Przewrót w Egipcie - główni rozgrywający

Główny bohater przewrotu w Egipcie to kairska i aleksandryjska ulica. Dzięki jej naciskom - demonstracjom setek tysięcy Egipcjan - prezydent Hosni Mubarak odda władzę. W wydarzeniach tych karty rozdają jednak konkretni polityczni i wojskowi aktorzy. To oni ustalają warunki porozumienia opozycji z ustępującą władzą i powstania nowego rządu. Warunki, które społeczeństwo zaakceptuje lub nie - w wyborach.
Hosni Mubarak w Gabinecie Owalnym z prezydentem Barackiem Obamą Hosni Mubarak w Gabinecie Owalnym z prezydentem Barackiem Obamą Fot. Susan Walsh AP

Hosni Mubarak

Zdołał utrzymać się przy władzy przez 30 lat, choć doszedł do niej przypadkiem po zamachu na Anwara Sadata w 1981 - czytaj sylwetkę Mubaraka. Jedną z jego pierwszych decyzji było wprowadzenie stanu wyjątkowego, który obowiązuje do dziś i daje rządowi szerokie uprawnienia w zakresie ograniczania praw człowieka.

Hosni Mubarak i Anwar Sadat, październik 1981, fot. AP

Mubarak ostatnie wybory wygrał w 2005 roku, nie zdążył jeszcze oficjalnie podjąć decyzji ws. kandydowania w tegorocznych - wrześniowych, choć media i komentatorzy przewidywali, że na następcę wyznaczy swego syna Gamala. 47-milioner już zdążył pokazać w mediach, że przygotowuje się do objęcia władzy.

Po buncie egipskiej ulicy i negocjacjach 1 lutego jest już pewne, że Mubarakowie nie zdołają utrzymać się przy władzy. Demonstranci się nieustępliwi, a według nieoficjalnych informacji główni negocjatorzy Mohammed El-Baradei i Omar Sulejman zdołali już z pomocą mediatorów z Zachodu i Arabii Saudyjskiej osiągnąć wstępne porozumienie. Zgodzili się  na to, by umożliwić dyktatorowi ucieczkę z kraju, jeśli odda władzę.

Przyjmie go Arabia Saudyjska. "Przyjęcia go odmówili i Niemcy, i Francuzi, i Szwajcarzy. Być może coś się tu jeszcze zmieni, ale Mubarak ma w Rijadzie bardzo wielu przyjaciół, może też tam liczyć na ochronę przed wścibskimi dziennikarzami i działaczami praw człowieka. Mubarak już wywiózł z Egiptu sporą część swych krewnych z żoną na czele, a także część majątku. Omar Suleiman zobowiązał się, że wybory prezydenckie (zaplanowane na wrzesień, choć mogą jeszcze zostać przesunięte na wcześniej termin) będą względnie wolne" - pisze w swoim felietonie o kulisach negocjacji Bartosz Węglarczyk.

Omar Sulejman Omar Sulejman Fot. TARA TODRAS-WHITEHILL AP

Omar Sulejman

Obecny wiceprezydent Egiptu, do stycznia szef wywiadu, zaufany Mubaraka do zadań specjalnych. Główny rozgrywający w negocjacjach po stronie rządowej, być może kolejny prezydent. Mimo że był szefem służb specjalnych, cieszy się względnym zaufaniem zarówno wojska, jak i zachodnich przywódców. Mubarak mianował go wiceprezydentem w sobotę 29 stycznia, już po wybuchu zamieszek w Kairze, a dyplomaci i komentatorzy zinterpretowali to jako próbę przypodobania się Zachodowi, a nawet - wołanie o pomoc.

Na zdjęciu: Mubarak i Sulejman podczas posiedzenia rządu 30 stycznia, fot. Reuters

Waszyngton i europejscy przywódcy mają powody, by wspierać Sulejmana, jeśli tylko nie popełni on teraz błędów. Ma spore doświadczenie w negocjacjach - brał udział m.in. w izraelsko-palestyńskich rozmowach pokojowych. Mediował również między opozycją a rządem w Jemenie. "Amerykańscy dyplomaci, co wynika z depesz ujawnionych przez Wikilekas, często spotykali się z Sulejmanem, który zapewniał ich, że jest wrogiem wszystkich radykałów na Bliskim Wschodzie" - pisze "Gazeta Wyborcza".

Jak oceniają komentatorzy, Sulejman - obok szefa Mossadu - uznawany jest za najpotężniejszą osobę na Bliskim Wschodzie, jeśli chodzi o służby specjalne.  - Brał udział we wszystkich negocjacjach, każdej awanturze i inicjatywie, która przetoczyła się przez Bliski Wschód w ostatnich 30 latach. Ale z drugiej stronie bez mrugnięcia okiem wydaje rozkazy torturowania ludzi w podległych mu więzieniach - mówił Bartosz Węglarczyk.

Na razie Sulejmanowi udało się najpewniej porozumieć z opozycją w kluczowej sprawie: Mubarak odda władzę i będzie mógł opuścić kraj.

Mohammed El-Baradei po przylocie do Kairu Mohammed El-Baradei po przylocie do Kairu Fot. Lefteris Pitarakis AP

Mohammed El-Baradei

Egipski opozycjonista, były szef MAEA, uhonorowany w 2005 wraz z Agencją Pokojową Nagrodą Nobla za wysiłki mające na celu ograniczenie rozpowszechniania broni atomowej - czytaj sylwetkę noblisty. Sprawił, że za jego kadencji MAEA zaczęła zajmować stanowisko w kwestiach politycznych, choć według krytyków nie na tym polega jego rola. Jako szef Agencji sprzeciwiał się inwazji USA na Irak z powodu braku dowodów na prowadzenie przez Saddama Husajna tajnego programu jądrowego.

Na początku 2010, po zakończeniu kadencji szefa MAEA, powrócił do Egiptu, gdzie zaangażował się w działalność opozycyjną i zbliżył do Bractwa Muzułmańskiego. Po wybuchu zamieszek, choć przebywał za granicą, przyjechał do kraju i stał się głównym negocjatorem po stronie protestujących.

W zachodnich mediach stał się też głównym rzecznikiem protestujących, naturalnym kandydatem na objęcie władzy po Mubaraku - choć niechętnie widzianym w tej roli przez Zachód, zwłaszcza Stany Zjednoczone.

We wtorek w rozmowie z "The Independent" powiedział, że nie chce być prezydentem. Zapytany o możliwość sprawowania przejściowej prezydentury do czasu wyborów, odpowiedział: "Jeśli będzie konsensus ze wszystkich stron, że powinienem to zrobić dla nich, zrobię to".

Przywódcy Bractwa Muzułmańskiego w Egipcie Przywódcy Bractwa Muzułmańskiego w Egipcie Fot. Mohammed Abu Zaid AP

Przywódcy Bractwa Muzułmańskiego

- Naszym pierwszym i podstawowym żądaniem jest dymisja Mubaraka. Potem dopiero możemy rozpocząć rozmowy z wojskowymi o pokojowym przekazaniu władzy - powiedział w poniedziałek Mohammed al-Beltagi były deputowany Bractwa Muzułmańskiego.

Inni liderzy Bractwa niechętnie wypowiadają się w mediach, choć to ich organizacja jest jednym z głównych motorów protestu. Ich rzecznikiem i reprezentantem podczas negocjacji stał się Mohammed El-Baradei.

Zachód i Izrael boją się, że po obaleniu Mubaraka ugrupowania islamskie zyskają w Egipcie na znaczeniu, co doprowadzi do kryzysu bezpieczeństwa w regionie. Benjamin Netanjahu otwarcie mówił w poniedziałek o groźbie powtórki rewolucji irańskiej. Eksperci od Bliskiego Wschodu przestrzegają jednak, by nie demonizować Bractwa Muzułmańskiego, które jest główną religijną, ale nie skrajną siłą polityczną w Egipcie. Pewne jest, że w nowych władzach Egiptu obecne będą dwie grupy: przedstawiciele armii i właśnie Bractwa - oceniają komentatorzy.

 

Na zdjęciu: przywódcy Bractwa Muzułmańskiego Essam el-Erian i Saad el-Katatni (w środku) podczas demonstracji w Kairze, 30 stycznia 2011

Dowódcy armii

Trudno wyobrazić sobie przyszłe władze Egiptu bez wojska. - Armia musi być częścią przyszłej władzy. Egipcjanie nie będą wobec tego protestować, bo armia cieszy się tam szacunkiem - mówił w TOK FM publicysta Marek Ostrowski.

Nie wiadomo, ile dokładnie osób zginęło w zamieszkach na ulicach Kairu i Aleksandrii - niektóre źródła mówią nawet o 300 ofiarach, jednak to i tak niewiele w porównaniu z tym, jak inni bliskowschodni dyktatorzy tłumili wystąpienia przeciwników.

Zwłaszcza, że - jak podkreślają komentatorzy - armia, którą rząd wysłał na ulice, wstrzymuje się od uderzania w cywili, a ogranicza raczej do pilnowania porządku i tłumienia walk między zwolennikami prezydenta a protestującymi. Część żołnierzy i policjantów otwarcie wyraża poparcie dla demonstrujących, a dowództwo zapowiedziało, że na razie wstrzyma się od interwencji i poczeka na wyniki negocjacji.

Emerytowany generał armii egipskiej, który 30 stycznia wziął udział w proteście w Kairze, fot. AP

Na zdjęciu: emerytowany generał armii egipskiej, który 30 stycznia wziął udział w proteście w Kairze, fot. AP

Równolegle z negocjacjami politycznymi, którym przewodzą Sulejman i El-Baradei państwa zachodnie prowadzą rozmowy z wojskiem zdając sobie sprawę, że w okresie chaosu politycznego jest ono gwarantem stabilności. Jeśli po władzę spróbowaliby sięgnąć ekstremiści, armia być może zainterweniuje.

O kulisach rozmów  specjalnej delegacja Pentagonu i delegacji wojskowych i szpiegów z Izraela z dowódcami egipskimi w bazie pod Kairem pisze "Gazeta Wyborcza": "Amerykanie podkreślali, że egipska armia, by utrzymać przyjazne stosunki z Waszyngtonem, musi trzymać się z dala od polityki i nie dopuścić do rozlewu krwi. Izraelczycy ze swej strony dali Egipcjanom gwarancje bezpieczeństwa - w geście dobrej woli zgodzili się nawet w poniedziałek na wejście około 800 żołnierzy egipskich na Synaj, zdemilitaryzowany od czasu porozumienia pokojowego w 1979 r. Ów gest Jerozolimy, niezauważony przez media skupione na wydarzeniach w Kairze, nie tylko podbudował morale egipskich generałów, ale był także ukłonem w stronę gen. Murada Mowafiego, gubernatora Synaju. Mowafi został we wtorek nowym dyrektorem egipskich służb specjalnych i będzie jednym z gwarantorów porozumienia o odejściu Mubaraka."

Frank Wisenr, wysłannik prezydenta USA Baracka Obamy do Egiptu Frank Wisenr, wysłannik prezydenta USA Baracka Obamy do Egiptu Fot. Bela Szandelszky AP

Frank Wisner

Główny mediator w negocjacjach opozycji ze stroną rządową, amerykański dyplomata i specjalista ds. Egiptu wysłany do Kairu przez Baracka Obamę. Na bieżąco przekazuje negocjatorom stanowisko Białego Domu, które na początku tygodnia - gdy okazało się, że kairska ulica nie ustąpi - stało się jasne.

"Ostatecznym ciosem dla Mubaraka była wizyta jego starego przyjaciela Franka Wisnera, byłego ambasadora USA w Kairze. Wisner powiedział mu we wtorek rano, że lepszego układu już nie wynegocjuje. - To już naprawdę koniec - miał powiedzieć Wisner Mubarakowi. Kilka godzin później Mubarak nagrał swoje orędzie" - pisze Bartosz Węglarczyk w swoim felietonie o kulisach negocjacji.

Koptowie

Koptyjscy chrześcijanie, stanowiący największa mniejszość religijną w Egipcie i 10 proc. ludności tego kraju, czują się coraz bardziej zagrożeni. W styczniu, po zabiciu kolejnego kopta, wyszli na ulicę, by domagać się od władz większej ochrony. Teraz jednak poparli Mubaraka - obawiają się, że po jego odejściu i wzrostu wpływów islamistów ich los będzie jeszcze gorszy.

We wtorek Szenuda III, przywódca Kościoła koptyjskiego oficjalnie poparł ustępującego prezydenta. "Zadzwoniliśmy do prezydenta i powiedzieliśmy mu, że jesteśmy z nim" ? powiedział patriarcha w wywiadzie dla egipskiej telewizji publicznej. Wcześniej Szenuda wystąpił przed kamerami, wzywając do spokoju i obrony porządku w kraju - podaje "Rzeczpospolita" i cytuje ekspertów: "Stanowisko Szenudy mnie nie dziwi, bo czołowi dostojnicy religijni, muzułmańscy i chrześcijańscy są w dobrych stosunkach z Mubarakiem".

Podczas protestów na ulicach Kairu widać było duchownych chrześcijańskich i muzułmańskich wspólnie broniących prezydenta i nawołujących do spokoju.

Gamal Mubarak

Być może największy przegrany przewrotu - syn ustępującego prezydenta, niedoszły delfin. Według doniesień medialnych, po 30-letnich rządach jego ojciec zaczął myśleć o politycznej emeryturze. Rządząca Partia Narodowo-Demokratyczna jako kandydata na prezydenta w najbliższych wyborach wysunąć miała właśnie 47-letniego syna szefa państwa. Wykształcony na Zachodzie biznesmen-milioner szykowany był przez ojca na następcę.

Sam też nie krył, że podporządkuje się tym planom i w wywiadach prasowych zapowiadał wprowadzenie Egiptu "w orbitę globalnej gospodarki, ograniczenie interwencji państwa i udzielenie sektorowi prywatnemu większej swobody działania". Poprawę sytuacji gospodarczej kraju uważał za receptę na wzrost znaczenia islamskich fundamentalistów.

Czytaj sylwetkę młodego Mubaraka w "Polityce"

Omar Sharif w Kairze, 2011 r. Omar Sharif w Kairze, 2011 r. Fot. Lefteris Pitarakis AP

Omar Sharif

Choć politycznie nie odgrywa żadnej roli, medialnie już przysłużył się protestującym. Stał się jednym z głównych, jeśli nie głównym rzecznikiem egipskiej ulicy - zwłaszcza, że jako gwiazdor i jeden z niewielu Egipcjan rozpoznawalnych na Zachodzie jest chętnie cytowany przez agencje prasowe, portale i gazety.

Aktor od początku wspierał żądania protestujących, od początku zamieszek przebywa też w Kairze. - Jestem solidarny z ludem Egiptu, pragnę upadku prezydenta Mubaraka - komentował. Nie ukrywa, że liczy na Omara Sulejmana i niepokoi go wzrost pozycji Bractwa Muzułmańskiego.