Teorie spiskowe i domysły. Co ws. Smoleńska okazało się nieprawdą?

Pierwsze dni, tygodnie, a nawet miesiące po katastrofie smoleńskiej były wypełnione spekulacjami, teoriami i doniesieniami na temat okoliczności wypadku. Wiele z nich okazało się nieprawdą. Część to zupełnie fantastyczne teorie spiskowe, inne były traktowane z pełną powagą przez czołowe media i ekspertów. Przypominamy najgłośniejsze przekłamania smoleńskie i ich dementi.
"Z uwagi na tak wielką tragedię, jaka spadła na Polskę w dniu 10 kwietnia 2010 roku, kiedy to w tragicznej katastrofie rządowego samolotu zginął Prezydent Rzeczpospolitej Polskiej a wraz z nim przedstawiciele sztabu generalnego, członkowie obecnego rządu, były prezydent na emigracji oraz osoby zasłużone dla historii Polski wraz z członkami rodzin ofiar katyńskich, czuję się w obowiązku przekazać na Państwa "ręce" dwa zdjęcia, jakie przypadkowo zostały przeze mnie zrobione w sobotę rano o godzinie ok.7:28 kiedy to rządowy samolot obierał kurs na Smoleńsk.. Zdjęcia zostały wykonane z Placu budowy w okolicach Blizne Łaszczyńskiego w/w terminie." Zdjęcie nadesłane przez Cezarego Iwanowskiego do serwisu warszawa.gazeta.pl

Tupolew trzy razy podchodził do lądowania

Początkowo specjaliści lotnictwa twierdzili, że tupolew kilkakrotnie próbował lądować. Rosyjski pilot-oblatywacz w rozmowie z "Gazetą Wyborczą" twierdził, że piloci "trzy razy zakreślili prostokąt nad lotniskiem" by namierzyć radiolatarnie i precyzyjnie określić kurs lądowania. Także świadkowie katastrofy mówili, że samolot długo krążył nad lotniskiem przed lądowaniem.

Tymczasem nagrania z czarnych skrzynek nie pozostawiają wątpliwości - prezydencki tupolew rozbił się przy pierwszym podejściu do lotniska Siewiernyj. To samo potwierdzają symulacje i wnioski ekspertów.

Prezydent wsiadał na pokład samolotu nietrzeźwy

Teoria ostro ''lansowana'' przez byłego członka PO Janusza Palikota. Niepokorny poseł po drugiej turze wyborów prezydenckich zapytał wprost: ''Czy Lech Kaczyński był na pokładzie pod wpływem alkoholu''?

Nie był to pierwszy tego typu głos. Wkrótce po katastrofie pojawiły się teorie, że prezydent w przeddzień lotu brał udział w suto zakrapianym przyjęciu i dlatego spóźnił się na samolot.

Tymczasem sekcja zwłok nie wykazała obecności alkoholu we krwi prezydenta. Badania, w tym toksykologiczne, wykonane zostały przez Rosjan na polecenie prokuratury Federacji Rosyjskiej. Badanie sądowo-chemiczne krwi wykonał dodatkowy biegły sądowy z zakresu chemii, przy zastosowaniu metody gazochromatograficznej, odpowiadającej polskim standardom.

Kwestia opóźnienia lotu nie jest do dziś wyjaśniona, ale członkowie załóg rządowych maszyn podkreślają, że loty z VIP-ami często mają opóźnienie. Wiadomo, że wieczór poprzedzający wylot prezydent spędził spokojnie - był na spotkaniu ze współpracownikami i odwiedził swoją matkę w szpitalu. Do Pałacu Prezydenckiego wrócił około godz. 23 - zeznał jego kierowca. Jarosław Kaczyński powiedział, że jego brat był na nogach już o 6 rano, bo o tej godzinie do niego dzwonił.

Ranny oficer BOR dzwoni do żony

"Oficer BOR Jacek Surówka tuż po katastrofie dzwonił do żony" - tę sensacyjną wiadomość podała w październiku ''Gazeta Polska''. Surówka miał powiedzieć, że jest ciężko ranny w nogi i że ''dzieją się tu rzeczy straszne''. Po tych słowach połączenie miało być przerwane.

