"Idziemy w stronę papierologii, która i tak nic nie znaczy"

"W okresie międzywojennym mało kto miał maturę i przez to jej wartość była wysoka. Dzisiaj wszyscy mają magisterkę i dwa licencjaty a i tak nie potrafią znaleźć pracy" - mówi Adam Drzewicki, twórca i producent programu "Matura to bzdura".
Monika Toppich: Jak ludzie zachowują się, kiedy podchodzicie do nich i chcecie zadać pytania? Wiadomo, że nie na wszystkie pytania znamy odpowiedzi i niektórzy mogą się bać, że - mówiąc kolokwialnie - "zbłaźnią się".

Adam Drzewicki: Okazuje się, że jest bardzo wielu ludzi, którzy sami chcą pojawić się przed kamerą i po prostu się sprawdzić. Nikogo nie zmuszamy, wszystkie wypowiedzi są publikowane za zgodą występujących osób. Jeśli ktoś nie chce pojawić się w programie, po prostu omija nas szerokim łukiem i ani on, ani my nie mamy z tego powodu problemu.

A jak to jest z pomysłami na kolejne tematy - czy ta formuła się nie wyczerpuje?

Wiesz co, mamy w tym momencie spisanych ponad 200 tematów. Mamy w Polsce encyklopedyzm dydaktyczny więc jest sporo tematów, z których można odpytywać. Kończymy teraz czwarty sezon nagrań, odcinki mają sporo wyświetleń - ludzie wciąż chcą to oglądać. A my jesteśmy jedynym takim kanałem, który sprawdza wiedzę Polaków.

W ostatnim czasie w Internecie słychać było głosy paniki, że 1/3 tegorocznych maturzystów nie zdała matury.

Rzeczywiście jest tak, że w jednym roku matura idzie lepiej a w innym gorzej. W 2011 roku matury nie zdało rekordowo dużo osób - aż 25%. Ale prawie niemożliwe jest to, żeby nie zdało ponad 33%.

Rozumiem, że kiedy trzeba przez miesiąc czekać na wyniki, niektórzy mogą panikować, ale nie należy się tym zbytnio przejmować. Co roku jest tak, że przed maturą pojawiają się informacje o tym, że gdzieś "wyciekły" arkusze maturalne. Być może zaczyna się nowy trend, czyli plotki o tym, ilu maturzystów w danym roku "oblało". W tym momencie egzaminatorzy dalej sprawdzają prace więc niemożliwe jest podawanie informacji o ogólnych wynikach bo ich po prostu nie ma.

A może po prostu zbyt wiele osób podchodzi do matury? Może zamiast z roku na rok obniżać poziom - jak wiele osób twierdzi - matura powinna być na wyższym poziomie?

Musimy się zastanowić nad poziomem nauki w Polsce i na tym, jaką rolę mają spełniać takie egzaminy jak matura. Nasz system nauczania nie jest jeszcze tak dobry, jak byśmy chcieli. On się poprawia i z roku na rok jest coraz lepiej, ale jeszcze długa droga przed nami.

Matura z racji jej powszechności straciła na wartości. W okresie międzywojennym mało kto miał maturę i przez to jej wartość była wysoka. Dzisiaj wszyscy mają magisterkę i dwa licencjaty a i tak nie potrafią znaleźć pracy. Idziemy w stronę "papierologii", która i tak nic nie znaczy. Moim zdaniem sam "papier" nie jest tak ważny, jak realne umiejętności, które będzie można wykorzystać w życiu i w przyszłej pracy.

Sam jesteś przykładem osoby, która postawiła na realne umiejętności. Mimo rozpoczęcia dwóch kierunków studiów, żadnego z nich nie skończyłeś.

W trakcie liceum postanowiłem, że wybiorę się na prawo. Był to dla mnie logiczny wybór bo nie widziałem się na kierunkach ścisłych. Przygotowywałem się do egzaminów wstępnych na prawo przez dwa lata - takie były jeszcze wymagane bo zdawałem starą maturę. A kiedy już znalazłem się na prawie, to nie do końca mi się spodobało. Szczególnie styl nauki mi nie odpowiadał. Chodziłem na kursy prawa amerykańskiego, gdzie wykładali profesorowie z USA i ich podejście było zupełnie inne - zajęcia polegały na praktycznym rozwiązywaniu problemów prawnych, robiłem tam ciekawe rzeczy, a nie uczyłem się przepisów i regułek na pamięć. Liczyłem na to, że na drugim czy trzecim roku taki styl nauki będzie też na polskim prawie, ale niestety nic takiego się nie stało. Więc zrezygnowałem z tego prawa i zrobiłem program "Matura to bzdura".

Wielu ludzi dziwi się, że rzuciłem prawo, twierdzą, że powinienem je skończyć. To jest dla mnie dziwne, bo jeśli planujesz jechać do Warszawy, a w pociągu okazuje się, że jedziesz do Krakowa, to powinno się jak najszybciej zawrócić. Z kolei inni mówią mi, że jestem odważny bo sami chcą rzucić nudny kierunek, tylko się boją.

Negatywne opinie najczęściej pojawiają się ze strony osób z pokolenia moich rodziców. Tylko że oni się wychowali w zupełnie innych czasach, kiedy studia niemal gwarantowały pracę. Dziś bardzo wielu prawników nie pracuje w swoim zawodzie, albo nie ma pracy.

Dlatego dziwię się rodzicom, którzy pchają swoje dzieci za wszelką cenę na studia dzienne. Moim zdaniem, jeśli ktoś chce studiować i rozwijać się w dziedzinie, która go interesuje, powinien wybrać studia zaoczne. Zdobędzie dyplom, ale będzie mógł też robić coś dodatkowego, pracować, rozwijać się.

Coraz więcej maturzystów decyduje się wzorem amerykańskim na roczną przerwę, w czasie której szuka swojego miejsca. Może właśnie to jest pomysł, żeby uniknąć drogi w niewłaściwym kierunku?

Moim zdaniem to bardzo dobry pomysł, bo przez ten czas można poznać możliwości i spokojnie zdecydować, co dana osoba chce robić w życiu. W trakcie takiego roku proponowałbym, żeby ludzie wyjechali do kilku krajów, spędzili czas w wielu miejscach, podjęli pracę w różnych zawodach i sprawdzili w praktyce jak wygląda praca. Jest to opcja, żeby zmniejszyć stres, że po liceum od razu trzeba wybrać zawód na całe życie.





Więcej o: