Co zapamiętamy z tej kampanii?

Ekipa Tuska, drużyna Kaczyńskiego, a może ten trzeci? W najbliższą niedzielę zdecydujemy, kto będzie rządził w Polsce przez następne cztery lata. Tuż przed początkiem ciszy wyborczej wybraliśmy wydarzenia, wpadki i osobliwości, które naszym zdaniem charakteryzują dobiegająca końca kampanię wyborczą.

Debata o debatach i brak prawdziwej debaty

Przez kilka tygodni kampanii największe partie - zwłaszcza PO i PiS - nie porozumiały się ws. organizacji najbardziej oczekiwanej przez wyborców debaty - szefów partii. Zaczęło się jeszcze w sierpniu od wzajemnych zaproszeń od sztabów, a nawet - od wyznaczania terminów przez PiS, m.in. dla minister Hall i ministra Rostowskiego. We wrześniu serię debat zorganizowały TVN24 i TVP - część była udana (np. debata o dyplomacji w TVN24: Kowal, Siwiec, Sikorski, Kalinowski), część zamieniła się w kłótnie (np. debata o gospodarce w TVP1).

 

W czasie, gdy politycy specjalizujący się w poszczególnych dziedzinach dyskutowali, ich szefowie debatowali o zrobieniu debaty. Starcia z Donaldem Tuskiem unikał Jarosław Kaczyński, który podczas decydującej debaty w 2007 roku (na zdjęciu) poniósł klęskę. Osoby, które go znają, np. Michał Kamiński, twierdziły, że to jedyna dobra strategia, by uniknąć kolejnej porażki. Nadzieja na debatę liderów pojawiła się w środę 5 października, gdy do debat takich wezwały zarówno TVN24, jak i TVP1. Donald Tusk, choć początkowo deklarował udział, wycofał się ostatecznie tego samego dnia po południu. W debacie w TVN24 z liderów dużych partii wziął udział tylko Grzegorz Napieralski, zamiast Tuska pojawił się Radosław Sikorski. W TVP1 z liderami mniejszych partii debatował Jacek Rostowski. Nikt z PiS-u nie przybył na żadną z tych dwóch debat.

 

Czytaj relację z obu debat >>>

Papryka i "Jak żyć?"

"Jak żyć?" - pytali  facebookowicze, którzy 27 września nie trafili szóstki w wielkiej kumulacji Lotto. "Jak nie żyć?" - pytał przekornie Jarosława Kaczyńskiego na cmentarzu gdańszczanin w przeddzień zakończenie kampanii.

 

Donald Tusk i Stanisław Kowalczyk, fot. AG

 

Pytanie "Jak żyć?" zadane 13 sierpnia Donaldowi Tuskowi przez zdenerwowanego producenta papryki Stanisława Kowalczyka zostało natychmiast podchwycone przez opozycję, zwłaszcza - przez PiS. I maglowane na różne możliwe sposoby - zwłaszcza na konferencjach prasowych prezesa i innych polityków PiS.

 

Choć krzykliwy Pan Paprykarz nie wspomniał, że jego sąsiedzi wzięli kredyty, by odbudować zniszczone przez nawałnicę tunele, dostał od PiS-u folie na nowe tunele. Sam na krótko stał się gwiazdą i wystąpił na jednej z konwencji PiS. Spekulowano nawet, czy nie pojawi się w spotach. A papryka... stała się oficjalnym gadżetem kampanii Prawa i Sprawiedliwości.

Tusk podczas rozmowy z kibicami we Wrześni Tusk podczas rozmowy z kibicami we Wrześni Fot. Lukasz Ogrodowczyk / Agencja Wyborcza.pl

Kibole i Tóskobus

Starcie rząd-kibice rozpoczęło się w maju od meczu Lecha z Legią w Bydgoszczy, podczas którego doszło do zadymy, wejścia kiboli na murawę i szarpania piłkarzy. Krótko po tym władze zdecydowały się zamknąć m.in. stadion Legii na mecz z Koroną Kielce. Kibice (kibole?) uznali to za zniewagę i ograniczanie ich praw, choć policja tłumaczyła, że jest ryzyko kolejnych starć, a klub nie chce współpracować przy identyfikacji bandytów.

Polityczny kapitał dostrzegli w kibolach politycy PiS, którzy wzięli ich w obronę - do tego stopnia, że Beata Kempa poręczyła za "Starucha", a Zbigniew Romaszewski i Anna Sikora odwiedzili go w areszcie w przeddzień zakończenia kampanii. PiS broniło kiboli jako ofiary "reżimu" Tuska, z kolei sam premier przez całą kampanię zapowiadał, że prawdziwi kibice nie mają się czego bać, ale dla bandytów nie będzie tolerancji.

 

Tusk powtórzył to też na spotkaniu z przedstawicielami kibiców w Warszawie, na które zaprosił ich po rozmowie na spotkaniu wyborczym we Wrześni - pod koniec września. Podczas kampanii w terenie Tuska nie raz witali kibole: we Wrocławiu, w Poznaniu. Zwykle z okrzykiem "Donald matole" / "Donald ma Tole".

 

Kibole witają premiera w Rybniku, fot. AG

 

Na początku października kibole postanowili jeździć za Tuskobusem premiera własnym Tóskobusem (na zdjęciu: w Rybniku).

 

Tóskobus w Rybniku, fot. AG

Piękne i młode, czyli aniołki Kaczyńskiego

W tej kampanii partie postawiły na młodość, a dokładniej na młode, atrakcyjne i inteligentne kandydatki. Tak zdecydowali m.in. stratedzy PiS, którzy swojego lidera Jarosława Kaczyńskiego zaczęli pokazywać w otoczeniu pięknych kobiet. Media szybko okrzyknęły jej aniołkami Kaczyńskiego.

Inne ugrupowania też postawiły na młodość i urodę.
O Magdalenie Ogórek pisaliśmy już pod koniec sierpnia. Pojawiła się nagle u boku Grzegorza Napieralskiego, olśniewając wszystkich swoją urodą.

Z list Obywateli do Senatu startuje Serafina Ogończyk-Mąkowska. Kandydatkę okrzyknięto "najpiękniejszą" tych wyborów. W rozmowie z Gazeta.tv mówiła jednak, że uroda przydaje się tylko w jednych wyborach: Miss Polonia. - W wyborach do Senatu może być elementem odwracającym uwagę lub wręcz przeszkadzającym - dodała.

Pojawiły się aniołki i ona, Katarzyna Lenart. Kandydatka SLD wyborczym spotem, w którym robi striptiz, zasłużyła na miano upadłego anioła...

Michał Krzymowski z "Wprost" ocenił jej 'występ' jako kuriozum. - Partia lewicowa powinna walczyć z wszelkimi przejawami seksizmu i traktowania kobiet jako przedmiotu. To jakieś samoupokorzenie, rzecz niezrozumiała - stwierdził w TOK FM.

Debata Kaczyński-Lis i "efekt Klejnowskiej"

W tej kampanii nie doszło do prawdziwej debaty liderów. Rolę widowiska, które telewidzowie obejrzeli jak walkę na ringu, przejął wywiad, jakiego Jarosław Kaczyński udzielił na żywo Tomaszowi Lisowi w jego programie w TVP1. Choć większość internautów przyznała merytoryczne zwycięstwo Lisowi ("udało mu się pokazać prawdziwą twarz prezesa, choć zapłacił za to wysoką ceną"), nie da się ukryć, że show skradł Kaczyński.

Przez całą rozmowę unikał odpowiedzi na drażliwe pytania i prowokował Lisa protekcjonalnym tonem i osobistymi uwagami. Na koniec Lis zaliczył poważną wpadkę: wmawiał prezesowi, że jego "aniołek" Ilona Klejnowska startuje z Bydgoszczy, nie z - Płocka. Zostało to wyśmiane przez komentatorów. Czytaj relację z debaty >>>

Spoty wyborcze: dziwne, słabe, w złym guście

A miało ich nie być. PO chciała uchwalić zakaz reklamowania się partii w telewizji, radiu i prasie. Trybunał Konstytucyjny zdecydował jednak, że partię mogą rozwieszać billboardy i kręcić spoty. Po decyzji TK premier mówił, że "szkoda pieniędzy, które zostaną wyrzucone na billboardy i spoty".

No i zaczęło się. Na podstawie tych najgorszych, zastanawiamy się czy była to dobra decyzja.

Wybory będą nieważne?

To może być decyzja, która może doprowadzi do unieważnienia wyborów. PKW odmówiła rejestracji list Nowej Prawicy we wszystkich okręgach wyborczych, w tym w Warszawie. Ugrupowanie wystawi swoich kandydatów tylko w 21 okręgach. Tym samym Janusz Korwin-Mikke, który miał kandydować z 19. okręgu wyborczego - właśnie z Warszawy, w tych wyborach nie wystartuje.

Partia Janusza Korwin-Mikkego złożyła skargę do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego i Sądu Najwyższego. SN postanowił jednak, że nie nada biegu tej sprawie. Zdaniem sądu protest został bowiem złożony przedwcześnie. Zgodnie z Kodeksem wyborczym, protesty wyborcze są składane już po wyborach, w terminie siedmiu dni, liczonym od dnia ogłoszenia wyników w Dzienniku Ustaw RP.

O krzywdzącej - zdaniem Korwin-Mikkego - decyzji PKW, Nowa Prawica zawiadomiła też Biuro Instytucji Demokratycznych i Praw Człowieka (ODIHR) przy OBWE.

OdS bez Kalaty i Króla

- Chcemy pokazać, że ta polityka mniejsza jest polityką robioną według wyższych standardów niż ta rzekomo wyższa warszawska. Nie chcę nikogo urazić, ale uważamy, że te wyższe standardy powinny być wniesione na forum polskiego parlamentu - tak o idei, która przyświeca kandydatom OdS mówił w TOK FM jeden z inicjatorów ruchu, prezydent Wrocławia Rafał Dutkiewicz.

Z poparciem Obywateli do Senatu wystartują m.in. b. senator Tomasz Misiak, szef BCC Marek Goliszewski, politolog Grzegorz Kostrzewa-Zorbas, działacz Solidarności, obecny poseł Bogdan Lis, obecny poseł Marian Filar, szef "Wspólnoty Polskiej" Longin Komołowski oraz b. wiceminister finansów Stanisław Gomułka.

W wyborach nie wezmą udziału b. minister pracy z ramienia Samoobrony Anna Kalata i b. redaktor naczelny "Wprost" Marek Król. Okręgowe komisje wyborcze odmówiły im rejestracji, kwestionując załączone podpisy poparcia.

Palikot, czarny koń tych wyborów?

Świński ryj, antyklerykał i skandalista. Tak jeszcze do niedawna postrzegano Janusza Palikota. Zaledwie rok po rejestracji jego Ruch Poparcia osiąga znakomite wyniki w sondażach i ma szanse być trzecią siłą w Sejmie. To może być czarny koń tych wyborów.

Na korzyść Palikota niewątpliwie działa to, że wciąż jest o nim głośno. Widać to wyraźnie w badaniach popularności w sieci - Palikota dotyczy ok. 20 proc. wszystkich komentarzy. Opinie pozytywne przeważają nad negatywnymi.

- Po premierze Tusku jest najbardziej rozpoznawalnym politykiem. Praktycznie nie wychodzi z mediów. Ma wdzięk. Jest inteligentny, bystry. Potrafi przyjąć "na maskę" nawet najcięższe zarzuty i spływa to po nim lekko, co jest pewnym rodzajem sprawności medialnej - mówił Wiesław Władyka z "Polityki".

Roman Imielski z "Gazety Wyborczej" medialnej atrakcyjności partii upatrywał gdzie indziej: - To jedna wielka zbieranina najprzeróżniejszych ludzi - od Samoobrony do skrajnie lewicowych środowisk. Trudno więc dziwić się, że tym melanżem interesują się media. Bo to bardzo dobry temat do sprzedania.

Czytaj więcej o tajemnicy popularności byłego polityka PO.

Merkelgate zamiast Smoleńska

Nie Rosja, nie katastrofa smoleńska tylko nasi zachodzi sąsiedzi Niemcy i ich kanclerz Angela Merkel, zostali przez prezesa PiS wciągnięci w końcówkę kampanii wyborczej. Pytanie tylko czy z dobrym skutkiem.

Jarosław Kaczyński w swojej książce "Polska naszych marzeń" napisał osobny rozdział o Angeli Merkel, w którym padło m.in. stwierdzenie, że jej kanclerstwo "nie było wynikiem czystego zbiegu okoliczności".

Media polskie i niemieckie szybko podchwyciły ten wątek pisząc, że Kaczyński znów sięgnął w kampanii wyborczej po niemiecką kartę, a rolę "złego Niemca" odgrywa tym razem pani kanclerz.

Na finiszu kampanii w sprawie już nazywanej Merkelgate, wypowiedzieli się m.in. b. szefowie polskiej dyplomacji. "Czujemy się w obowiązku wyrazić głęboki sprzeciw wobec ostatnich wypowiedzi prezesa Jarosława Kaczyńskiego o stosunkach polsko-niemieckich" - napisali: Władysław Bartoszewski, Andrzej Olechowski, Włodzimierz Cimoszewicz, Dariusz Rosati i Adam Daniel Rotfeld.

Więcej o: