Wszystkie błędy Rosjan. Polski pokaz w odpowiedzi na raport MAK

Komisja Badania Wypadków Lotniczych Lotnictwa Państwowego upubliczniły nagrania rozmów kontrolerów z wieży smoleńskiej. Wykazały również, jakie błędy zrobiła rosyjska strona w czasie lądowania. Kontrolerzy nie korygowali błędnej ścieżki lądowania TU-154M, reagowali za późno na rozwój sytuacji, a pracownicy bazy podawali błędne informacje o pogodzie.

"Wieża w Smoleńsku popełniła wiele błędów"

Raport MAK ws. katastrofy smoleńskiej został źle przyjęty w Polsce. Wskazywał bowiem, że całą winę za katastrofę ponosi nasz kraj. Dlatego zdecydowano się przedstawić nagrania z wieży kontrolnej, które pokazują, że strona rosyjska jest również częściowo winna tragedii. - Wieża w Smoleńsku popełniła wiele błędów, nie dając wystarczająco dużo wsparcia do lądowania Tu-154M, w ekstremalnie trudnych warunkach. Trudno zrozumieć dlaczego nie ma mowy o tym w raporcie MAK - mówi płk Mirosław Grochowski wiceprzewodniczący polskiej komisji badającej katastrofę smoleńską.

Rozmowy pilotów w czasie próby lądowania samolotu Ił-76 Rozmowy pilotów w czasie próby lądowania samolotu Ił-76 Fot. Gazeta.pl

Widoczność poniżej minimum

Jeszcze przed przylotem Tu-154M na lotnisku próbował wylądować Ił-76. Po drugim nieudanym i ryzykownym podejściu odleciał na inne lotnisko. Kontrolerzy byli bardzo zdenerwowani w tym czasie. Na wieży wielokrotnie padały niecenzuralne słowa. Kontrolerzy mieli problemy z obserwacją samolotu przez mgłę. Widoczność była poniżej minimum lotniska.

Trzeba Polakom powiedzieć, że nie mają po co startować - komentowali.

Rosjanie podawali różne dane o pogodzie

Polski Jak-40, który miał lądować przed samolotem prezydenta, dostał informacje pogodowe inne od informacji, które podano iłowi. Podejście Jaka-40 kończy się lądowaniem mimo braku zgody kierownika lotów. Kierownik lotu używa wobec pilota zwrotu: "Mołodiec", co oznacza uznanie za to, że wylądował w tak trudnych warunkach.

Wiedziano o niebezpieczeństwie, jeszcze przed odlotem Tu-154m

Po nieudanym lądowaniu samolotu Ił-76 przeprowadzono rozmowę zastępcy dowódcy bazy z oficerem operacyjnym. Informuje go, że widoczność wynosi zaledwie kilkaset metrów.

 

- Tupolew startował dopiero o 7.27. Niebezpieczna sytuacja z lądowaniem iła miała miejsce, gdy prezydencki samolot stał jeszcze na pasie startowym w Warszawie - mówił Robert Benedict z polskiej komisji badającej wypadek. Ta informacja przekazana do Polski mogła spowodować zmianę decyzji. Można było opracować inny wariant i tym samym być może uniknąć katastrofy.

 

W dodatku mimo zmian pogodowych na Rosjanie decydują się przyjąć prezydencki samolot, według schematu przygotowanego wcześniej. Pojawia się decyzja zastępcy bazy, że ma być realizowana wcześniej podjęta decyzja - tj. pozwolenie na zejście Tupolewa do 100 metrów.

Rosjanie mieli niesterylną wieżę

- MAK odnosi się do sterylności kabiny tupolewa, rozmawia się o tym, że w kabinie tupolewa były osoby postronne, a w tej sytuacji na wieży w Smoleńsku zastępca dowódcy bazy, który nie ma uprawnienia do wydawania, czy też do prowadzenia korespondencji radiowej, prowadzi tę korespondencję radiową z tupolewem - mówił podczas prezentacji jeden z ekspertów komisji mjr Robert Benedict. - Czy w takim razie można powiedzieć o sterylności na wieży, jeżeli osoba nieuprawniona wykonuje czynności? - pytał członek polskiej komisji.

''Niepoczytalny, czy co?''

Tu-154M dolatuje do lotniska. Piloci dostają informację, że Ił-76 nie wylądował. Kierownik lotów dziwi się, że ktoś z lotniska podaje widoczność 800 metrów, podczas gdy faktycznie wynosiła maksymalnie 200 metrów. - Dlaczego meteo wysyła 800 metrów? Niepoczytalny, czy co? - mówił.

Wszystko jest w porządku... oprócz pogody

Gdy Tupolew jest na wysokości 500 metrów i szykuje się do lądowania, zastępca dowódcy bazy melduje, że wszystko jest gotowe na przyjęcie samolotu. Pomija jednak trudne warunki pogodowe. Lotnisko nie jest w stanie przyjąć samolotu.

MAK mylił się ws. lotniska w Smoleńsku

Na konferencji wytknięto również błędy MAK. W swoim raporcie MAK mówi, że realizacja lotu Tupolewa była zgodna ze zbiorem informacji lotniczej Federacji Rosyjskiej. Zbiór informacji lotniczej nie posiada informacji na temat lotnisk wojskowych. Nie ma tam żadnej informacji o lotnisku w Smoleńsku - stwierdził mjr Robert Benedict.

Kontrolerzy nie mieli informacji o zapasowym lotnisku

Tupolew podchodzi do lądowania. W tym samym czasie płk Nikołaja Krasnokutski - jak oceniają polscy eksperci - domagał się od swoich przełożonych, żeby podano mu lotnisko zapasowe, gdzie ma wylądować tupolew. Bezskutecznie.

''Niech sami lecą dalej''

Zastępca dowódcy bazy nie uzyskał od przełożonych potrzebnych mu informacji. - Ten niedobór informacji, ta trudna sytuacja, powoduje, że przyjmuje postawę bierną. Zostawia Tupolewa i załogę na własną odpowiedzialność. Jak mówi: "Niech sami dalej lecą" - relacjonował mjr Benedict.

Piloci lecieli na złej ścieżce

Polska komisja stwierdziła, że podejście odbywało się na innej ścieżce, niż ta, którą podał MAK. Samolot leciał początkowo o 130 metrów za wysoko i zboczył o 80 metrów na lewo od trasy lotu. W dodatku kontrolerzy utwierdzali załogę w przekonaniu, że wszystko jest w porządku.

Ciągle za wysoko. ''TERRAIN AHEAD''

O godzinie 8:40:02 pojawia się pierwsza komenda "TERRAIN AHEAD". Piloci nadal lecą na złej ścieżce. O 8:40:10 - kierownik strefy lądowania cały czas podaje, że wszystko jest w porządku. Samolot nadal jest nad ścieżką i o 130 metrów w lewo od prawidłowego kursu. Na 2 kilometry od lotniska samolot znajduje się 20 metrów poniżej ścieżki. Nadal brak reakcji wieży.

Komenda wieży za późno

Kierownik strefy lądowania podaje komendę horyzont 101. Samolot znajduje się jednak już 70 metrów pod ścieżką. Ta komenda powinna być podana wcześniej - 11 sekund wcześniej. Szybciej manewr wejścia na wyższy, drugi krąg wykonali jednak piloci - 3 sekundy przed decyzją kontrolera. Niestety było już za późno.

Więcej o: