"Uciekaliśmy po Europie przed sanepidem". Jak Polacy podróżują w pandemii

Ewa Jankowska
- To nie są czasy dla podróżników - twierdzi Maja, która ani przez moment nie pomyślała, że mogłaby zrezygnować w czasie pandemii z wyjazdów. Mimo utrudnień, niespodziewanych zwrotów akcji, odwołanych lotów i obowiązku testowania wielu Polaków podróżuje. Czasem za nic sobie mając pandemiczne obostrzenia.

Rafał w czasie pandemii był między innymi w Norwegii, Bośni i Hercegowinie, Burgundii, w Wiedniu, Kijowie, Bratysławie. Pracuje w firmie wynajmującej autokary, jest przewodnikiem i kierowcą. - Uwielbiam podróżować, wozić ludzi po świecie. Cieszę się, że znalazły się osoby, które nie chciały rezygnować w pandemii z podróżowania. Gdy nie obowiązywały limity w liczbie pasażerów, mieliśmy zawsze pełne obłożenie - 50 osób w autokarze. Tylko do Bośni pojechało około 20. I wcale nie byli to ludzie młodzi, średnia wieku to około 60 lat - przekonuje.

Turyści byli spokojni, zrelaksowani. Zwiedzanie przebiegało w komfortowych warunkach. - To w Polsce były wszędzie tłumy, za granicą - miasta opustoszałe, puste muzea. Nie zawsze też jeździliśmy do miast, ale odwiedzaliśmy wsie, winnice - opowiada Rafał.

Rafał w czasie pandemii był między innymi w Norwegii, Bośni i Hercegowinie, Burgundii, w Wiedniu, Kijowie, Bratysławie (fot: Shutterstock.com)
Rafał w czasie pandemii był między innymi w Norwegii, Bośni i Hercegowinie, Burgundii, w Wiedniu, Kijowie, Bratysławie (fot: Shutterstock.com)

Tylko raz Rafał i uczestnicy wycieczki musieli wykonać testy na COVID - przed wyjazdem do Bośni i Hercegowiny. - To była pielgrzymka. Mieliśmy wyruszać o 15, o 14 jeszcze nie wszyscy dostali wyniki. Gdyby okazało się, że mam COVID, trzeba byłoby na szybko szukać kierowcy. Na szczęście byłem zdrowy - opowiada Rafał. 

W pielgrzymce miał również wziąć udział ksiądz. - Nagle okazało się, że zrezygnował z wyjazdu z przyczyn rodzinnych. Gdy jechaliśmy przez Węgry, skontaktował się z nami sanepid, żeby przekazać, że księdzu wyszedł pozytywny wynik testu. Kazali nam zawracać, bo część z nas miała z nim kontakt, w tym ja. Dzień wcześniej z nim rozmawiałem, podawałem mu dłoń, którą potem jadłem kanapkę. Ale zawracanie nie wchodziło w grę. Śmieję się, że uciekaliśmy po Europie przed sanepidem. Na szczęście nikt się nie rozchorował, a ksiądz przeszedł COVID bezobjawowo - opowiada. 

Historia Rafała to przykład braku odpowiedzialności - po kontakcie z osobą zakażoną trzeba zostać w domu - to najlepsze, co można zrobić dla siebie i innych. Więcej TUTAJ>>>

Nie dam się zwariować

Tomasz podróżuje z całą rodziną - żoną i dwójką dzieci: pięcioletnim synem i dziesięcioletnią córką. Odkąd wybuchła pandemia, był w Katarze, Malezji, Tajlandii, Hiszpanii - i na lądzie, i na Wyspach Kanaryjskich. W tej chwili powinien być w Stanach Zjednoczonych, ale do Ameryki można się dostać wyłącznie z wizą biznesową, którą z całej rodziny ma tylko Tomasz. - Moglibyśmy lecieć przez Turcję, gdzie trzeba odbyć 14-dniową kwarantannę, ale uznałem, że za dużo musielibyśmy się nagimnastykować - mówi.

Rozważa wyjazd do Egiptu na święta - pod warunkiem, że jego córka wyleczy się z przeziębienia. - W Egipcie są obowiązkowe testy. Gdyby córce wyszedł wynik pozytywny, mielibyśmy problem - mówi.

Tomasz nie ma zamiaru rezygnować z podróżowania w czasie pandemii. Bo "trzeba starać się żyć normalnie". - Nie można uciec przed wirusem, więc nauczmy się z nim żyć. Stosuję się do obostrzeń, zachowuję środki ostrożności, ale nie dam się zwariować. Ryzyko, że zachoruję, jest w tym momencie takie samo w Polsce, jak i za granicą - przekonuje.

Na większości lotnisk pustki, w samolotach również tłumów brak. - W Malezji przed każdym spotkaniem ze znajomymi i oni, i my mierzyliśmy sobie temperaturę. W Hiszpanii ludzie są o wiele bardziej zdyscyplinowani niż u nas - na plaży każdy zachowywał trzymetrowy odstęp. Nawet na przejściu dla pieszych, gdy zebrało się więcej ludzi, wszyscy automatycznie zakładali maski. Co innego na wyspie Koh Chang w Tajlandii - tam nikt w maseczce nie chodzi, ale z drugiej strony nie ma tam prawie w ogóle przypadków COVID - opowiada Tomasz. I dodaje: - Chcę pokazywać dzieciom, że świat jest różnorodny, że nie w każdym kraju jest jak w Polsce. Pandemia jest wszędzie, PiS - nie.

Bierze się, co dają

Izabela również nie bagatelizuje koronawirusa, stosuje się do obostrzeń, ale z podróży zrezygnować nie ma zamiaru. Odkąd wybuchła pandemia, próbowała sześć razy polecieć do Portugali, dwa razy do Gruzji, raz na Cypr. Wszystkie loty jej odwołali. - Latem pojeździłam po Polsce. We wrześniu udało mi się w końcu polecieć na Maltę - zdążyłam, zanim wprowadzili obowiązkowe testy. Pod koniec października złapaliśmy z kolei z moim partnerem okazję - last minute na Maderę w cenie 2800 zł za dwie osoby. Decyzję o wyjeździe podjęliśmy w ciągu jednego dnia. Obowiązkowy test wykonaliśmy na miejscu, na wynik musieliśmy poczekać w pokoju hotelowym. Przyjechaliśmy wieczorem, więc po prostu położyliśmy się spać. Informację o wyniku - negatywnym - dostaliśmy o 5 rano. Było wspaniale, spędziliśmy tydzień w pięciogwiazdkowym hotelu za śmieszne pieniądze - opowiada.

W każdym turystycznym kraju ludzie mają inne podejście do obostrzeń. Na zdjęciu - plaża na Teneryfie - plażowicze utrzymują bezpieczny dystans (fot: Shutterstock.com)
W każdym turystycznym kraju ludzie mają inne podejście do obostrzeń. Na zdjęciu - plaża na Teneryfie - plażowicze utrzymują bezpieczny dystans (fot: Shutterstock.com)

Odkąd wybuchła pandemia, Maja była już na Ukrainie - w lipcu, w Lombardii we Włoszech - w sierpniu, pod koniec listopada wróciła z Wysp Kanaryjskich. Czym się kierowała przy wyborze miejsc? - W tych czasach bierze się, co dają - mówi. - Jadę przede wszystkim tam, gdzie nie trzeba odbywać kwarantanny, wykonywać testu na COVID. Jego koszt to kilkaset złotych, dla mnie to duży wydatek. Z Kanarami miałam szczęście. Obowiązek okazania negatywnego wyniku testu wprowadzono kilka dni po moim powrocie - mówi.

Maja twierdzi, że nie boi się COVID-u, nie jest w grupie ryzyka. W grupie ryzyka mogą być za to osoby, które się z nią zetknęły. A to może je narazić na zachorowanie, komplikacje zdrowotne, a nawet śmierć.

Jednak maseczkę nosi tylko wtedy, kiedy musi, na przykład w samolocie czy na lotnisku. I robi wszystko, by korzystać z niej jak najrzadziej - a to zamówi w samolocie wino, a to wodę, czas jedzenia kanapki wydłuża do maksimum. 

Gdyby wiedziała, jak do stosowania się do obostrzeń podchodzą mieszkańcy Wysp Kanaryjskich, prawdopodobnie by tam nie pojechała. Co pewnie ucieszyłoby ich mieszkańców - wielu jest zdania, że z powodu nieodpowiedzialnych turystów na Teneryfie wprowadzono niedawno reżim sanitarny, z godziną policyjną, zakazem spotykania się z osobami, z którymi się nie mieszka i innymi obostrzeniami.

- Ludzie tam powariowali! Nie było dnia, żeby ktoś nie zrobił mi awantury, bo nie noszę maseczki. Niektóre miasta są kompletnie wyludnione, człowieka spotykasz średnio co 20 minut, a ten i tak idzie w maseczce. Kierowcy samochodów, nawet jak jadą sami, są w maseczkach. Wystarczy, że zsunęłam maskę z nosa, na przykład w autobusie, a kierowca już zatrzymywał pojazd, podchodził do mnie i krzyczał, intensywnie przy tym gestykulując, że mam ją natychmiast poprawić. Na statku stałam na górnym pokładzie, gdzie oprócz mnie były może trzy osoby, w dużej odległości, ale obsługa i tak kilka razy mnie dyscyplinowała, żebym założyła maskę. Za trzecim razem chcieli wzywać policję - opowiada Maja i kwituje: - Dopóki sytuacja epidemiczna się nie uspokoi, na pewno tam nie wrócę. 

Paradoksalnie tam, gdzie pandemia zebrała największe żniwo, czyli w Lombardii, Maja czuła się najswobodniej. - Z nikim się nie pokłóciłam, nikt nie zwrócił mi uwagi, że nie noszę maseczki, nawet w autobusach, którymi często jeździłam - wspomina. Tymczasem w październiku zachorowań w tym regionie było już tyle, że dziennik "La Repubblica" pisał: "Lombardia poddaje się i wywiesza białą flagę".

Maja najswobodniej się czuła w Lombardii we Włoszech, nikt nie karcił jej za nienoszenie maseczki (fot: Shutterstock.com)
Maja najswobodniej się czuła w Lombardii we Włoszech, nikt nie karcił jej za nienoszenie maseczki (fot: Shutterstock.com)

Wszystko się może zdarzyć

- Tegoroczna oferta zimowa w biurach podróży to 10, maksymalnie 15 procent oferty zeszłorocznej. Na Wyspy Kanaryjskie latają dwa samoloty w tygodniu, przed pandemią było ich kilkanaście. Ludzie nie jeżdżą tam, gdzie by chcieli, ale tam, gdzie mogą - mówi Piotr Henicz, wiceprezes Biura Podróży ITAKA oraz Polskiej Izby Turystyki i Polskiego Związku Organizatorów Turystyki.

Artur Rezner z biura podróży Nekera dodaje, że najchętniej wybieraliby miejsca, gdzie obostrzenia w związku z pandemią są niewielkie i nie ma obowiązku testowania. - Bo to dodatkowy koszt dla turysty - tłumaczy.

Turyści obawiają się również, że po przyjeździe na miejsce ich wynik testu okaże się pozytywny. - Słyszałem, że takie sytuacje się zdarzały sporadycznie - mówi Rezner. - Na gościa nakładano wtedy obowiązek izolacji w hotelu, a następnie testowano go po trzech, czterech dniach. W większości przypadków test okazywał się negatywny. Niektóre biura podróży w takiej sytuacji przedłużały pobyt o liczbę dni spędzonych w izolacji na koszt organizatora. W tej chwili większość krajów wymaga jednak przetestowania się przed wylotem - tłumaczy.

W Itace, jak mówi Henicz, najbardziej popularnymi kierunkami są obecnie: Egipt, gdzie można przylecieć z wynikiem testu zrobionego w Polsce lub wykonać test na miejscu, Madera, gdzie testy wykonywane są po przylocie, Wyspy Kanaryjskie, dokąd należy przylecieć z wynikiem testu. 22 grudnia ITAKA ma uruchomić loty na Kubę (test po przylocie), a 25 grudnia - na Wyspy Zielonego Przylądka (obowiązuje negatywny wynik testu antygenowego wykonanego w Polsce).

Jak dodaje Rezner, w styczniu LOT uruchamia loty na Sri Lankę - będzie obowiązek przetestowania się przed wyjazdem. Popularnym kierunkiem stają się również Karaiby, czyli Dominikana, gdzie nie ma obowiązku testowania, oraz Meksyk (test przed przylotem). - W styczniu mają się otworzyć również najpopularniejsze kierunki narciarskie: Włochy, Austria, pod koniec grudnia Czechy. Od połowy stycznia nie powinno być testów w krajach alpejskich. W Czechach jest obowiązek testów dla przyjezdnych, ale tylko z krajów tak zwanego wysokiego ryzyka - twierdzi Rezner.

Przedstawiciele biur podróży zapewniają, że podróżowanie samolotem w czasie pandemii jest bezpieczne (fot: Shutterstock.com)
Przedstawiciele biur podróży zapewniają, że podróżowanie samolotem w czasie pandemii jest bezpieczne (fot: Shutterstock.com)

Paulina Szulc z biura podróży TraveliGo do bestsellerów sezonu zimowego dodaje Kenię i Emiraty Arabskie. Żeby dostać się do obu miejsc, należy wcześniej wykonać test na COVID. Jak podkreśla Jarosław Kałucki z biura podróży Travelplanet, niektóre oferty wyjazdów nigdy nie były tańsze. - Pobyt tygodniowy w Portugalii można znaleźć już za 1800 zł, do Bułgarii można polecieć za 1200 zł, do Turcji za mniej niż 1000 zł - przekonuje.

Filtry, maseczki, bezpieczeństwo

Jak podkreślają przedstawiciele biur podróży, wszyscy powoli oswajają się z obecną sytuacją. - Większość krajów, które żyją z turystyki, jest już dobrze przygotowana na przyjęcie turystów, opracowane zostały procedury testowania przyjezdnych, ściśle przestrzegane są zasady bezpieczeństwa - mówi Paulina Szulc.

A Rezner dodaje: - W samolotach działają filtry hepa, które skutecznie zabijają bakterie i wirusy, personel pokładowy dba, żeby pasażerowie nosili maseczki podczas lotu.

Kilka miesięcy temu sytuacja była mniej stabilna. Decyzje o obostrzeniach zapadały z dnia na dzień, więc turyści bali się, że zaskoczy ich obowiązkowa kwarantanna, że nie wrócą na czas do Polski. Panowała ogólna dezinformacja. - Trudno było się połapać, jakie zasady panują w danym kraju, co innego było na stronie Ministerstwa Spraw Zagranicznych, co innego na stronie Ministerstwa Zdrowia, a jeszcze co innego na stronach rządowych krajów, do których chciało się pojechać. Rząd mówił, że gdzieś latać nie można, tymczasem okazywało się, że wystarczy zrobić test - opowiada Henicz. - Rząd Grecji z dnia na dzień wprowadził obowiązek testowania turystów przed przylotem, na co rynek polski nie był przygotowany. Musieliśmy odwołać wszystkie loty. Puste samoloty latały po turystów, którzy polecieli do Grecji, zanim wprowadzono przepis. Normalnie zabrałyby ich samoloty, który przywiozły nowych turystów, ale ci zostali zatrzymani w Polsce, bo nie zdążyli się przetestować - dodaje.

- Biura podróży odnotowały spadki w sprzedaży na poziomie 80, a nawet 90 procent - dodaje Rezner. Ale, jak podkreśla Paulina Szulc, klienci zaczynają dopytywać o ofertę na lato 2021 roku, zwłaszcza w krajach basenu Morza Śródziemnego. - Są bardzo zmęczeni obecną sytuacją, siedzeniem w domu, obostrzeniami, pragną słońca, wypoczynku, przede wszystkim all inclusiv. Nastawiają się na to, że do lata albo i wcześniej większości uda się już zaszczepić - mówi.

Hit sezonu

Hitem tegorocznego sezonu zimowego jest Zanzibar, drugi, po Dominikanie, egzotyczny kierunek, gdzie nie ma obowiązku testowania się. Na Zanzibarze jest obecnie bardzo niewiele zachorowań, zachowanie dystansu społecznego nie stanowi problemu, różnica czasu wynosi zaledwie dwie godziny, można się tam również dostać lotem bezpośrednim, który trwa osiem godzin.

Wojciech Żabiński, znany promotor Zanzibaru, przekonuje, że brak testów na pewno nie jest głównym powodem, dla którego ludzie uciekają z Polski do Tanzanii. Tym bardziej że aby zatrzymać się w jednym z jego hoteli, należy zrobić wcześniej test w Polsce. Żabiński chce mieć pewność, że wszyscy jego goście są zdrowi, zanim wejdą na pokład samolotu.

- Na początku roku zaryzykowałem i podpisałem umowę z Enter Air na loty czarterowe na Zanzibar. Wszyscy pukali się w głowę, ale ja czułem, że to będzie strzał w dziesiątkę. W tej chwili latam z Polski na wyspę co siedem dni, samoloty są pełne, we wszystkich dziesięciu hotelach do marca nie ma już praktycznie miejsc. Jest lepiej niż kiedykolwiek - chwali się Wojciech.

Uważa, że filtracja w samolotach jest doskonała, ale nigdy nie można mieć stuprocentowej pewności, że ktoś się nie zarazi - pasażerowie siedzą obok siebie, podczas lotu ściągają maseczki. - Co tydzień odpada mi około 6-15 osób z ponad 180, które mają lecieć jednym samolotem, bo okazuje się, że test na COVID wyszedł im pozytywny. Wolę nie ryzykować, że będę tym, który sprowadzi COVID na wyspę - mówi.

W biurach podróży, które nie wymagają testów, jak twierdzi, zdarzyły się takie sytuacje.

Hitem tegorocznego sezonu zimowego jest Zanzibar. Żeby tam pojechać, nie trzeba się testować (fot: Shutterstock.com)
Hitem tegorocznego sezonu zimowego jest Zanzibar. Żeby tam pojechać, nie trzeba się testować (fot: Shutterstock.com)

Z ręką na pulsie

Maja zamierzała spędzić sylwestra w Portugalii, ale jej lot został odwołany. - Zebrałam już kilka voucherów za odwołane loty i autobusy - do Luksemburga, Portugalii, Wilna - do wykorzystania w 2021 roku. To nie są czasy dla podróżników. Dla ludzi, którzy wyjeżdżali rzadko, obostrzenia związane z podróżowaniem nie są tak dotkliwe jak dla osób, które czują się, jakby ktoś im odebrał dopływ tlenu, uniemożliwiając przemieszczanie się po świecie. Zawsze pod koniec roku miałam zaplanowanych kilka wyjazdów na kolejny rok. Teraz strach kupować bilet, bo może zaraz wprowadzą gdzieś kwarantannę lub zażądają testów albo - co gorsza - wprowadzą obowiązkowe szczepienia przeciwko COVID-owi, gdy szczepionka już będzie powszechnie dostępna. To by był jakiś koszmar. Cypr już ogłosił, że od marca tylko osoby zaszczepione nie będą musiały okazywać negatywnego wyniku testu - mówi. Dla niej to spora komplikacja, bo nie ma zamiaru się zaszczepić. Niektóre linie lotnicze planują nie wpuszczać osób nie zaszczepionych na pokład. A przecież w tym wszystkim nie chodzi tylko o swobodę podróżowania, ale o zdrowie i życie ludzi na całym świecie - szczepionka daje nadzieję na opanowanie pandemii. DOWIEDZ SIĘ WIĘCJ O SZCZEPIONCE>>>

Izabela już planuje kolejny wyjazd. Rozważa Indie lub Kenię.

Rafał czeka, aż zima się skończy, bo o tej porze roku rzadko organizowane są wycieczki autokarowe. W pracy podróżuje tyle, że już sam nie musi.

Tomasz trzyma rękę na pulsie i regularnie sprawdza, które kraje już postanowiły otworzyć się na świat lub poluzować obostrzenia w związku z przyjmowaniem turystów. Już rozgląda się za miejscami, do których mógłby wyjechać z rodziną na początku przyszłego roku. - Na pewno coś się znajdzie - mówi.

Ewa Jankowska. Dziennikarka i redaktorka, absolwentka Polskiej Szkoły Reportażu. Zaczynała w Wirtualnej Polsce w dziale Kultura, publikowała wywiady w serwisie Ksiazki.wp.pl. Pracowała również serwisie Nasze Miasto i Metrowarszawa.pl, gdzie z czasem awansowała na redaktor naczelną.

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku