Koncern Sony wykupuje Hollywood

Japoński koncern Sony sfinalizował przejęcie legendarnego hollywoodzkiego studia filmowego Metro-Goldwyn-Mayer za 4,9 mld dol.
Symbol 81-letniej wytwórni - ryczący lew - rozpoznawalny na całym świecie, poprzedza takie filmy, jak: "Przeminęło z wiatrem", "Ben Hur" czy serie "Różowa Pantera", "Agent 007" i "Rocky". Teraz lew jest już własnością Japończyków.

MGM przejęło Sony wspierane przez fundusze inwestycyjne i sieć kablową Comcast. Dzięki umowie podpisanej jeszcze we wrześniu ubiegłego roku Japończycy będą właścicielem największej biblioteki filmów na świecie liczącej ok. 7,6 tys. tytułów (z tego 4,1 tys. przypada na przejęty MGM). Analitycy rynku filmowego oceniają, że co drugi kolorowy film wyprodukowany w Hollywood należy teraz do Sony.

Koncern musiał jednak głęboko sięgnąć do skarbca: 4,9 mld dol. w akcjach i gotówce, z czego 1,9 mld poszło na spłatę długów hollywoodzkiej wytwórni. Na transakcję dopiero przed tygodniem zgodziła się Komisja Europejska.

MGM to ostatnia duża wytwórnia filmowa w Hollywood, która nie należała do większej grupy medialnej, jak np. Warner Bros. (koncern Time Warner) czy Paramount Pictures (koncern Viacom).

Rodem z Warszawy

W Hollywood 81 lat temu połączyły się trzy firmy: Metro Picture Corporation, Goldwyn Picture Corporation i Louis B. Mayer Pictures. W ten sposób powstała słynna wytwórnia Metro-Goldwyn-Mayer.

Jeden z jej założycieli Samuel Goldwyn urodził się w żydowskiej rodzinie w Warszawie (jako Samuel Gelbfish). Zanim zainwestował w filmowy biznes i stał się jednym ze współtwórców Hollywood, majątek zrobił na handlu rękawiczkami w Nowym Jorku.

Przed II wojną MGM był największą wytwórnią filmową świata. W 1957 r. po raz pierwszy przyniósł straty i dni największej potęgi zaczęły przechodzić do historii.

W 1969 r. wytwórnię kupił multimiliarder ormiańskiego pochodzenia Kirk Kerkorian (dorobił się majątku na kasynach gry w Las Vegas) i był jej właścicielem... trzykrotnie. 17 lat później sprzedał ją Tedowi Turnerowi, ówczesnemu właścicielowi telewizji CNN, by odkupić ją po kilku miesiącach i znów sprzedać, tym razem Włochowi Giancarlo Parettiemu, biznesmenowi o podejrzanej reputacji. Ponieważ nie spłacał on długów, kontrolę nad MGM przejął główny wierzyciel - francuski bank Credit Lyonais.

W 1996 roku Kerkorian wrócił do gry, odkupując firmę za 1,3 mld dol. i przeprowadzając restrukturyzację. Do kolejnej sprzedaży wytwórni przymierzał się od 2002 roku, licząc na... 7 mld dol. Rozmawiał m.in. z największym medialnym koncernem świata Time Warner, który oferował 4,6 mld dol. w gotówce. Time Warner zrezygnował jednak z licytacji z Sony, mając świeżo w pamięci swój kosmicznie drogi i w konsekwencji niefortunny zakup operatora internetu America OnLine.

Na Hobbita musimy poczekać

W zakupie MGM kluczową rolę odegrał kierujący amerykańskim oddziałem Sony Howard Stringer. Nagroda go nie minęła. Stringer został prezesem japońskiego koncernu (pierwszym obcokrajowcem na tym stanowisku).

Wielu analityków uważa, że koncern Sony powinien się raczej skupić na inwestycjach w branżę elektroniczną, a nie w filmową. Tymczasem Japończycy konsekwentnie budują swe filmowe imperium od czasu przejęcia w 1989 roku wytwórni Columbia za 3,4 mld dol.

Sony wie swoje: bogata filmoteka ułatwi firmie i jej sojusznikom wprowadzenie na rynek nowej technologii zapisu wideo, która ma zastąpić płyty DVD (na nowych płytach można by zapisywać filmy z telewizji cyfrowej wysokiej rozdzielczości). Sony popularyzuje format Blu-ray (z użyciem niebieskiego lasera) i walczy z firmami Toshiba i NEC, które forsują swoją technologię HD DVD.

Wspierająca Sony w zakupie sieć kablowa Comcast poinformowała, że stworzy specjalny kanał tematyczny, w którym pojawią się filmy z powstałej megabiblioteki i zainwestuje weń 300 mln dol.

Co dalej z zatrudniającą 1,3 tys. osób i mającą prawie 1,9 mld dol. rocznych obrotów wytwórnią filmową MGM? Jej studia dokończą rozpoczęte już filmy, np. spodziewaną na jesieni w kinach kolejną komedię z cyklu "Różowa Pantera", tym razem ze Steevem Martinem. Będą też rozwijać popularny na całym świecie serial telewizyjny "Stargate SG-1". Kolejne filmy MGM będzie już jednak robić w koprodukcji z Sony Pictures. Ryczący lew z pewnością więc nie zniknie. Nie wiadomo natomiast, co Sony zrobi z należącą do MGM mniejszą wytwórnią United Artists.

Na połknięciu MGM przez Sony ucierpią wielbiciele książek Johna R.R. Tolkiena. Filmowa adaptacja "Hobbita" nie trafi na ekrany w najbliższych latach. Peter Jackson, reżyser "Władcy pierścieni", przyznał właśnie, że przeszkodą w szybszym rozpoczęciu zdjęć jest przejęcie MGM. Tymczasem prawa do adaptacji są podzielone między nią a New Line Cinema - część koncernu Time Warner. Najpierw muszą porozumieć się prawnicy.