Kicz przede wszystkim, czyli dlaczego kiedyś studniówki były lepsze

Kiedyś - ważne wydarzenie w życiu szkoły wymagające olbrzymiego zaangażowania ze strony uczniów, dziś - kolejna dyskoteka z przesadzonymi kreacjami i toną sztucznych rzęs. Oto smutny obraz polskiej rzeczywistości studniówkowej.
Stać się dorosłym

Przygotowania do studniówek weszły w najbardziej intensywną fazę. Dziewczyny biegają w panice po sklepach, żeby "upolować" idealną sukienkę, chłopcy muszą się wbić w garnitury. Wszyscy ćwiczą poloneza, który od lat jest początkiem studniówki. Sale już dawno zamówione. Program - jakiś jest, ale kto by się przejmował programem. Ważne jest to, żeby wyglądać, błyszczeć i wydać na ten wieczór możliwie dużo - być może brzmi to sarkastycznie, ale czy przypadkiem nie tak wygląda podejście większości maturzystów do z założenia, wyjątkowej imprezy przed egzaminem dojrzałości?

Dojrzałość to słowo - klucz. Niektórzy pradziejów studniówki doszukują się w pierwotnych społecznościach, gdzie odbywały się obrzędy przejścia od okresu młodzieńczego do dojrzałości. Był to niezwykle ważny dzień dla wszystkich członków plemienia. Młodzi zanim zostali włączeni w poczet dorosłych musieli wykazać się sprawnością fizyczną i należytą dojrzałością. Teoretycznie temu samemu celowi ma służyć studniówka - ma pokazać światu, że młodzi ludzie dołączyli do grona dorosłych.

Trudno powiedzieć, kiedy odbyła się pierwsza studniówka. Niektórzy jej początków doszukują się w pierwszych latach XIX wieku. Pewne jest natomiast to, że studniówka jest typowo polskim zwyczajem. W innych krajach popularny jest zwyczaj balów maturalnych organizowanych dla uczniów szkół średnich, którzy zdali (!) już maturę. Widać to chociażby w amerykańskich serialach dla młodzieży, gdzie przygotowania do balu maturalnego są czymś niezwykle ważnym, ale również nie zaprzątają głowy maturzystom w trakcie przygotowań do egzaminów.

Dlaczego akurat 100 dni? Być może (optymistycznie) chodziło o to, że jest to odpowiedni czas na przyswojenie i utrwalenie informacji. Niektórzy dopatrują się nawet analogii do słynnych 100 dni Napoleona, w których próbował odrestaurować swoje cesarstwo. W tym kontekście lepiej przed maturą nie przypominać o Waterloo...

Studniówka contra bal maturalny

Dawniej w Polsce istniała tradycja zarówno studniówki, jak i balu maturalnego - każde z tych wydarzeń (nie można tu używać określenia "impreza", gdyż zupełnie nie pasowałoby do sytuacji) miało zupełnie inny charakter i zupełnie inny był jego cel. Jak opowiada dr Grzegorz Odoj - etnolog z Uniwersytetu Śląskiego: "Studniówka była skromna - organizowana w szkole, nie było wyszukanych kreacji, dziewczyny obowiązkowo pojawiały się w białych bluzkach i spódnicach za kolano albo sukienkach, chłopcy w garniturach. Przyjmowano, że były to te same stroje, w których występowano później podczas egzaminów maturalnych." Dziś coś takiego brzmi niemal absurdalnie!

Beata, nauczycielka języka francuskiego z 20-letnim stażem pracy, przyglądając się tegorocznym przygotowaniom do studniówki, z rozrzewnieniem mówi o swoim balu, na którym obowiązywał skromny strój, tzw. galowy: "Należało założyć białą bluzeczkę i czarną lub granatową spódnicę. Dziewczyna, która nie zastosowała się do tych wymagań, mogła być pewna, iż czujne oczy belfrów wytropią tę niekonsekwencję. Tak niesubordynowanym osobom zwracano dobitnie uwagę. I od tego momentu mogły być przekonane, że pomyślność ich egzaminu maturalnego wisi na włosku. Należało wyglądać skromnie i wtopić się w tłum. To były dobre czasy w szkole" - wspomina.

Dopiero po maturze odbywał się bal maturalny, w którym uczestniczyli dorośli już ludzie, którzy zdali (nomen omen) egzamin dojrzałości. Była to pierwsza okazja, w której dziewczyny mogły się zaprezentować w eleganckich sukniach, a chłopcy po raz pierwszy mogli oficjalnie i przy obecności nauczycieli zapalić papierosa. Byli już przecież dorośli!

