Wykupione zwierzęta uniknęły śmierci

W sobotę Studenci dla Wolnego Tybetu i Klub ?Gaja" wykupili przeznaczone na zabicie zwierzęta. Dożyją spokojnie starości w ośrodku chrześcijańskiej wspólnoty
Młodzi działacze uczcili w ten sposób siedemdziesiąte urodziny XIV dalajlamy - politycznego i duchowego przywódcy Tybetańczyków i laureata Pokojowej Nagrody Nobla.

- Zwyczaj wykupywania zwierząt dla podarowania im życia to stara tybetańska tradycja. Robi się to w jakiejś dobrej intencji. Zawiązuje się im pięciokolorową lub czerwoną kokardkę i to jest znak, że tego zwierzęcia nie wolno zabić - mówi Adam Kozieł z Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka, pomysłodawca akcji wykupienia zwierząt. Zrealizowało ją, za zebrane specjalnie w tym celu pieniądze, Stowarzyszenie Studenci dla Wolnego Tybetu.

- Intencją jest długie życie Dalajlamy i wolność dla narodu tybetańskiego, któremu grozi kulturowa i fizyczna zagłada z powodu trwającej od pięćdziesięciu lat chińskiej okupacji - mówi Lilianna Skoczylas ze stowarzyszenia.

W akcji pomógł im Klub "Gaja", który kilka lat temu rozpoczął akcję wykupywania koni przeznaczonych na rzeź. "Gaja" znalazła miejsce, gdzie wykupione przez Studentów zwierzęta dożyją spokojnie naturalnej śmierci: gospodarstwo Chrześcijańskiej Grupy Wsparcia. - Mieszkają u nas bezdomni trzeźwiejący alkoholicy. Zwierzaki uczą ich miłości, cierpliwości i odpowiedzialności. Komuś, kto doznał i uczynił w życiu wiele zła, czasem łatwiej jest nawiązać kontakt ze zwierzęciem niż z człowiekiem - mówi pastor Ryszard Zimoń.

Gospodarstwo znajdujące się we wsi Leszczyny Małe pod Pabianicami jest jego własnością - oddał je na potrzeby wspólnoty. Mieszka w nim już m.in. Grom - koń ślepy na jedno oko, kilka przygarniętych psów, Pan Perliczka (ma tak przenikliwy głos, że z gospodarstwa uciekły szczury) i kanarek, który odkąd zamieszkał we wspólnocie, przestał sobie wyskubywać pióra.

W sobotę dołączyły do nich kolejne wykupione przez Studentów. Półroczny knurek Rudy po wykastrowaniu miał iść pod nóż. W gospodarstwie pożyje dobre kilkanaście lat. Zaprzyjaźni się może z loszką (samica dzika) Dzidką, która - jak zachwalał jej poprzedni właściciel - jest w wieku, kiedy ma najlepsze mięso. Do gospodarstwa trafiły też dwie owce rasy mięsnej: Nima (z tybetańskiego - Słońce) i Dała (tyb. - Księżyc). Ich poprzedni właściciele likwidowali stado. Młodsze owce mogą trafić do rozrodu, ale Nima i Dała mają już po pięć lat, więc są w wieku "rzeźnym". Teraz mają szansę przeżyć kilkanaście lat.

Przyszła też gąska Karpo (tyb. - Biała) i koza Zuza. Za kilka dni dołączy do nich krowa wykupiona prosto z rzeźni.

- Ucieszą się dzieci, które zapraszamy do naszego gospodarstwa. To dzieci z ubogich rodzin i dzieci niepełnosprawne. Dla nich takie "zoo" to atrakcja i przyjemność: można się przytulić do zwierzaka, nakarmić, poobserwować. To uczy wrażliwości na świat - mówi pastor Zimoń