"Romowie z Koszar od lat żyją w szambie, które spływa z położonego wyżej budynku"

Ewa Jankowska
Romowie w "normalnych" czasach byli traktowani jak obcy, a co dopiero w kryzysie. Funkcjonują w świadomości społecznej jako źródło zarazy, bo nie dbają o higienę i nie zachowują dystansu, więc mogą łatwo zakażać innych - mówi Joanna Talewicz-Kwiatkowska, Romka, prezeska Fundacji w Stronę Dialogu, promującej wielokulturowość.

W jakiej sytuacji znaleźli się Romowie w związku z pandemią koronawirusa?

Sytuacja Romów jest bardzo zróżnicowana, zarówno pod względem kulturowym, społecznym, jak i ekonomicznym. Wiele czynników sprawiło, że duża część Romów żyje na marginesie społeczeństwa, na granicy ubóstwa lub w skrajnym ubóstwie. A pandemia, jak każdy inny kryzys, wyostrzyła problemy, które Romowie i tak już mieli.

W Rumunii 70 procent Romów nie ma dostępu do bieżącej wody ani sanitariatów, w Polsce nigdy nie było aż tak źle, choć są miejsca takie jak Koszary czy Maszkowice w Małopolsce, gdzie warunki są fatalne. W Koszarach mieszka 100-osobowa społeczność romska. Dosłownie żyją w szambie, które od lat spływa do osady z położonego wyżej budynku, w którym źle zainstalowano kanalizację. Nie ma asfaltu, więc ludzie chodzą po tym szambie. Jest tam kontener, w którym zorganizowano świetlicę dla dzieci. Prowadzi ją Romka - Jolanta Kądziołka. Osiedle w  Maszkowicach jest również czymś w rodzaju osady - kilkadziesiąt domków, niektóre to samowole budowlane, nie spełniają wymogów bezpieczeństwa. W 2016 roku wskutek pożaru zginęło tam dziecko. W Gdańsku 60-osobowa grupa imigrantów romskiego pochodzenia ma do dyspozycji jeden hydrant z wodą.

W takich warunkach przestrzeganie wymogów regularnej higieny, dystansu społecznego jest bardzo utrudnione, o ile w ogóle możliwe. Maseczki, płyny dezynfekujące to towar luksusowy - jeżeli Romów nie stać na jedzenie, to za co mają kupić jakiekolwiek środki zabezpieczające? Na szczęście po interwencji Rzecznika Praw Obywatelskich i kilku publikacjach prasowych otrzymali jakieś wsparcie.

Gdy zajęcia szkolne przeniosły się do sieci, dzieci romskie w wielu miejscach w Polsce dotknęło również wykluczenie cyfrowe.

Ten problem dotyczy nie tylko Romów, ale wszystkich rodzin, które żyją w biedzie. Jak nie ma na jedzenie, to nie ma i na komputer. W Koszarach jest starsza kobieta, która chodzi z osady do szkoły po materiały dla dzieci. A gdy wypełnią arkusze z zadaniami, zanosi je z powrotem.

Romowie w "normalnych" czasach byli traktowani jak obcy, a co dopiero w czasach kryzysu. Funkcjonują w świadomości społecznej jako źródło zarazy, bo nie dbają o higienę i nie zachowują dystansu, więc mogą łatwo zakażać innych. 

Przy okazji zbiórki, którą uruchomiliśmy w Fundacji w Stronę Dialogu, aby zaopatrzyć te najbardziej potrzebujące romskie społeczności w maseczki i środki dezynfekujące, wyszło na jaw, jak ogromna jest niechęć Polaków do Romów.

Po lewej: rzeczy wysłane do Koszar przez Fundację w Stronę Dialogu, po prawej: Karol Kwiatkowski z Centralnej Rady Romów i osoby z lokalnego biznesu w Radomiu (fot. K.Kwiatkowska)
Po lewej: rzeczy wysłane do Koszar przez Fundację w Stronę Dialogu, po prawej: Karol Kwiatkowski z Centralnej Rady Romów i osoby z lokalnego biznesu w Radomiu (fot. K.Kwiatkowska)

Jak ludzie zareagowali na zbiórkę?

Wściekłością, że jak możemy pomagać Cyganom, a nie Polakom. Ludzie są przekonani, że Romowie sami są winni, że żyją na marginesie. Że nie chcą się integrować, mają dziwne zwyczaje, są brudni, nieprzystosowani, leniwi, nie lubią Polaków. I jakby pracowali, to stać by ich było na maski. Wiele komentarzy pod postem o zbiórce musieliśmy usunąć, bo były tak wulgarne. Na mnóstwo wiadomości odpisywaliśmy, próbując tłumaczyć, że to nie kultura ani różnice etniczne spowodowały, że wielu Romów żyje w ubóstwie, ale sytuacja polityczno-społeczno-ekonomiczna. I jeśli jeden Rom kogoś okradł, to nie znaczy, że wszyscy Romowie kradną. Ludzie odpisywali: i tak nie zmienimy zdania. W ich opinii Romowie sami zapracowali sobie na taki wizerunek. Jak powiedział mi jeden pan: jako Romka muszę się liczyć z tym, że będę ponosić tego konsekwencje.

Przez wielu jestem traktowana jako wyjątek od reguły, a to nieprawda, takich ludzi jak ja, którzy zdobyli wykształcenie, normalnie pracują, a nawet robią karierę, odnoszą sukcesy, jest mnóstwo. Jesteśmy społecznością bardzo zróżnicowaną, niestety, dominuje przekonanie, że Romowie nic Europie nie dali, wręcz przeciwnie, jedynie na niej pasożytują.

Dlaczego taki stereotyp wciąż funkcjonuje?

Bo ludzie wciąż mają znikomą wiedzę na temat Romów. Na rzecz Romów działam od kilkunastu lat, i mogę powiedzieć bez wahania: pod względem tego, co Polacy o nas wiedzą, nic się nie zmieniło. Większość nie ma pojęcia, że Romowie żyją w Polsce od kilkuset lat, że jest ich tu zaledwie 30 tysięcy, czyli najmniej w Europie Środkowo-Wschodniej. Nie wiedzą, że Romowie pochodzą z Indii oraz że w Holokauście wymordowano nawet 60-80 procent społeczności romskiej. Nie pamiętają, że Polka, która zrobiła największą karierę w Hollywood, była Romką - mowa oczywiście o Poli Negri. Że nie tylko Irena Sendlerowa ratowała dzieci przed Holokaustem, ale Romka Alfreda Markowska również. Że Romem był Charlie Chaplin. Że wśród Romów jest mnóstwo sportowców, artystów, naukowców, którzy odnoszą sukcesy.

Ta narracja jednak nie pasuje do łatki, która przylgnęła do Romów, opinii utrwalanej przez media. O Romach mówi się przede wszystkim wtedy, kiedy kogoś pobiją, napadną na orszak weselny albo gdy są oskarżani o zjedzenie łabędzi w Krakowie. Z Romami kojarzy się bieda, ewentualnie ich folklor - muzyka, taniec. Przy braku innej narracji stajemy się niewidzialni.

Jest mnóstwo Romów w Polsce, którzy nie dość, że nie żyją w biedzie, to stanowią ogromne wsparcie dla tych bardziej potrzebujących - tworzą organizacje i instytucje działające na rzecz społeczności. W Pabianicach mamy Centrum Doradztwa i Informacji dla Romów, w Radomiu Stowarzyszenie Romów "Romano Waśt". Pierwsza tura maseczek, która pojechała do Romów z Koszar, została tam wysłana przez Centralną Radę Romów. Rada organizuje też pomoc dla szpitali radomskich. Wiele jest wspaniałych inicjatyw. To nie tak, że siedzimy w osadach i rozpaczamy nad naszym losem.

Romskie dzieci, które są wspierane przez Asystentów Edukacji Romskiej z Centralnej Rady Romów (fot. Karolina Kwiatkowska)
Romskie dzieci, które są wspierane przez Asystentów Edukacji Romskiej z Centralnej Rady Romów (fot. Karolina Kwiatkowska)

Jak wielu polskich Romów żyje w biedzie?

Nie ma danych na ten temat.

Czy sami Romowie chcieliby zmienić swoje położenie?

Trudno w to uwierzyć, prawda? Niestety, kłamstwo powtarzane tysiąc razy staje się prawdą. Największymi wrogami naszej społeczności są obecnie bierność i apatia. W przypadku części Romów działa tzw. mechanizm wyuczonej bezradności. Mam wrażenie, że funkcjonowanie przez tyle lat na marginesie, bycie traktowanym jak obcy, sprawiło, że Romowie pogodzili się ze swoim losem i położeniem, a wszystko, co nieromskie, postrzegają jako zagrażające.

Romowie od zawsze borykali się z wykluczeniem, w niemal wszystkich aspektach życia społecznego. Cała ta bolesna przeszłość ukształtowała romską tożsamość. To efekt trwających setki lat prześladowań, niewolnictwa, nieuznawania Romów za obywateli, traumy Holokaustu, brutalnej polityki komunistycznej wobec tej społeczności.

Wielu Romów, podobnie jak i wielu Polaków, to przegrani kapitalizmu, nie poradzili sobie ze zmianami wynikającymi z transformacji. Ci, którzy z kolei się dorobili, bo byli przedsiębiorczy, zaczęli wzbudzać jeszcze większą wrogość. Polacy nie byli w stanie zaakceptować awansu społecznego Romów, musieli zrzucić na kogoś winę za swoje niepowodzenia.

Winny jest też nierówny dostęp do edukacji, między innymi segregacji w systemie szkolnictwa w okresie komunizmu. Co ciekawe, dopiero w 2008 roku Ministerstwo Edukacji zakazało segregacji klasowej Romów. Wcześniej zdarzało się, że polskie i romskie dzieci nie tylko uczyły się w osobnych klasach, ale musiały do nich wchodzić osobnymi wejściami. Tak było w Maszkowicach. Niestety, jak wynika z badań, które współkoordynowałam kilka lat temu, problem dyskryminacji romskich dzieci w polskim szkolnictwie wciąż nie został rozwiązany.

Co to były za badania?

Projekt badawczy finansowany przez Fundację Batorego, prowadzony w latach 2010-2011. Naszym celem było sprawdzenie, czy rzeczywiście tak wiele romskich dzieci powinno być objętych edukacją specjalną.

Jaka jest to skala?

Nie ma oficjalnych danych na ten temat, ponieważ zgodnie z przepisami Unii Europejskiej nie można przygotowywać statystyk w oparciu o pochodzenie etniczne. Prowadziliśmy badania, korzystając z informacji, którymi dysponują lokalnie działające organizacje romskie i samorządy.

Dzieci romskie badane przez zespół psychologów z Uniwersytetu Jagiellońskiego rozwiązywały test Matryc Ravena, służący do pomiaru inteligencji. Okazało się, że 70 procent osiągnęło wyniki, które plasowały je w normie lub powyżej normy intelektualnej.

Więc dlaczego trafiały do szkół specjalnych?

Na to pytanie nie otrzymaliśmy jednoznacznej odpowiedzi. Obawiam się, że funkcjonuje też podejście: "mają szczęście, że w ogóle chodzą do jakiejkolwiek szkoły".

Wiele dzieci romskich na początkowym etapie edukacji nie zna jeszcze dobrze języka polskiego. Trafiają do pedagoga szkolnego, który daje im test po polsku w celu określenia ich poziomu intelektualnego. Z racji nieznajomości języka wypadają gorzej niż inne dzieci i automatycznie kierowane są do edukacji specjalnej. Ich rodzice często nie są zorientowani, jak działa system, nie wiedzą więc, co to dokładnie znaczy dla ich dziecka. Nawet jeśli przeszli jakąś ścieżkę edukacji za komuny, to w wielu przypadkach są analfabetami.

Wiele dzieci romskich na początkowym etapie edukacji nie zna jeszcze dobrze języka polskiego (fot. Karolina Kwiatkowska)
Wiele dzieci romskich na początkowym etapie edukacji nie zna jeszcze dobrze języka polskiego (fot. Karolina Kwiatkowska)

Czy coś się zmieniło od czasu tamtych badań?

Niestety nie. Powstał z nich raport wraz z rekomendacjami, co zrobić na poziomie systemowym, żeby zniwelować problem wykluczenia edukacyjnego romskich dzieci. Nie został on jednak wzięty pod uwagę.

Co proponowaliście?

W polskich szkołach funkcjonuje około 90 asystentów edukacji romskiej. Takie osoby mogłyby pełnić kluczową rolę w poradniach pedagogiczno-psychologicznych jako łącznicy między szkołą a rodzinami romskimi. Ich potencjał nie jest jednak wykorzystywany, nie zapewnia się im żadnych szkoleń, dzięki którym zdobyliby wiedzę, jak współpracować z rodzinami romskimi, jak je aktywizować, jak wspierać dzieci w ich ścieżce edukacyjnej.