Taki podział obowiązywał podczas okresu międzywojennego, a także i po wojnie - bale maturalne spotyka się jeszcze do lat '60, czy '70 XX wieku. Co ciekawe, do lat '80 zapraszanie osób towarzyszących nie było wymogiem i nie tworzyło tak częstego problemu "iść, czy nie iść". Studniówka była normalnym wydarzeniem w życiu szkoły, integrowała i pozwalała młodzieży się wykazać umiejętnościami organizacyjnymi, talentem aktorskim, czy dekoratorskim.

Małgorzata Banach-Mikitiuk, 40-letnia kosmetyczka mówi, że pracę przy dekorowaniu sali wspomina najprzyjemniej, ponieważ klasa w jej trakcie integrowała się jak nigdy wcześniej. "Każdy dostawał jakieś zadanie. Zazwyczaj nad dekoracjami pracowano po lekcjach. Wspólny cel, na którym prawie wszystkim zależało, jednoczył klasę. W tym czasie wykorzystywano klasowe talenty. Ci, którzy potrafili rysować, planowali pracę całego zespołu. Nieśmiali i trzymający się z boku też dawali się wciągnąć w wir przygotowań."

Wszystko można kupić

Jak mówi dr Grzegorz Odoj: "Od początku lat '90 stajemy się w coraz większym zakresie społeczeństwem konsumpcyjnym. Wszystko jest na sprzedaż, można zapłacić za rozrywkę na zasadzie - ja teraz usiądę, a wy mnie zabawcie. Skoro więc bez naszej energii studniówka może być zorganizowana, łatwiej jest po prostu za to zapłacić."

Nieco inne zdanie ma na ten temat Izabela Świć, nauczycielka języka polskiego w liceum: "Obecny maturzysta ma niewiele wolnego czasu. Zajęcia pozalekcyjne całkowicie go pochłaniają . Nikt zatem nie zostanie w szkole do wieczora, by przygotować dekoracje. Lepiej to oddać w fachowe ręce specjalistów. Zatem rodzice wynajmują wziętych w tym względzie dekoratorów. Doskonałym rozwiązaniem jest wynajęcie lokalu. Jego właściciele za odpowiednia kwotę zaspokoją potrzeby najbardziej wymagających. Pozostanie jeszcze sprawa ustalenia menu. Skoro studniówka to ważna uroczystość, nie ma miejsca na skromność i prostotę nawet w kuchni. Dzisiejsze studniówki wiążą się ze stresem. Podobno nie tak małym. Od kilku miesięcy trwają przecież przygotowania do najważniejszego wieczoru w życiu maturzysty. Próby poloneza, poszukiwania partnera, który nie zawiedzie podczas zabawy albo w ogóle pojawi się u boku, przecież trzeba się "pokazać". To w końcu długie i żmudne przeglądanie gazet lub przemierzanie kilometrów korytarzy galerii handlowych w poszukiwaniu najmodniejszej kreacji. Pozostaje jeszcze zorganizowanie kosmetyczki i fryzjerki. Wizyty na próbny makijaż i próbne uczesanie to już dziś konieczność."

"U nas było lepiej..." - to słowa Jacka, który jest ojcem jednego z tegorocznych maturzystów. Wyjaśnia, że jego studniówka wiązała się z mniejszym zaangażowaniem rodziców. Nie planowano wyszukanego menu, a uczniowie przynosili przygotowane przez siebie potrawy. Można się było więc pochwalić najsmaczniejszą sałatką warzywną, zjeść domowego ciasta, które było numerem popisowym w domu pewnej koleżanki, napić kompotu zrobionego przez babcię kolegi. "Każdy się starał. Wszystkim zależało. Poza tym czasy były inne. Wiadomo, o wszystko w sklepach było trudno."

A potem już tylko ślub...

Wybór odpowiedniej kreacji to najważniejsze zadanie, a zarazem najtrudniejsze. Czasami pomagają przyjaciółki, nieoceniona bywa mama lub kuzynka. Najczęściej zdarza się tak, że krój, kolor i materiał pozostają do końca tajemnicą, bo chodzi o to, żeby zaskoczyć, wyróżnić się na tle innych uczestniczek balu. Zrobić wrażenie. Dziś suknię i dodatki znajdziemy w sklepach lub Internecie. Jeżeli któraś z dziewcząt nie zajdzie w Polsce wymarzonej sukienki, może to zrobić poza jej granicami. W końcu Internet to potęga. Pozostaje jeszcze kwestia finansowa. Ale zdaje się nie być istotna, ponieważ wygląda tak, jakby niektórzy rodzice chcieli zrobić wszystko dla, czasem wątpliwego, szczęścia swoich dzieci.

Poprzeczka stawiana jest coraz wyżej. Orkiestrę zastąpił DJ, który oprócz puszczania muzyki, organizuje zabawy, konkursy, uatrakcyjnia czas puszczając mydlane bańki oraz dymy. Sam taniec w parach to przeżytek, często przed studniówką należy ukończyć kilkutygodniowy kurs. Studniówka to inwestycja. Pytanie tylko czy się zwraca.

Więcej o: