Jedzmy baraninę, bo zdrowa

Mięso owiec to zdrowotny fenomen, ale Polacy praktycznie go nie znają. Bo trudno je w sklepach dostać, a jak już jest, to bardzo drogie i często złej jakości
Baranina to jedyny rodzaj mięsa, na którego cenę, podaż i popyt nie wpłynęło nasze wejście do Unii. Nie mogło wpłynąć, bowiem w Polsce nie ma praktycznie rynku mięsa owczego - właściwie 100 proc. hodowanych w kraju jagniąt eksportujemy, a do naszych sklepów trafia z rzadka, i to słabej jakości mięso ze starszych owiec.

W tej sytuacji ceny dyktowali i dyktują nadal zachodni odbiorcy - dla rolników są one ciągle zbyt niskie, by hodowla mogła się intensywnie rozwijać, dla polskich konsumentów zbyt wysokie, by rósł krajowy popyt.

Naukowcy uznają mięso owiec za fenomen z biologicznego i medycznego punktu widzenia. - U owiec nie stwierdzono nowotworów złośliwych, bo w ich organizmie jest czynnik ochronny - mówi Tomasz Rokicki z SGGW, specjalista w dziedzinie owczarstwa.

Dlatego lekarze w Europie Zachodniej zalecają spożywanie mięsa i mleka owczego jako żywności niezwykle zdrowej. Skutek tego jest taki, że rynek mięsa owczego to jedyny rynek rolny w UE, gdzie występuje niedobór - konieczny jest import, by pokryć zapotrzebowanie konsumentów na mięso. Przeciętny mieszkaniec "starej" Unii - według danych FAO za rok 2003 - zjada zaś rocznie blisko 1,3 kilograma mięsa baraniego, mieszkaniec nowo przyjętej do UE Dziesiątki tylko mniej więcej 0,2 kg (wyjątkiem jest Cypr, gdzie spożycie baraniny wraz z koźliną przekracza 12 kg rocznie na osobę). Polska jest jedynym krajem wśród wszystkich 25, który nie istnieje w światowych statystykach - jako roczne spożycie mięsa baraniego i koziego podaje się liczbę zero.

Polscy konsumenci na ogół nie mają pojęcia o zdrowotnych walorach jagnięciny, a do tego wolą tańsze gatunki mięsa.

- Za kilogram żywego jagnięcia dostaję 7 zł, co oznacza, że na półce w sklepie kilogram mięsa musi kosztować ok. 40 zł. Na tak drogie mięso trudno w kraju znaleźć nabywców - mówi Ryszard Świątalski, hodowca spod Dobrzynia, który wszystkie jagnięta, jakie rodzą się w jego gospodarstwie (ok. 120 sztuk rocznie), sprzedaje do Unii, głównie do Włoch.

I tak powstaje błędne koło: hodowcy nie dbają o rynek krajowy, bo nie ma tu popytu na baraninę, z drugiej strony popyt nie rośnie, bo hodowcy nie dbają o jego zaopatrzenie. A sam eksport nie spowoduje rozwoju tej produkcji, zwłaszcza że Unia zapowiada ograniczanie transportu żywych zwierząt, a WTO domaga się szerszego otworzenia bram Unii przed tańszą baraniną z Nowej Zelandii i Australii.

Tymczasem jagnięcina polecana jest jako żywność dietetyczna, szczególnie dla małych dzieci i ludzi starszych. Jest ona bogatym źródłem potasu, fosforu, żelaza, cynku i siarki, a także witamin. Pediatrzy zalecają, aby dodatkiem w żywieniu niemowląt była nie cielęcina, lecz właśnie jagnięcina.

- Organizm owiec wytwarza dużo kwasów orotowych [??-kor.], które są wykorzystywane do produkcji antyrakowych preparatów medycznych i leków - mówi Tomasz Rokicki. - Według lekarzy kwasy te znajdują się we wszystkich ich organach i mięśniach, a zwłaszcza w wątrobie, śledzionie, sercu i w mleku. Wyciągi z wątroby i śledziony są od dawna stosowane w leczeniu chorób złośliwych.

Do początku lat 90. hodowla owiec w Polsce kwitła, bo mamy doskonałe warunki do rozwoju owczarstwa. Zwłaszcza w regionach, gdzie jest dużo użytków zielonych, na przykład na Podlasiu, Mazurach i na terenach górskich.

Jeszcze w 1989 roku mieliśmy ok. 5 mln owiec, ale były to zwierzęta hodowane na wełnę. Kiedy skończyło się zapotrzebowanie na polską wełnę - zalał nas import z Australii, a polskie zakłady włókiennicze upadły - rolnicy pozbyli się zwierząt.

Teraz powoli hodowla się odradza, mamy w kraju ok. 320 tys. sztuk, ale są to rasy mięsne lub mleczne. Rolnicy chętnie powiększaliby stada, ale mówią że bez pomocy państwa nie zdołają tego zrobić, bo w przeciwieństwie do farmerów ze "starej" Unii nie dostają dopłat do owiec, lecz tylko do hektarów.

- Zachód płaci nam mniej niż swoim, a my musimy to akceptować, bo w kraju nikt od nas nawet po tej cenie nie kupi. Do tego rolnicy np. we Francji jeszcze za każdą owcę-mamkę dostają pieniądze. Rząd powinien nas jakoś wspierać, np. poprzez dopłaty do postępu biologicznego, jeśli chce, byśmy rozwijali produkcję - mówi szef Polskiego Związku Owczarskiego Ryszard Świątalski.

Według Rokickiego rząd najlepiej wesprze rolników, jeśli rozpropaguje wśród konsumentów zdrowotne walory mięsa owczego. - Każdy rodzaj mięsa można wypromować. Unia ma fundusze na promocję spożycia mięsa, trzeba tylko się do Brukseli zwrócić z wnioskiem, by ta promocja objęła baraninę. To powinien zrobić rząd wspierany przez organizacje konsumenckie i producentów owiec - radzi Witold Choiński z organizacji Polskie Mięso skupiającej producentów, eksporterów i importerów mięsa.