Niestety, my sami nie jesteśmy w stanie tego zrobić, takie działania wymagają zmian systemowych. Możemy pomagać doraźnie, ale sama pomoc humanitarna na dłuższą metę nic nie zmieni.

Jakiego rodzaju pomoc Romom jest konieczna teraz, w czasie pandemii?

Najważniejsze jest zabezpieczenie ich zdrowia i życia, czyli dostarczenie im maseczek i środków dezynfekujących, ale również informowanie, jakie są objawy koronawirusa, gdzie zgłosić się, jeśli ktoś w społeczności zauważy u siebie symptomy choroby, jakie są możliwości korzystania z opieki zdrowotnej, ze wsparcia ośrodków pomocy społecznej.

Na szczęście wsparcie ze strony romskich organizacji jest ogromne, w wielu przypadkach, jak na przykład w Poznaniu, również ze strony władz miejskich. Wraz z wrocławskim Stowarzyszeniem Nomada przygotowaliśmy specjalne grafiki w dwóch dialektach języka romskiego z takimi informacjami. W Polsce żyją cztery grupy Romów, każda posługuje się innym dialektem.

W następnej kolejności celem jest zapewnienie dzieciom romskim dostępu do edukacji zdalnej. Informacja o zbiórce dotarła do Arcybractwa Miłosierdzia, które zdecydowało się przekazać Romom w Koszarach komputer, a także maseczki i lekarstwa. Między innymi w Radomiu i w Łodzi, dzięki działaniom lokalnych organizacji romskich, z dziećmi już zdalnie pracują romscy asystenci - są pośrednikami między nimi a szkołą, pomagają im w lekcjach. Tam, gdzie brakowało komputerów, udało się je zorganizować.

Czy wiele osób zdecydowało się wpłacić pieniądze na pomoc Romom - kupno maseczek i środków dezynfekujących?

Gdy uruchamiałam zbiórkę, przeszła mi przez głowę myśl: ale kto wpłaci na Romów? Bo to przecież w świadomości wielu inna kategoria ludzi. Więcej entuzjazmu miała pani Monika ze Wspólnoty Hanna, która angażuje się w pomoc osobom wykluczonym - przekonywała mnie, że jesteśmy w stanie zebrać dużo więcej pieniędzy, niż sobie założyliśmy, bo nasza strona ma spore zasięgi. Po kilku dniach trwania zbiórki zmieniła jednak zdanie i przyznała mi rację.

Mimo wszystko udało nam się zebrać ponad 3 tysiące z założonego celu 5 tysięcy złotych. Wsparły nas przede wszystkim organizacje romskie, ale także osoby prywatne. To kwota, za którą jesteśmy w stanie zakupić niezbędne środki ochronne, pytanie, na jak długo im one wystarczą. 

To mocne, co powiem, ale wreszcie spełni się życzenie tych, którzy tak obawiali się dużego przyrostu naturalnego Romów w Europie. Obawiam się, że po pandemii będzie nas znacznie mniej.

Dr Joanna Talewicz-Kwiatkowska (fot. Archiwum prywatne)
Dr Joanna Talewicz-Kwiatkowska (fot. Archiwum prywatne)

Dr Joanna Talewicz-Kwiatkowska. Doktor Antropologii Kulturowej, adiunkt w Instytucie Studiów Międzykulturowych na Wydziale Studiów Międzynarodowych i Politycznych Uniwersytetu Jagiel-lońskiego. Doradca akademicki w Państwowym Muzeum Auschwitz-Birkenau. Absolwentka programu Historical Dialogue and Accountability Program na Columbia University w Nowym Jorku (2018). Autorka i współautorka wielu książek i raportów.

Ewa Jankowska. Dziennikarka i redaktorka, absolwentka Polskiej Szkoły Reportażu. Zaczynała w Wirtualnej Polsce w dziale Kultura, publikowała wywiady w serwisie Ksiazki.wp.pl. Pracowała również w serwisie Nasze Miasto i Metrowarszawa.pl, gdzie z czasem awansowała na redaktor naczelną. Z serwisu lokalnego do magazynu Weekend.Gazeta.pl przeszła w sierpniu 2018 roku.

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

Więcej o: