Za wszelką cenę chcieli się pobrać w tym roku. "Choćby nie wiem co, to będzie najpiękniejszy dzień w naszym życiu"

Ewa Jankowska
Transmisja online z zaślubin, przybijanie piątek zamiast całusów albo zabawa bez ograniczeń. Pandemia koronawirusa wywróciła rynek ślubny do góry nogami. Wiele par zdecydowało się przełożyć swój ślub i wesele na jesień lub na przyszły rok - zwłaszcza te, których duża część gości mieszka za granicą. Pozostali nie chcieli czekać i zrobili wszystko, żeby stanąć na ślubnym kobiercu jeszcze tego lata. Wiązało się to z niemałym poświęceniem.

Na wariackich papierach

Marta wzięła ślub 20 czerwca, choć jeszcze niedawno wiele wskazywało na to, że uroczystość odbędzie się kilka miesięcy później. - Gdy wybuchła pandemia, załamałam się. Naszym marzeniem było wyprawić wesele w czerwcu. Postanowiliśmy jednak przełożyć uroczystość. Cudem znaleźliśmy wolny termin w święta Bożego Narodzenia - opowiada.

Po kilku tygodniach przemyśleń Marta znów zmieniła zdanie. - Uznałam, że nie po to przez dwa lata planowałam dzień moich marzeń, żeby teraz wszystko przekładać. Zostaliśmy przy terminie czerwcowym - mówi.

Pojawił się jednak problem: jeśli ślub miał być w czerwcu, na przygotowania został miesiąc. - Wszystko załatwialiśmy w ostatniej chwili. Obrączki czy księgę gości kupowaliśmy przez Internet. Mieliśmy problem z zaproszeniami, bo firma, która je projektowała, dwukrotnie popełniła błąd. A gdy były gotowe do wysłania, weszły obostrzenia i udało nam się wysłać je tylko najbliższej rodzinie. Reszta zaproszeń do dzisiaj leży w szafie. Do większości gości dzwoniliśmy, do urzędu stanu cywilnego, żeby załatwić formalności -  również. Dodzwonienie się do urzędu graniczyło z cudem. A  że pochodzimy z różnych miast, urzędy musiały poprzesyłać sobie dokumenty, trwało to dwa tygodnie. Było tak dużo do zrobienia, że nie mieliśmy kiedy kupić alkoholu - zrobiliśmy to dzień przed weselem - opowiada Marta.

To nie koniec. Tydzień przed ślubem okazało się, że DJ, który miał grać na weselu Marty, trafił do szpitala na oddział zakaźny - test na COVID-19 wyszedł pozytywny. Para musiała na szybko zorganizować kogoś, kto poprowadzi imprezę.

Wielu gości odmawia udziału w weselach w czasie pandemii. Ze strachu (fot: Shutterstock.com)
Wielu gości odmawia udziału w weselach w czasie pandemii. Ze strachu (fot: Shutterstock.com)

Pierwotnie na weselu miało być ponad 100 gości. Niestety, połowa odmówiła udziału w uroczystości. Jedni bali się, że zachorują, inni - ci, którzy pracują w służbie zdrowia - że zarażą pozostałych gości. Ostatecznie przyszły 54 osoby.

W podobnej sytuacji była Kinga. Wzięła ślub 6 czerwca, czyli w pierwszy weekend po zniesieniu obostrzeń. Musiała całkowicie zmienić koncepcję wesela - z takiego na 180 osób na takie na zaledwie 30 - tylko dla najbliższej rodziny. Ważniejsze dla niej było to, żeby już być żoną, niż żeby organizować imprezę z pompą, ale za rok.  Uroczystość miała się odbyć w restauracji, ale została przeniesiona do rodzinnego ogródka. - Tydzień przed weselem organizowaliśmy namiot, catering, dekoracje, zastawę. Rodzina upiekła ciasta, więc "słodki stół" mieliśmy z głowy - opowiada Kinga.

Para młoda zadbała o to, żeby bliscy i znajomi, którzy nie mogli być na ślubie, w jakiś sposób uczestniczyli jednak w ceremonii - była ona transmitowana na żywo z kościoła. - W naszej parafii msze święte transmitowano, zapytaliśmy księdza, czy zgodziłby się, żebyśmy zrobili to samo dla naszych znajomych i rodziny. Poprosiliśmy kolegę, żeby użyczył nam sprzęt, zadbał o streaming w zamkniętej grupie na Facebooku. Wszystko wyszło fantastycznie i dodatkowo mamy taki roboczy filmik ze ślubu - opowiada.

Walka o termin

A jeśli przekładać ślub i wesele, to na kiedy? Wiele par nie wyobrażało sobie przenoszenia uroczystości na kolejny rok - pragnienie, aby stanąć na ślubnym kobiercu w planowanym terminie, bywało silniejsze niż strach przed koronawirusem. Ale nie tylko o to chodzi. Przyszli małżonkowie nie mieli i nadal nie mają pewności, że za rok wesele na sto procent się odbędzie. Nie wiadomo, w jakim stanie będzie wtedy gospodarka, czy sala weselna oraz usługodawcy, z którymi współpracują, wciąż będą na rynku. Trudno też przewidzieć, jak będą  w przyszłym roku wyglądać finanse państwa młodych i ich rodzin. Nie jest też powiedziane, że uda się zwalczyć koronawirusa i życie całkiem wróci do normalności.

Z tych wątpliwości bierze się powodzenie grupy na Facebooku "Ślub i wesele last minute 2020/2021", gdzie roi się od ofert odkupienia terminu, czyli sali weselnej, od innej pary, która zdecydowała się zrezygnować z tegorocznych zaślubin. A że przez jakiś czas z powodu obostrzeń wesel nie można było organizować, teraz aż brakuje wolnych weekendów, kiedy można zgrać księdza, miejsce imprezy, catering itd. Wiele par wyprawi więc wesele nie w sobotę, nie w niedzielę, nawet nie w piątek, ale w środku tygodnia - w czwartek, środę, a nawet we wtorek.

Zamiast całowania na weselach było przybijanie piątek plastikowymi łapkami oraz stukanie się kieliszkami (fot: Shutterstock.com)
Zamiast całowania na weselach było przybijanie piątek plastikowymi łapkami oraz stukanie się kieliszkami (fot: Shutterstock.com)

Sylwia weźmie ślub w czwartek, 20 sierpnia, a miała to zrobić w sobotę 29 maja. Ilona planowała wesele 13 czerwca - w sobotę, przełożyła je na 13 sierpnia - w czwartek. Iwona weźmie ślub tego samego dnia. Ewa na ślubnym kobiercu stanie we wtorek 8 września.

Sylwia: - 20 sierpnia był jedynym dniem, kiedy wszyscy nasi dostawcy mieli wolne. Mieliśmy do wyboru jeszcze tylko 31 października, ale uznaliśmy, że wolimy się nie pobierać przed dniem Wszystkich Świętych. Zmiana daty wprowadziła sporo zamieszania - na zaproszeniach był 29 maja, na obrączkach również. Na szczęście uda się to poprawić. 

Ilona: - Zależało nam na tym, aby wziąć ślub 13. dnia miesiąca. Zdecydowaliśmy się na czwartek w sierpniu.  

Iwona: - Wybraliśmy dzień w tygodniu z braku wolnych terminów weekendowych. Nasze wesele pierwotnie miało trwać dwa dni, teraz będzie jednodniowe.

Ewa: - Byliśmy zmuszeni przełożyć ślub, bo oboje z narzeczonym mieszkamy za granicą - nie wiedzieliśmy, kiedy będziemy mogli wrócić do Polski, wśród naszych gości jest też wiele osób z zagranicy. Zadzwoniłam do menadżerki naszej sali weselnej i od razu zaproponowała mi dzień w tygodniu - oblężenie było tak duże, że musielibyśmy czekać dwa lata, jakbyśmy chcieli zrobić wesele w weekend. A bardzo nam zależało na tym konkretnym miejscu.

Moje rozmówczynie twierdzą, że goście nie narzekali na zmianę terminu wesela na ten w środku tygodnia. Choć część odmówiła, jeśli nie ze względów zdrowotnych, to z racji zaplanowanych w tym czasie urlopów. Sylwia mieszka na Śląsku, 20 z 84 zaproszonych gości już zapowiedziało, że nie weźmie udziału w przyjęciu ze względu na dużą liczbę zachorowań w tym regionie Polski. W dalszym ciągu, jak mówi, nie wiadomo, co z gośćmi ze Stanów Zjednoczonych - czy w ogóle będą w stanie przyjechać. Ilona z kolei obawia się, że decyzje rządu znów pokrzyżują im plany.

- Nie podoba mi się ta nagonka na wesela, uważam, że nie jest to sytuacja najbardziej zagrażająca zdrowiu - wiemy dokładnie, kim są ludzie, którzy przyjdą na wesele. Jeśli jednak liczba zachorowań nie będzie spadać, boję się, że rząd zakaże wesel lub znów zmieni zasady ich organizacji - żali się.

Zamiast całusów cukierki

Jak dziś wygląda wesele? Większość par twierdzi, że dba o przestrzeganie nowych zasad, które wymusiła pandemia. Osoby spokrewnione sadza się przy jednym stole, a każdy stół obsługuje inny kelner, oczywiście w maseczce. W toaletach, przed wejściem do restauracji czy na salę stoją środki dezynfekujące. Wielu weselników zrezygnowało z części tradycyjnych zabaw lub ograniczyło się wyłącznie do oczepin.

Na weselu ludzie zachowują się tak, jakby pandemii nie było (fot: Shutterstock.com)
Na weselu ludzie zachowują się tak, jakby pandemii nie było (fot: Shutterstock.com)

Na weselu u Agnieszki goście w niektórych sytuacjach musieli nawet zakładać jednorazowe rękawiczki ochronne - na sali weselnej stał tzw. wiejski stół, który był ogólnodostępny, każdy, kto chciał się poczęstować czy to ogórkiem, czy szynką, musiał mieć rękawiczki.

Mateusz robił zdjęcia podczas jednej z czerwcowych ceremonii zaślubin. Opowiada, że para młoda, zamiast dawać buziaka rodzinie i znajomym, każdemu podczas składania życzeń wręczała cukierka - na osłodę. Przyznaje jednak, że niektórzy w przypływie emocji nie byli w stanie powstrzymać się przed uściskaniem młodych.

Tomek, również fotograf, mówi, że jego znajomi podczas swojego ślubu rozdali wszystkim gościom plastikowe łapki. Zamiast całowania było przybijanie piątek.

Wiele par przyznaje, że zabawa odbywała się tak, jakby pandemii nie było. - Goście, którzy mieli jakieś obawy, po prostu odmówili udziału w weselu, ci, co zdecydowali się przyjść, zachowywali się swobodnie - opowiada Barbara. Ostatecznie na jej weselu było 87 gości zamiast planowanych 140.

Luiza wyprawiła wesele w czerwcu, tak jak planowała od dwóch lat. Miało być 70 osób, przyszli prawie wszyscy. Impreza odbyła się w sali weselnej. Nie było maseczek, środków dezynfekujących, obsługa miała być zabezpieczona, ale nie była. Dlaczego? Luiza nawet nie chce dociekać. - Nikt wśród moich bliskich nie przejmował się koronawirusem, pracuję w służbie zdrowia, mam codziennie do czynienia z osobami chorymi, prędzej od nich się zarażę niż na weselu - przekonuje.

Łukasz, właściciel firmy, która zapewnia barmanów na wesela, brał w czerwcu udział w trzech przyjęciach na 150 osób i przyznaje, że przy tak dużej liczbie gości nie sposób zachować reżim sanitarny ani tak ich rozsadzać, żeby przy każdym stole siedziały osoby ze sobą spokrewnione.

- Ludzie na weselu zachowują się tak, jakby pandemii nie było - mówi. Barmanom też trudno jest zachować należyty dystans oraz przede wszystkim - wytrzymać osiem godzin w maseczkach i w rękawiczkach. - Praca barmana polega na budowaniu relacji z ludźmi, przymus zachowania dystansu bardzo utrudnia pracę, odbiera przyjemność z jej wykonywania. Bardzo często podczas wesel zdarza się, że goście wchodzą do nas za bar, wspólnie coś przygotowujemy. Teraz nie możemy na to pozwalać. Trzem osobom musiałem zwrócić uwagę, żeby oddaliły się od baru, zrobiło się bardzo niezręcznie - opowiada.

Barmanom trudno jest zachować należyty dystans oraz przede wszystkim - wytrzymać osiem godzin w maseczkach i w rękawiczkach (fot: Shutterstock.com)
Barmanom trudno jest zachować należyty dystans oraz przede wszystkim - wytrzymać osiem godzin w maseczkach i w rękawiczkach (fot: Shutterstock.com)

Łukasz nie ukrywa, że boi się o swoje zdrowie, jednocześnie nie ma wyjścia - musi zarabiać na życie. - Mieliśmy kilka miesięcy przestoju, z 16 wesel, które planowaliśmy obsłużyć w czerwcu, zostały nam cztery. W lipcu przyjęć zawsze jest trochę mniej, bo nie ma litery "r" w nazwie miesiąca. Kolejne miesiące zapowiadają się nieźle, ale jak będzie, trudno powiedzieć.

"Prawie się rozstaliśmy"

Na rytuał przejścia, jakim jest ślub, składa się jednak nie tylko ceremonia zaślubin i wesele, ale również wieczór panieński i kawalerski oraz przede wszystkim podróż poślubna. O ile wieczory panieńskie i kawalerskie w większości przypadków udało się dopasować do niesprzyjających okoliczności - imprezę w klubie czy wyjazd za granicę zamienić na spotkanie w prywatnym ogródku lub wyjazd za miasto "do domku" - to podróż poślubną w dużej części] należało odwołać lub przełożyć na przyszły rok. Albo znaleźć jakąś alternatywę dla wymarzonego wyjazdu za granicę.

Gdyby nie pandemia, Agnieszka właśnie wylegiwałaby się na plaży na greckiej wyspie Korfu, Iwona - na Rodos, Luiza zwiedzałaby Dubaj, Barbara - Lwów. Ewa po ślubie we wrześniu planowała wycieczkę objazdową z mężem po Stanach Zjednoczonych - podróż odwołali. Śmieje się, że w ten sposób zaoszczędzą trochę pieniędzy i w przyszłym roku wybiorą się w dwie podróże poślubne. Marta, zamiast za granicę z mężem, pojechała po weselu na kilka dni do Sopotu. Asia zamierza z mężem wybrać się po ślubie w podróż po Polsce - podczas pandemii zdała sobie sprawę, w jak wielu miejscach nigdy nie była.  

Wszystkie pary, z którymi rozmawiałam, cieszą się, że zdecydowały się wziąć ślub. Przyznają jednak, że było to, i w przypadku wielu nadal jest, okupione ogromnym stresem.

- Okres przygotowań też powinien być magiczny, jeśli organizuje się wszystko z odpowiednim wyprzedzeniem, poszczególne etapy sprawiają ogromną radość. Pandemia odebrała całą tę radość. Często się kłócimy, bo sytuacja w wielu momentach nas przerasta - przekonuje Ilona.

Asia ma podobne wrażenie: - Prawie się z mężem rozstaliśmy! Ja się stresowałam, że nie wyrobimy się z załatwieniem wszystkich dokumentów, jeśli zamkną urzędy, mój partner przeciwnie - był pewien, że mamy mnóstwo czasu. Bardzo przykre były komentarze ze strony niektórych znajomych, Mówili: "I tak się w tym roku nie uda", "Pewnie i tak nikt nie przyjdzie", "Nie boicie się, że ktoś zachoruje"?

Agnieszka obawiała się, że ktoś na jej weselu zachoruje. Po przyjęciu obdzwaniała wszystkich gości (fot: Shutterstock.com)
Agnieszka obawiała się, że ktoś na jej weselu zachoruje. Po przyjęciu obdzwaniała wszystkich gości (fot: Shutterstock.com)

Agnieszka miała ogromne poczucie winy, że organizując wesele, naraża swoich bliskich na zakażenie koronawirusem. - Przez kilka dni po weselu obdzwaniałam rodzinę i znajomych i pytałam wszystkich, czy są zdrowi. Na szczęście nikt nie zachorował - opowiada.

Sylwia twierdzi z kolei, że mierzenie się z organizacją wesela w czasie pandemii wzmacnia ją i jej związek. - Zbliżyliśmy się do siebie, zobaczyliśmy, że w tak trudnym momencie jesteśmy w stanie działać zespołowo i dopiąć wszystko na ostatni guzik. Choćby nie wiem co, to będzie najpiękniejszy dzień w naszym życiu.

Ewa Jankowska. Dziennikarka magazynu Weekend.Gazeta.pl, była redaktor naczelna serwisu Metrowarszawa.pl. Wcześniej pracowała w Wirtualnej Polsce w dziale Kultura, publikowała w serwisie Ksiazki.wp.pl, magazynie Vice.com. Absolwentka Polskiej Szkoły Reportażu. 

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

Więcej o: