Czy ludzie dojdą do wniosku, że zakażenie się wirusem może się "opłacać"? Historia zna takie przypadki

Agata Porażka
Ponad 30 lat temu na Kubie chorych zaczęto zamykać w "ładnych więzieniach". Ludzie celowo się zakażali, by się tam dostać. Jeśli wprowadzimy "paszporty odporności", sytuacja może się powtórzyć.

Przedstawiciele rządu w Chile ogłosili 20 kwietnia, że planują wydawać "paszporty odporności", które pozwolą osobom wyleczonym z koronawirusa wrócić do pracy. Nie będą ich także obowiązywać żadne restrykcje związane z epidemią. Planowane są masowe testy, które mają wykazać, kto posiada w organizmie przeciwciała świadczące o odporności na wirusa. Jak donosi "Washington Post", nad podobnym rozwiązaniem zastanawiają się m.in. Niemcy, Brytyjczycy i Amerykanie.

Co na to medycyna? W badaniu przeprowadzonym przez grupę naukowców związanych z Tsinghua University oraz Academy of Military Medical Science pobrano krew od osób, które niedawno wyzdrowiały. Znaleziono u nich przeciwciała IgG. Ale nie wiadomo, przez jaki czas utrzymują się one w organizmie ani czy ich posiadacz na pewno nie zachoruje ponownie.

"Nie ma dowodów na to, że osoby, które wyzdrowiały z choroby COVID-19, wywoływanej przez koronawirusa SARS-CoV-2, są odporne na ponowną infekcję" - poinformowała w komunikacie z 24 kwietnia Światowa Organizacja Zdrowia. Przestrzegła również przed wydawaniem "paszportów odporności". "Osoby, które są przekonane o tym, że nabyły całkowitą odporność na ponowne zakażenie, mogą ignorować zalecenia służb sanitarnych. Wprowadzenie paszportów immunologicznych może przyczynić się więc do rozprzestrzeniania wirusa" - ostrzega WHO.

Jest jeszcze inne zagrożenie. Wydawanie "paszportów odporności" może prowadzić do dyskryminacji, np. na rynku pracy, osób, które nie przechorowały COVID-19. A to z kolei do sytuacji, w których ludzie będą się celowo zarażać wirusem - nawet ryzykując życie.  Podobne rzeczy już się w przeszłości działy.

Wydawanie 'paszportów odporności' może prowadzić do dyskryminacji (fot. Shutterstock)
Wydawanie 'paszportów odporności' może prowadzić do dyskryminacji (fot. Shutterstock)

"Ładne więzienia"

Kraj pogrążony w kryzysie, obywatele podejmujący próby ucieczki do USA, rząd, który potajemnie wyprzedaje obrazy ze zbiorów narodowych - tak wyglądała Kuba w latach 80. W 1986 roku wykryto tu pierwszy przypadek wirusa HIV.

Z dnia na dzień chorych zaczęło przybywać, więc władze postanowiły otworzyć sieć tzw. sanatoriów, w których umieszczane były osoby z pozytywnym wynikiem testu. Do 1993 roku siłą zamykano w nich wszystkich zdiagnozowanych. Każdy musiał podać listę partnerów seksualnych, by oni także mogli zostać zbadani.

Chorzy mieli zapewnione jedzenie, dach nad głową i lekarstwa. Uczestniczyli w obowiązkowych zajęciach, na których dowiadywali się m.in., jaki jest przebieg ich choroby, ale też jak bezpiecznie uprawiać seks. Z czasem zaczęli w zamknięciu tworzyć trupy teatralne i prowadzić zajęcia artystyczne. Mogli także wychodzić poza teren "sanatoriów", ale w towarzystwie acompanantes - pracowników, którzy mieli ich pilnować. Po trzech latach od zdiagnozowania pierwszego przypadku zasady kwarantanny zaczynały ulegać poluźnieniu. Niektóre osoby mogły już opuszczać "sanatoria" bez towarzyszącej im eskorty.

Jak w wywiadzie dla "The North American Congress on Latin America" mówił dr Jorge Pérez Ávila, kubański ekspert do spraw HIV, w szczytowym momencie w miejscach odosobnienia przebywało nawet 10 tysięcy osób.

Dr Jonathan Mann, twórca globalnego programu na rzecz walki z AIDS  powstałego w ramach WHO, nazwał kubańskie "sanatoria" "ładnymi więzieniami". Ale przetrzymywani tam ludzie mieli lepsze warunki życia niż wielu mieszkańców Karaibów.

Według badań "Revitalización urbana, desarrollo social y participación" opublikowanych przez naukowców z Uniwersytetu w Hawanie w latach 90. w slumsach w stolicy kraju 17,5 procent osób nie miało dostępu do wody, a 15,6 procent nie posiadało własnego zaplecza sanitarnego. Dramatyczne konsekwencje ekonomiczne miał też dla Kuby upadek ZSRR. Postępująca bieda doprowadziła do tego, że na wyspach działy się rzeczy, których kubańskie Ministerstwo Zdrowia nie przewidziało.

Władze postanowiły otworzyć sieć tzw. sanatoriów (fot. Shutterstock)
Władze postanowiły otworzyć sieć tzw. sanatoriów (fot. Shutterstock)

Choroba nadzieją na lepsze życie

Kubańskie "ładne więzienia" dawały części społeczeństwa złudne poczucie bezpieczeństwa. Skoro wszyscy chorzy zostali odseparowani, nie ma się czym martwić, można uprawiać przygodny seks. Ale dla wielu "sanatoria" były czymś jeszcze innym - szansą na lepsze życie, choćby i w izolacji, ale w hotelu z cateringiem. Ludzie zaczęli więc celowo zakażać się wirusem - poprzez seks bądź wstrzykiwanie sobie zakażonej krwi - by móc zamieszkać w warunkach, o jakich do tej pory tylko marzyli. W tej grupie wielu to nastolatkowie pozbawieni wsparcia rodzin, dla których pobyt w "ładnych więzieniach" był kuszącą alternatywą dla nędzy.

Relacje z kubańskich "ładnych więzień" są skrajne i często sprzeczne. Niektórzy uważają, że były podręcznikowym przykładem łamania praw człowieka, inni - że dawały szansę na lepsze życie w zdewastowanym kraju. Nawet odpowiedzi na pytania o skuteczność "sanatoriów" w walce z wirusem są niejednoznaczne. Bo choć udało się opanować rozprzestrzenianie się epidemii w kraju, to wewnątrz samych enklaw wirus zaczął mutować. Dla porównania: większość przypadków w USA to jeden szczep - podtyp B. Według informacji "New York Timesa" na Kubie szczepów jest co najmniej 21. Dziesięć nie występuje nigdzie indziej.

Efekty izolacji

W 2009 roku magazyn "POZ" poświęcony tematyce AIDS pisał o osobach, które nawet po zmianie polityki "sanatoriów" - z dożywotniej kwarantanny na osiem tygodni obligatoryjnych wykładów i możliwość opuszczenia miejsca - postanowiły w nich zostać.

W 1994 roku "ładne więzienia" opuściło zaledwie 20 procent pacjentów, a pozostali wybrali życie w zamknięciu. Nikt ich  nie wyrzucał, a poziom życia nadal był tam wyższy niż w slumsach na przedmieściach miast. "Mamy tutaj wielu przyjaciół, czujemy się potrzebni, mamy co robić" - mówili w rozmowie z portalem pacjenci.

W 1994 roku 'ładne więzienia' opuściło zaledwie 20 procent pacjentów (fot. Shutterstock)
W 1994 roku 'ładne więzienia' opuściło zaledwie 20 procent pacjentów (fot. Shutterstock)

Obecnie na Kubie z 14 "sanatoriów" dla nosicieli wirusa i osób chorych zostały trzy - inne zamknięto, a państwo postawiło na system opieki ambulatoryjnej. Jak podaje dr Maria Isela Lantero, dyrektorka ds. AIDS w kubańskim Ministerstwie Zdrowia, cytowana przez "The New York Timesa", w ciągu ostatnich czterech dekad 11 milionów Kubańczyków przeszło łącznie 43 miliony testów w kierunku HIV. Na badania kierowane są osoby powracające z zagranicy, te podejrzane o styczność z chorymi i sklasyfikowane w grupach wysokiego ryzyka.

Zgodnie z raportem ONZ z 2008 roku Kuba osiągnęła najniższy wskaźnik zakażeń HIV i najwyższy poziom leczenia AIDS w regionie Karaibów. Osiem lat później ta sama organizacja donosiła jednak, że "od 2010 r. liczba nowych zakażeń HIV wzrosła o 35 proc., a liczba zgonów związanych z AIDS o 34 proc.".

"Paszporty odporności"

Trzydzieści cztery lata po zdiagnozowaniu pierwszego przypadku HIV na Kubie inny wirus dzieli ludzi. I choć nie ma do dziś jednoznacznej odpowiedzi na pytanie, czy osoby, które wyzdrowiały, są uodpornione na COVID-19, zaczyna się debata nad "paszportami odporności". Czy polityka premiująca tych, którzy przechorowali wirusa, sprawi, że ludzie zaczną się zastanawiać nad celowym zakażeniem? I co się stanie, jeśli będą się decydować na przechorowanie koronawirusa? Ile osób na szali położy życie i zdrowie? Obyśmy nie musieli poznawać odpowiedzi na te pytania.

Agata Porażka. Dziennikarka weekendowego magazynu Gazeta.pl, wcześniej pisała dla Wirtualnej Polski.

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

Więcej o:
Komentarze (70)
Czy ludzie dojdą do wniosku, że zakażenie się wirusem może się "opłacać"? Historia zna takie przypadki
Zaloguj się
  • doomsday

    Oceniono 24 razy 10

    AIDS na Kubie roznieśli żołnierze, którzy wrócili z wojny w Angoli . To był 50 tysięczny korpus.
    Prostytucja w Hawanie kwitnie. Byłem w ubiegłym roku. Na nadmorskiej promenadzie co kilka kroków zaczepiały mnie młode, piękne dziewczyny o europejskiej urodzie, wyglądające na skromne studentki. No i bieda w Hawanie też piszczy. Do tego straszny smog, ciężko oddychać. Miałem być dwa tygodnie, wróciłem po 5 dniach.
    Na Kubę jeżdżą też białe Kanadyjki na seks , płatny. Też wyglądają skromnie w dniu przyjazdu. I nierzadko są to piękne kobiety.
    Czasy są takie, że HIV-a można złapać od każdej kobiety. Może to być bogata, porządnie ubrana 73 letnia pani młodo wyglądająca i może to być piękna , młodziutka dziewczyna z wyglądu przyszła siostra zakonna.

  • pawelekok

    Oceniono 7 razy 7

    Mam nadzieję, że nikt nie wpadnie na pomysł piętnowania (w sensie dosłownym) zakażonych. Bo pomysły znakowania mieszkań objętych kwarantanną już są.

  • keramwistagano

    Oceniono 12 razy 6

    Zamiast duzo gadac i dyskutowac trzeba robic. Co jest lepsze zdechnac na wirusa, zdechnac z nedzy, czy poddac sie na jakis czas dyscypilinie i ocalec? Przeciez nikt nikomu nie bedzie na czole wypisywal, ze jest chory albo zdrowy. Czy chwilowe ograniczenia, majace na celu ochrone najslabszych, sa faszyzmem. Ci najglosniejsi krzykacze to chyba nie lubia swoich dziadkow albo rodzicow.

  • ja.szela

    Oceniono 7 razy 5

    Porównanie zupełnie bez sensu. COVID-19 w przeciwieństwie do HIV jest wyleczalny dla przytłaczającej większości i choćby dlatego kontrolowane zarażenie się nim nie jest aż tak głupie jak zarażanie sią HIV które w latach osiemdziesiątych było choroba śmiertelną dla bodajże 100% nosicieli.

  • justas32

    Oceniono 21 razy 5

    U nas księża mają paszporty odporności - Bóg je im załatwił ...

  • mer-llink

    Oceniono 6 razy 4

    Czy nie prościej, jak kiedyś radził Okudżawa:
    " - Każdemu ... stempelek na łeb przybiło się razu pewnego"?

    U nas do wprowadzenia w 24 h. Pan Szumowski z panem Dworczykiem siadają na barowych stołkach pod Pałacem Namiestnikowskim (aby było wyżej i wygodniej).
    Kolejka podchodzi.
    Podstawia czółko.
    A oni - trraaacchhh!
    I Suweren idzie dalej już zdrowy.

    Pardon: u nasz.

  • pawelekok

    Oceniono 6 razy 4

    Poczas I wojny światowej miliony żołnierzy celowo zarażały się kiłą żeby dostać zwolnienie z wojska. Woleli powoli umierać na kiłę od perspektywy niemal pewnej szybkiej śmierci w ataku na karabiny maszynowe po krótkim życiu w piekle okopów. Dziwki zarażone pobierały dużo wyższe stawki od tych zdrowych.

  • kukunapniu

    Oceniono 14 razy 4

    Ludzie szczepią się na grypę od lat a działa ona zwykle na jeden sezon bo wirus mutuje i szczepionka na mutanta niewiele pomaga, jest to jeden z powodów dla których większość ludzi się na grypę nie szczepi przed sezonem bo nie wiadomo jaka mutacja będzie dominować w tym roku. I tak jest w CORONA virusem, już teraz obserwuje się kilkadziesiąt mutacji i nie wiadomo czy osoby które przeszły jedną wersję są odporne na te nowe.

  • 3ion

    Oceniono 24 razy 4

    "Nie ma dowodów na to, że osoby, które wyzdrowiały z choroby COVID-19, wywoływanej przez koronawirusa SARS-CoV-2, są odporne na ponowną infekcję"
    Jeśli tak jest w istocie, to prace nad szczepionką nie mają sensu, bo oporności nie można nabyć. Nie będzie również odporności stadnej, pandemia potrwa jeszcze długo.
    Więc jak to właściwie jest: czy uczeni pracują nad szczepionką, czy też uczeni nie znaleźli dowodów, że przejście koronawirusa uodparnia na infekcję?

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX