazie, rzeczowym, a zarazem poruszającym przemówieniem wystąpiła jedna z uczennic, Emma Gonzales. Do polityków, którzy biorą pieniądze na kampanie z NRA, mówiła: "Wstydźcie się".

Politycy, którzy spędzają swój czas w pozłacanych domach oraz kongresowych fotelach, a są finansowani przez Narodowe Stowarzyszenie Strzeleckie, okłamują nas, że nie są w stanie nic zrobić. Chcą nam udowodnić, że bardziej rygorystyczne przepisy nie zmniejszą rozlewu krwi w naszym kraju

 - mówiła ze łzami w oczach Emma Gonzales. Roztoczyła ponurą wizję amerykańskiej rzeczywistości.

Nie rozumiemy, dlaczego jest nam trudniej spotkać się z przyjaciółmi w weekend, niż kupić automatyczną lub półautomatyczną broń

- punktowała dziewczyna, która w trakcie strzelaniny ukryła się w szkolnym audytorium.

Być może dorośli przyzwyczaili się do powiedzenia "Jest, jak jest", ale skoro my się czegoś nauczyliśmy, a wy nie, to polegniecie. Jeśli nie zaczniecie nic robić, kolejni ludzie będą umierali

- kontynuowała uczennica. Uderzyła w Donalda Trumpa, wypominając mu korzystanie z pieniędzy lobby strzeleckiego. Mówiła:  

Jeśli prezydent chce przyjść tu i powiedzieć mi prosto w twarz, że to była "straszna tragedia" (...) z chęcią zapytam go, ile pieniędzy przyjął od NRA. Ale ja to już wiem! 30 milionów dolarów. Jeśli podzielić to przez liczbę osób zabitych z broni palnej w 1,5 miesiąca 2018 r. to wychodzi 58 tys. dolarów. Tyle ci ludzie są dla ciebie warci Trump?! 
Jeśli politycy nie zrobią nic, liczba ofiar wzrośnie, a cena za jedno życie zmaleje, aż stanie się ono zupełnie bezwartościowe - tłumaczyła dziewczyna.

Jej słowa poruszyły wiele osób. "Bohaterka", "głosowałbym na nią", "każdy powinien tego posłuchać i to dwa razy", "powinni to puszczać w każdej TV" - pisali na Twitterze Amerykanie.

Nastolatkowie podczas protestu mieli transparenty z napisami: "Nie mogę kupić drinka, ale mogę kupić broń", "Tu chodzi o broń". Krzyczeli: "Jesteście odpowiedzialni".

Protesty przeciwko dostępowi do broni po strzelaninie w USA na Florydzie Protesty przeciwko dostępowi do broni po strzelaninie w USA na Florydzie Fot. Brynn Anders AP

Trump: winne problemy psychiczne, nie dostęp do broni

Donald Trump wraz z żoną Melanią złożył niespodziewaną wizytę w szpitalu Broward na Florydzie, gdzie odwiedził osoby ranne w środowej strzelaninie. Wizyta odbiła się szerokim echem z powodu zachowania amerykańskiego prezydenta, który zachowywał się niestosownie do okazji: pozował z uśmiechem i kciukiem uniesionym w górę.

Według lakonicznego komunikatu biura prasowego Białego Domu, amerykański prezydent wyraził podziw dla "rekordowo szybkiej" pomocy udzielonej ofiarom przez służby medyczne. - Lekarze wykonali niewiarygodną pracę - stwierdził Trump.

Jednak na pytanie zgromadzonych w szpitalu dziennikarzy o ograniczenie dostępu do broni, Donald Trump nie odpowiedział. Z kolei kilka dni wcześniej w telewizyjnym wystąpieniu amerykański przywódca stwierdził, co było powodem kolejnej strzelaniny. I nie jest to dostęp do broni, a problemy ze zdrowiem psychicznym amerykańskiej młodzieży.

- Jesteśmy zdeterminowani działać wraz ze stanowymi i lokalnymi przywódcami, by uporać się z trudnym problemem zdrowia psychicznego - mówił Trump w kontekście kolejnej szkolnej masakry.

Strzelanina w liceum w Parkland jest osiemnastym przypadkiem otwarcia ognia z broni palnej w amerykańskiej szkole w tym roku. W sumie w Stanach Zjednoczonych przez pierwsze 45 dni roku zanotowano 6569 incydentów z bronią. Zginęło 1825 osób, w tym 96 dzieci do 111 roku życia i 332 nastolatków (do 17. r.ż.).

W trakcie poruszającego przemówienia Emma Gonzales podsumowała to dwoma zdaniami: - To nie jest sprawa tylko zdrowia psychicznego. On nie zabiłby tylu ludzi nożem! - wykrzyczała do zgromadzonego tłumu.

Protesty przeciwko dostępowi do broni po strzelaninie w USA na Florydzie Protesty przeciwko dostępowi do broni po strzelaninie w USA na Florydzie Fot. Brynn Anders AP

Policja kilkadziesiąt razy odwiedzała Cruza w domu

W sprawie strzelaniny pojawia się jeszcze jeden wątek, dotyczący amerykańskich służb bezpieczeństwa. Gubernator Florydy Rick Scott wezwał szefa FBI, by podał się do dymisji i zarzucił mu bezczynność w sprawie Nikolasa Cruza. W ciągu ostatnich lat do organów bezpieczeństwa złożono około 20 skarg na nastolatka. Zdaniem cytowanego przez CNN sąsiada Nikolasa Cruza, policja przynajmniej 40 razy odwiedzała dom przyszłego mordercy.

Z powodu swego zachowania, Cruz był dyscyplinarnie usuwany z kolejnych szkół. W ciągu sześciu lat policja interweniowała w jego domu 35 razy. Mieszkał tam z przybraną matką i młodszym bratem Zacharym (matka zmarła rok temu). Zdaniem policji, chłopcy byli bardzo agresywni, także wobec siebie, a opiekująca się nimi kobieta często traciła nad wszystkim kontrolę.

Nikolaz Cruz za swe naganne zachowanie kilkakrotnie stawał przed wymiarem sprawiedliwości. Nigdy jednak nie został skazany. Dwa lata temu jeden z terapeutów napisał w raporcie, że Nikolas Cruz nie zagraża ani sobie, ani nikomu innemu.

Strzelanina w USA na Florydzie. Uczniowie opłakują zmarłych kolegów Strzelanina w USA na Florydzie. Uczniowie opłakują zmarłych kolegów Fot. Brynn Anders AP

FBI dostało ostrzeżenie, ale je zignorowało

Przypomnijmy, że 5 stycznia br. osoba blisko związana z napastnikiem przekazała do Federalnego Biura Śledczego informacje dotyczące Nikolasa Cruza. FBI potwierdziło, że otrzymało ostrzeżenie za pomocą telefonu alarmowego. Informator powiedział o posiadanej przez Cruza broni, jego morderczych skłonnościach, niezrównoważeniu oraz niepokojących wpisach w mediach społecznościowych. Osoba, która zadzwoniła do FBI, ostrzegła, że 19-latek może dokonać strzelaniny w szkole.

Jak się okazało, informacje te nie dotarły do biura terenowego FBI w stolicy stanu, Miami.
Według oświadczenia FBI, zgodnie z procedurami informacje te powinny były zostać ocenione pod kątem potencjalnego zagrożenia, a następnie przekazane do oddziału agencji w Miami w celu przeprowadzenia dochodzenia. Procedura ta nie została jednak uruchomiona. Dyrektor FBI Christopher Wray zapewnił, że w Biurze trwa wewnętrzne dochodzenie mające wyjaśnić przyczynę zaniedbań.

Fakty te, zdaniem gubernatora Florydy, dowodzą całkowitej pasywności służb odpowiedzialnych za bezpieczeństwo obywateli. - Odmowa podjęcia jakichkolwiek działań wobec mordercy jest nie do zaakceptowania. Dzielny człowiek przekazał informacje do FBI. A FBI je zignorowało - podkreślił Rick Scott. Podobnie uważa republikański senator z Florydy Marco Rubio, którego zdaniem "agencja całkowicie zawiodła rodziny 17 ofiar".

Protesty przeciwko dostępowi do broni po strzelaninie w USA na Florydzie Protesty przeciwko dostępowi do broni po strzelaninie w USA na Florydzie Fot. Brynn Anders AP

Strzelanina w liceum na Florydzie

Do masakry doszło w środę w liceum Marjory Stoneman Douglas w Parkland na Florydzie, około godziny drogi od Miami.  Zginęło w niej 17 osób, 14 znajduje się w szpitalu, stan pięciu jest krytyczny. Jej sprawcą był 19-letni Nikolas Cruz, uczeń dyscyplinarnie zwolniony z tej szkoły.

W czwartek 19-latek usłyszał 17 zarzutów morderstwa z premedytacją. Karabin AR-15, z którego strzelał do ludzi, kupił legalnie rok temu.

Zdaniem obrońców napastnika, Cruz przyzna się do winy w przypadku, jeśli prokurator zażąda dożywocia, a nie kary śmierci.

Jak podaje Associated Press, Nicolas Cruz brał udział w programie strzeleckim finansowanym przez dotację z NRA. Z kolei w chwili zatrzymania Cruz miał na sobie bordową koszulkę z logo programu Army Junior Reserve Officer Training Corps. Program skierowany do uczniów liceów, w skrócie JROTC, jest finansowany z federalnych pieniędzy. Ma na celu "zaszczepienie w uczniach wartości takich jak patriotyzm, zaradność poczucie obywatelstwa, odpowiedzialność i poczucie spełnienia".

19-latek był również członkiem zespołu strzeleckiego, który trenował razem po lekcjach i jeździł na zawody do innych szkół.

Więcej o: