Orlen dogadał się z Jukosem w sprawie Możejek

Największa polska inwestycja zagraniczna stanie się faktem. PKN Orlen porozumiał się z Jukosem i za ponad 2,5 mld dol. kupi od niego litewską rafinerię Możejki
O tym, że umowa na zakup Możejek jest już gotowa, poinformował wczoraj na konferencji prasowej premier Litwy Algirdas Brazauskas. - Brakuje jeszcze kilku szczegółów, ale bez problemu można podpisać porozumienie w ciągu kilku dni - powiedział w Wilnie. A bez zgody litewskiego rządu do transakcji by nie doszło, bo państwo ma nieco ponad 40 proc. akcji Możejek i ma prawo weta wobec decyzji Jukosu.

W Orlenie potwierdziliśmy, że umowa jest praktycznie gotowa. - Wyjaśniliśmy wszystkie sporne kwestie. O szczegółach nie będę jednak mówił, dopóki nie zostaną złożone podpisy - powiedział nam wysokiej rangi przedstawiciel PKN. Nieoficjalnie dowiedzieliśmy się, że za należące do Jukosu akcje Możejek (53 proc.) PKN zapłaci około 1,49 mld dol. Ponad miliard dolarów będzie kosztował pakiet będący w rękach rządu. Dodatkowo polska firma zobowiązała się zainwestować w Możejki kolejny miliard dolarów. W zamian PKN dostanie rafinerię (nieco mniejszą od płockiej), 20 należących do niej stacji benzynowych oraz terminal naftowy w Butyndze i łączący go z Możejkami ropociąg.

Kiedy może dojść do sfinalizowania transakcji? Przedstawiciele Orlenu odmawiają komentarzy. Wiadomo jednak, że od połowy kwietnia losy inwestycji PKN na Litwie są w rękach sądu w Nowym Jorku. Na wniosek ustanowionego w Moskwie zarządu komisarycznego Jukosu zablokował on sprzedaż akcji Możejek. Termin blokady upływa już w czwartek o północy, więc teoretycznie następnego dnia może dojść do podpisania umowy.

Być albo nie być Orlenu

Dla pozostałych zainteresowanych Możejkami koncernów rosyjskich (TNK_BP i Łukoil) czy dla kazachskiego KazMunaiGazu walka o litewską rafinerię to tylko kolejny etap rozwoju. Dla PKN Orlen to walka o życie, dlatego za pakiet Jukosu zaoferował krocie.

Zarząd Orlenu obawiał się powtórzenia sytuacji z początku dekady, kiedy PKN walczył o słowacką spółkę paliwową Slovnaft, ale został przelicytowany przez węgierski koncern MOL. Jak bolesna była to porażka, płocka firma przekonała się już dwa lata później. Wsparty wiedzą i pieniędzmi Węgrów Slovnaft stał się jednym z największych eksporterów paliw do Polski. Słowacy przejęli znaczną część rynku na południu kraju, w tym Górny Śląsk, gdzie sprzedaje się najwięcej paliw w kraju.

Ryszard Kaczmarek, współwłaściciel biura maklerskiego Reflex zajmującego się monitorowaniem rynku paliw, w rozmowie z "Gazetą" nie krył, że wejście Rosjan do Możejek mogłoby oznaczać powtórkę historii ze Slovnaftem. - Rosjanie mogliby sprzedawać benzynę i olej napędowy po minimalnych kosztach. Polskim spółkom trudno byłoby rywalizować z nowym właścicielem Możejek - uważa Kaczmarek. Kupno litewskiej rafinerii oddala widmo ewentualnej wojny cenowej na polskich stacjach, do jakiej mogłoby dojść, gdyby to Rosjanie weszli na Litwę.

Raz na górze, raz na dole

Walka o Możejki rozpoczęła się jesienią ubiegłego roku. To wtedy gnębiony przez Kreml Jukos zapowiedział sprzedaż udziałów w litewskiej spółce. Koncern musi sprzedać majątek, bo popadł w tarapaty finansowe oskarżony przez rosyjskie władze o gigantyczne nadużycia podatkowe.

Początkowo Możejkami interesowały się tylko PKN Orlen oraz KazMunaiGaz. Dopiero później do walki wkroczyli Rosjanie. Wydawało się, że Orlen na kupno Możejek ma niewielkie szanse. Premier Brazauskas kilkakrotnie mówił, że z chęcią widziałby inwestora posiadającego własne złoża ropy. PKN jako jedyny z oferentów własnych pól naftowych nie ma. Litwini obawiali się po prostu o ciągłość dostaw ropy od Rosjan. W przypadku porażki mogliby oni zakręcić kurki.

Orlen uspokoił Litwinów, ogłaszając, że w takim przypadku dowoziłby ropę do Butyngi tankowcami.

Nie wiadomo jednak, czy obawy o solidność dostaw są uzasadnione. Polska spółka razem z kupionym w ubiegłym roku czeskim Unipetrolem oraz Możejkami będzie rocznie importowała z Rosji około 35 mln ton ropy (kilkanaście procent eksportu rosyjskich koncernów paliwowych). PKN będzie wtedy największym odbiorcą rosyjskiej ropy, a Rosjanie, zakręcając kurek, naraziliby się na poważne straty.