Przełom w procesach zabużańskich?

Sąd Apelacyjny w Gdańsku przyznał w czwartek 5,7 mln zł odszkodowania czwórce zabużan za nieruchomości pozostawione na terenach Białorusi i Ukrainy. Tę kwotę wraz z odsetkami skarb państwa ma wypłacić w ratach rozłożonych na 10 lat
O tym sensacyjnym wyroku poinformował nas adwokat zabużan Roman Nowosielski, który nie krył zaskoczenia takim obrotem sprawy. W styczniu tego roku gdański Sąd Okręgowy - rozpatrujący sprawę w pierwszej instancji - oddalił bowiem roszczenia jego klientów. Stwierdził, że z umów, które w 1944 r. ówczesne władze polskie zawarły z republikami radzieckimi, nie wynika wprost prawo do odszkodowań.

Teraz Sąd Najwyższy?

Nowosielski liczy się z tym, że reprezentujący skarb państwa wojewoda pomorski wystąpi teraz do Sądu Apelacyjnego z wnioskiem o wstrzymanie wykonalności jego orzeczenia, a następnie skieruje kasację do Sądu Najwyższego. Gdański adwokat nie ma jednak wątpliwości, że zabużanie będą górą, bo - jak twierdzi - sąd ten wydał ostatnio kilka korzystnych dla nich wyroków.

Uznał np., że zabużanie powinni byli jedynie zgłosić swoje roszczenia, a na skarbie państwa spoczywał obowiązek zaproponowania im stosownego ekwiwalentu, np. w postaci nieruchomości. Skoro państwo tego nie zrobiło, dopuściło się czynu niedozwolonego, a w konsekwencji dało zabużanom pretekst do roszczeń odszkodowawczych w gotówce.

Przełom, ale dla nielicznych

Mecenas Nowosielski twierdzi, że gdański precedens może otworzyć drogę do pełnych odszkodowań, ale tylko co najwyżej 300 zabużanom, którzy wystąpili na drogę sądową przed wejściem w życie ustawy odszkodowawczej. Sam Nowosielski powiedział "Gazecie", że prowadzi setkę tego typu spraw.

Ustawa odszkodowawcza obowiązuje od niespełna dziewięciu miesięcy i zakłada symboliczne rekompensaty. Zabużanom kupującym nieruchomości państwowe na przetargach zalicza się bowiem na poczet ceny 15 proc. wartości utraconego majątku, ale nie więcej niż 50 tys. zł.

Rząd i Trybunały

Tymczasem rząd szykuje już nowelizację tej ustawy. Projekt ma powstać do końca listopada, ale już teraz wiadomo, że nie będzie w nim mowy o podwyższeniu rekompensaty.

P.o. dyrektora departamentu regulacji rynku nieruchomości w resorcie infrastruktury Katarzyna Szarkowska przyznaje, że zmiany wymusił Europejski Trybunał Praw Człowieka w Strasburgu. Pod koniec czerwca dał on polskim władzom sześć miesięcy na zawarcie ugody z Jerzym Broniowskim. To zabużanin, który walczy o odszkodowanie za dom pozostawiony przez jego babkę we Lwowie.

Gdyby rząd zignorował wyrok Trybunału, ten wróciłby do sprawy Broniowskiego, a ponadto zająłby się 167 podobnymi skargami czekającymi w Strasburgu na rozpoznanie. Ponieważ Europejski Trybunał Praw Człowieka nie wypowiedział się w kwestii formy i wysokości odszkodowań, rząd nie zamierza jej dotykać.

Tym bardziej, że ograniczenie wysokości rekompensaty do 50 tys. zł zaskarżyła do Trybunału Konstytucyjnego grupa posłów z Platformy Obywatelskiej. Szarkowska nie kryje, że rząd zamierza czekać na werdykt w tej sprawie.

Na razie z ustawy ma zniknąć przepis, który pozbawia rekompensaty tych, którzy w przeszłości dostali już jakąś nieruchomość od państwa. Wśród tych osób jest także sam Broniowski. Ponadto rząd chce zmodyfikować niektóre niejasne przepisy np. w kwestii wycen.

Poprawki zgłoszą też najpewniej posłowie. Jednak politycy ze wszystkich liczących się ugrupowań jak jeden mąż podkreślają trudną sytuację budżetu państwa (pisaliśmy o tym w "Gazecie" z 24 czerwca), i dlatego zabużanie mogą raczej liczyć tylko na zniesienie górnego pułapu rekompensaty.

Miliardowe roszczenia

Odszkodowania należą się przeszło 4 tys. zabużanom i ich spadkobiercom, którzy mają już w ręku zaświadczenie bądź decyzję potwierdzającą prawo do ekwiwalentów za mienie pozostawione po wojnie w ZSRR. Ich łączna wartość przekracza 3 mld zł. Na rozpatrzenie czeka jeszcze ok. 83 tys. wniosków o ekwiwalenty, których wartość resort skarbu ocenia na blisko 10 mld zł. (