Krystyna Surówka, wdowa po oficerze, nazwała te spekulacje "bolesną nieprawdą". - Mąż do mnie nie dzwonił. Ostatni kontakt z nim to SMS, który mąż wysłał mi z pokładu przed startem. Tak jak zawsze robił. Nie było później żadnego kontaktu - mówiła w TVN24. Operator sieci komórkowej także potwierdził, że telefon Surówki ostatni raz był użyty jeszcze przed startem tupolewa.

Poseł PSL zostawia nagranie w poczcie głosowej

Do żony miał dzwonić także poseł PSL Leszek Deptuła. W listopadzie ''Wprost'', powołując się na zeznania wdowy po polityku, ujawnił, że poseł rzekomo zostawił nagranie na jej poczcie głosowej.

- Między godziną 9 a 9.30 na mój telefon przyszła poczta głosowa, na której było zarejestrowane nagranie głosu mojego męża, który krzyczał: "Asia, Asia". W tle słychać było trzaski, a właściwie to głos mojego męża był w tle. Słychać było też głosy ludzi, jakby głos tłumu. Nie rozpoznałam słów, był to krzyk ludzi. Nagranie trwało 2-3 sekundy. Trzaski były krótkie, ostre dźwięki. Tak jakby łamał się wafel lub plastik plus dźwięk przypominający hałas wiatru w słuchawce telefonu - zeznała Joanna Krasowska-Deptuła. Odsłuchała ona tę wiadomość dopiero, gdy usłyszała o katastrofie w telewizji. Potem nagranie się skasowało.

O całej sprawie kobieta powiadomiła ABW, która miała nagranie odnaleźć i zbadać.

Szybko okazało się, że wiadomość nie pochodziła od Leszka Deptuły, ale od znajomego państwa Deptułów, który zadzwonił usłyszawszy o katastrofie. Bilingi potwierdziły, że połączenie zostało wykonane z terytorium Polski.

Na filmie ze Smoleńska słychać strzały

Po katastrofie w internecie pojawił się nagrany telefonem komórkowym film z miejsca tragedii, na którym widać płonące szczątki samolotu i roztrzaskane drzewa. Wykonał go jeden z  mieszkańców Smoleńska.

Nagranie trwa zaledwie 1 minutę i 24 sekundy, ale stało się punktem wyjścia licznych teorii spiskowych. Hasło ''W drugiej minucie słychać strzały'' pojawiało się na wszystkich forach internetowych i miało być rzekomym dowodem na ''dobijanie rannych'' przez funkcjonariuszy rosyjskiego OMON-u.

Prokurator wojskowy płk Krzysztof Parulski wyjaśniał później, że pod wpływem temperatury z płonącego paliwa lotniczego mogło dojść do eksplozji amunicji w pistoletach oficerów BOR. Dodał, że na miejscu znaleziono wszystkie siedem pistoletów należących do funkcjonariuszy BOR.

Fantastyczne teorie dementował też operator TVP, który pojawił się na miejscu tuż po katastrofie. Zeznał on przed sejmową komisją śledczą, że odgłosy przypominające strzały na jego nagraniach, to w istocie trzaski płonących i pękających drzew.

Strzelanina wokół ciała prezydenta

Ciało prezydenta Lecha Kaczyńskiego znaleziono o godz. 9.30. Wstępnej identyfikacji dokonali funkcjonariusz BOR i konsul ambasady w Moskwie. Niszowa polska prasa przez jakiś czas powtarzała sensacyjne historie, że wokół ciała głowy państwa doszło do strzelaniny pomiędzy BOR-owcami a funkcjonariuszami rosyjskiej Federalnej Służby Ochrony.

- Dementuję informacje o użyciu broni na lotnisku w Smoleńsku przez funkcjonariuszy Biura Ochrony Rządu. Jednoznacznie stwierdzam, nie miało to miejsca - oświadczył szef Biura Ochrony Rządu gen. Marian Janicki. Jak wyjaśniono, BOR-owcy, którzy czekali na Kaczyńskiego w Katyniu, byli nieuzbrojeni. Na wwóz i posiadanie przez nich broni służbowej nie zgodzili się Rosjanie.

Trzy osoby przeżyły katastrofę

Ta plotka rozeszła się już kilkadziesiąt minut po katastrofie. Polskie media podały, że z lotniska odjechały trzy karetki, które miały przewieźć do szpitala trzech znajdujących się w stanie ciężkim pasażerów.

- Nic takiego nie miało miejsca - zdementowało później Biuro Ochrony Rządu. Wszyscy pasażerowie ponieśli śmierć na miejscu. Strona rosyjska oficjalnie podała, że służby ratunkowe znalazły we wraku 96 ciał w 320 fragmentach.

Generał Błasik siedział za sterami

''Zniecierpliwiony gen. Błasik miał w ostatnich chwilach zmienić na fotelu kpt. Protasiuka i samemu zasiąść za sterami by sprowadzić tupolewa na ziemię'' - głosiła teoria. Nagrania z czarnych skrzynek potwierdzały, że był on w kokpicie w ostatnich chwilach lotu. Także piloci z 36. pułku zeznawali, że Błasikowi zdarzało się zachowywać w ten sposób podczas lotów wojskowych do Dęblina i Malborka.

Tę hipotezę wykluczyła jednak sekcja zwłok pierwszego i drugiego pilota. - Biegli uznali, że wyniki badań upoważniają do stwierdzenia, że uszkodzenia ciał członków załogi są to charakterystyczne dla osób, które zasiadały w fotelu I i II pilota - poinformował w listopadzie Szef Wojskowej Prokuratury Okręgowej w Warszawie płk Ireneusz Szeląg - Brak podstaw do spekulacji, aby osoba trzecia zajmowała ich fotele - tłumaczył wtedy.

Tajne dokumenty na pokładzie Tupolewa

Na pokładzie Tu-154 M miały znajdować się ściśle tajne dokumenty dotyczące państwa polskiego, które po katastrofie zostały zarekwirowane przez stronę rosyjską. Rosjanie mieli też dzięki katastrofie uzyskać dostęp do tajemnic NATO - m.in. "ultratajnych kodów używanych do komunikacji satelitarnej".

Obydwie informacje zostały zdementowane. - Na pokładzie Tu-154M, który rozbił się pod Smoleńskiem nie było tajnych kodów, urządzeń ani materiałów kryptograficznych - oświadczył płk Krzysztof Dusza, dyrektor gabinetu szefa Służby Kontrwywiadu Wojskowego.

Domysły skomentował także rzecznik rządu Paweł Graś. - Według bardzo szczegółowego i rzetelnego badania, dokonanego przez SKW wraz z oficerami ochrony poszczególnych instytucji i rodzajów wojsk można z całą pewnością stwierdzić: nie było na pokładzie samolotu żadnych tajnych dokumentów, ani nośników, na których byłaby zawarta wiedza dotycząca bezpieczeństwa państwa - oświadczył.

Telefony satelitarne kluczem do katastrofy

Tuż po katastrofie pojawiły się głosy, że kluczem do jej wyjaśnienia mogą być nagrania z telefonów satelitarnych. W szczególności mówiono o ostatniej rozmowie prezydenta ze swoim bratem, która odbyła się w trakcie lotu. O jej ujawnienie apelował nawet Lech Wałęsa. Polska nieoficjalnie zwróciła się do USA o informacje, czy nie zachował się zapis w systemie Echelon, który nagrywa satelitarne rozmowy na całym świecie.

"W związku z pojawiającymi się spekulacjami co do możliwości posiadania przez telefon satelitarny stanowiący wyposażenie samolotu Tu-154 "tajnych kodów" Służba Kontrwywiadu Wojskowego jeszcze raz stwierdza, że na pokładzie samolotu, który 10 kwietnia br. uległ katastrofie w Smoleńsku nie znajdowały się żadne urządzenia ani materiały kryptograficzne. Telefon, o którym mowa był zwykłym telefonem satelitarnym" - napisał płk Krzysztof Dusza z SKW w oświadczeniu publikowanym na stronach internetowych MON.

Więcej o: