Era poloneza dobiega schyłku? Studniówkę podbija taniec zwany...

Poloneza znamy wszyscy. Nie tylko za sprawą Mickiewicza i jego "Pana Tadeusza" czy utworów Chopina, ale także z powodu studniówki. Dziś wystarczy wejść na YouTube'a i wpisać hasło "studniówka", a przekonamy się, że wśród maturzystów nastała nowa moda. Na filmikach widzimy, że poza tradycyjnym polonezem studniówkowicze wykonują skoczny, żywiołowy taniec do celtyckiej melodii. Co to za taniec? Co to za piosenka? I czy już wkrótce wyprze ze studniówki poloneza?
Cztery kroki w przód, obrót... Cztery kroki w tył, cztery w przód, obrót... Jeszcze cztery kroki do tyłu. Potem doskok, odskok, zamiana stron z partnerem, jeszcze raz to samo, a na koniec partnerka przechodzi tancerza z przodu. I od nowa!

Brzmi skomplikowanie? To tylko pozory, bo taniec zwany belgijką wychodzi naprawdę wszystkim, a im więcej osób decyduje się go zatańczyć w kole, tym bardziej spektakularnie wygląda. Tak prawie 2 lata temu tańczyli studniówkowicze z Zespołu Szkół Zawodowych nr 1 we Wronkach:



Źródło: YouTube, autor: Sławomir Mleczak


Dlaczego coraz więcej maturzystów na ostatnim balu przed egzaminem dojrzałości decyduje się dodać do programu imprezy właśnie taniec belgijski?

Tańcz i integruj się

- Belgijka to nie tylko taniec, a przede wszystkim dobra zabawa i integracja z samymi tańczącymi - mówi tancerz Paweł Zielski. - Sam po jednym z występów tańczyłem kiedyś belgijkę z ludźmi, których nie znałem wcześniej i był to świetny sposób na poznanie wszystkich obecnych. W tańcu tym chodzi przede wszystkim o integrację, ponieważ po wykonaniu wszystkich elementów zamieniamy się partnerem z osobą obok i powtarzamy ponownie sekwencję kroków od początku. Nie trzeba mieć nienagannej kondycji ani wyczucia rytmu aby tańczyć belgijkę. Nawet osoba, która nie umie tańczyć odnajdzie się w prostocie wykonania.

Aż buty lecą!

W zeszłym roku maturzyści z LXVIII Liceum Ogólnokształcącego im. Tytusa Chałubińskiego w Warszawie postanowili zakończyć swojego poloneza nie tradycyjnym ukłonem, ale przejściem właśnie do belgijki. Na pierwsze dźwięki melodii obserwujemy nagły wzrost entuzjazmu wśród tańczących. Szpilki lecą na środek sali, towarzystwo zaczyna niecierpliwie podrygiwać, na sekundy przed startem emocje sięgają zenitu i... zaczynamy!



Źródło: YouTube, autor: Anna Klimczak


Nogi same tańczyć chcą

O tym, dlaczego maturzyści 2015 z "Tytusa" nie poprzestali jedynie na tradycyjnym polonezie opowiada Anna Klimczak, nauczycielka wychowania fizycznego:

- Uczniowie przed rozpoczęciem prób poloneza powiedzieli mi, że po polonezie chcieliby zatańczyć coś innego, "szalonego". Zaproponowałam im belgijkę, której uczyliśmy się w ramach lekcji wychowania fizycznego. Bardzo im się spodobał ten pomysł. Trudnością był fakt, że belgijkę tańczy się dwójkami, a naszego poloneza wykonywaliśmy w trójkach. Szybko wpadłam na pomysł zweryfikowania tego tańca do nowych okoliczności. I zatańczyliśmy.

Co takiego ma w sobie belgijka, czego nie ma polonez? Czym zjednuje sobie sympatię maturzystów?

- Polonez jest tańcem narodowym, poważnym i wymagającym skupienia aby równo wykonać wszystkie jego figury. Belgijka była "eksplozją radości", w której młodzież chciała wyrazić swoje emocje - w tańcu emanowali młodością - wspomina zeszłoroczną studniówkę Anna Klimczak. - Po prostu oddali charakter tego tańca, bo wykonując go serce się cieszy, a nogi same "tańczyć chcą". Belgijki nauczyli się szybko (dwójkami), troszkę więcej problemów było przy trójkowym układzie podczas przejścia do nowego partnera. Myślę, że z pewnością taniec sprawił im więcej frajdy niż polonez, co widać na filmie.

"Was ik nog, nog met mijnen hamer...", czyli o czym oni śpiewają?

Melodią, bez której nie byłoby belgijki jest utwór "'t Smidje" belgijskiej grupy Lais. To właśnie do niego powstał układ choreograficzny, który nazywa się tańcem belgijskim. Jeśli chodzi o powiązania z Belgią, to chyba więcej ich nie ma. Nikt nie wie też, kto jest twórcą tańca, który podbija większość studniówkowych imprez.

Czy wiecie jednak, jaka historia kryje się za słowami tej piosenki? Historia przewrotnej miłości pewnego... kowala, czyli tytułowego 't Smidje.