Matura z historii 2014 - nie datuj a łącz. Powtórka niechronologiczna.

W szkołach nadal uczy się historii faktów. To się powoli zmienia, ale w większości placówek wciąż dominuje model historii geopolitycznej i martyrologicznej. Uczniowie poznają tylko oderwane od siebie wydarzenia związane z jakimś kryzysem wojennym czy ekonomicznym. A przecież można inaczej.
Nie ma tekstu bez kontekstu

Dziś na lekcji powstanie listopadowe. Za tydzień powstanie styczniowe. Wydarzenia te dzieli przeszło 30 lat, ale ten okres często pozostaje niezapisaną podczas lekcji historii kartą. Mimo że podręczniki zawierają także informacje dotyczące tego, co było przed, a co po danym wydarzeniu, rzadko korzysta się w tych fragmentów. Wpływa na to z pewnością przeładowana podstawa programowa, ale też w dużej mierze przyzwyczajenia niektórych nauczycieli historii, którym łatwiej jest podyktować datę do zapamiętania, niż wyjaśnić, dlaczego właśnie ta, a nie inna zapamiętania jest godna.

Niektórzy historycy uczą historii wyspowo, a przecież dzieje świata, Europy czy Polski to nie archipelag oddzielonych pustką zdarzeń, tylko raczej sieć dróg prowadzących przez równinę. Drogi te krzyżują się i na siebie nachodzą, czyli tworzą kontekst danego wydarzenia.

Udowodniono, że trudniej jest zapamiętać wyabstrahowaną informację niż taką, którą możemy powiązać z posiadaną już wiedzą. Wydarzenie oderwane od swego kontekstu dziejowego, od wszystkiego tego, co było przed nim, nie będzie informacją atrakcyjną dla ucznia. Uczniowi trzeba pokazać, że dane wydarzenie można powiązać z tym, o którym uczył się poprzednio. Tak jak w jego życiu nie ma momentów, w których przestaje istnieć, tak postacie z historii nie pojawiały się w danym roku i nie znikały w próżni. Gdyby zastąpić suchą metodę prezentowania chronologii zdarzeń jej opowiadaniem, tak jak się w poniedziałek opowiada, co wydarzyło się w weekend, uczniowie nie mieliby takich trudności z zapamiętaniem, kiedy był pierwszy rozbiór Polski.

Przypadek generała Zajączka

Dobrym przykładem do "zjawiskowego" traktowania nauki historii jest postać gen. Józefa Zajączka. Pojawia się on na lekcjach dotyczących I rozbioru Polski, insurekcji Kościuszkowskiej, wojen Napoleońskich, powstania listopadowego. Pojawia się w różnych kontekstach. Można by zatem spróbować zamiast czterech lekcji mówiących o czterech różnych wydarzeniach zrobić trzy zajęcia, podczas których uczniowie poznają życie i śmierć gen. Zajączka.

Historia to wielka narracja, jak pisał wybitny badacz Hayden White. Co więcej, to narracja zawsze subiektywna, więc czemu tego nie wykorzystać?

Młody Józio Zajączek nie bardzo wie, co robić w życiu. Wszyscy idą do wojska, więc on też wstępuje w szeregi armii - zostaje adiutantem hetmana Ksawerego Branickiego. I tu się wszystko zaczyna. Urodzony w 1752 roku przez 74 lata życia brał udział w konfederacji barskiej, Sejmie Czteroletnim, walczył u boku Kościuszki w obronie Konstytucji 3 Maja.

Gdy ta walka się nie powiodła, wstąpił do wojska Napoleona Bonaparte w jego zwycięstwach widząc szansę na odzyskanie przez Polskę niepodległości. Gdy i to się nie udało, postarzał się i podupadł na duchu. Zostaje pierwszym namiestnikiem Królestwa Polskiego i umiera, gdy zaczyna się przedlistopadowe wrzenie.

Nie wiemy i nigdy się do końca nie dowiemy, czy i kiedy gen. Zajączek był zadowolony ze swoich wyborów. Mimo że nigdy nie odgrywał głównej roli w kształtowaniu dziejów Polski, miał na nie wpływ stały i rozciągnięty w czasie.

Gen. Zajączek może być "zjawiskiem" scalającym w jednej historii tak wiele faktów, że nawet jeśli ktoś nie zapamięta dokładnie dat, ciąg przyczynowo-skutkowy - tak prosty jak jedno ludzkie życie - zostanie mu w głowie. Tym samym cykl "Matura to bzdura" być może straci kilku potencjalnych bohaterów.

Miejsce to samo, upływa tylko czas

Kolejnym przykładem "zjawiskowego" podejścia do historii jest próba realizacji zagadnień z klucza geograficznego. Nie chodzi tu jednak o powtarzanie historii kolejnych organizmów państwowych, bo - jak pokazują chociażby dzieje państwa polskiego - granice i nazwy potrafią zmieniać się bardzo często.

Najlepiej wybrać niewielki obszar geograficzny, taki jak Śląsk czy Pomorze, otworzyć atlas historyczny i na tym przykładzie pokazać, że na tym samym obszarze w różnym czasie żyli różni ludzie i różnymi mówili językami. Czasami ci nowi przychodzili zaproszeni (lokacja miast na prawie niemieckim w średniowieczu), czasami przyjeżdżali, bo nie mieli innego wyboru (przesiedlenia po II wojnie światowej). Kto właściwie tam mieszkał i od kiedy i dlaczego się ze sobą spierali.

Ponownie taka lekcja będzie czymś na kształt opowiadania żywej historii, która nadal wpływa na obecnie dokonywane wybory czy podejmowane decyzje.

Rytm i historia

Te wszystkie wielkie bitwy czy kongresy nie pojawiają się tylko w podręcznikach historii. Były i są przedstawiane na obrazach, opisywane w literaturze pięknej, wyśpiewywane przy gitarze. Takie literackie czy wizualne "wzmocnienie" przekazu historycznego często działa lepiej, niż nieskończone powtarzanie faktów. W kulturach oralnych dzieje społeczności zapamiętywano i przekazywano poprzez pieśni nie bez powodu - rytm nadawany przez muzykę i rymy sprzyjał zapamiętywaniu nieraz bardzo długich poematów.

Nie datuj a łącz

Historia to bardzo wdzięczna dziedzina do nauki pod warunkiem, że uczący zda sobie sprawę z tej prostej, ale wcale nieoczywistej rzeczy: panta rhei nie tylko oznacza, że wszystko płynie. Oznacza też, że to ciągle jest ta sama rzeka.



Więcej o: