30-latek ostro o zarabiających 1500 zł. Przesadził, a może napisał prawdę?

"Gdy słyszę, że ktoś zarabia 1500 zł i nie ma szans na rozwój, trafia mnie szlag. Da się, trzeba tylko chcieć" - napisał Mateusz do redakcji Gazeta.pl. Zgadzasz się z autorem listu? Zostaw swój komentarz.

30-letni Mateusz przysłał do Gazeta.pl list, w którym opisał swoją zawodową ścieżkę. Przyznał, że ma 11 lat doświadczenia w pracy w różnych branżach i "nie jest mu żal osób, które zarabiają 1500 zł". Jak twierdzi, jest obecnie programistą analitykiem u dwóch pracodawców oraz dorabia jako kierowca autobusu. Zarabia powyżej średniej płacy.

"Rozwijałem się, zdobywałem wiedzę. Gdy słyszę, że ktoś zarabia 1500 zł i nie ma szans na rozwój, trafia mnie szlag. Dlaczego nic nie zrobisz? I nie wysilisz się, żeby zmienić swoją sytuację? Da się, trzeba tylko chcieć się rozwinąć. Możesz podjąć jakąkolwiek pracę i opłacać swoje pasje i zainteresowania, pójść na praktykę jednocześnie pracując" - napisał Mateusz.

Życie w naszych rękach kontra polska rzeczywistość

List 30-latka wywołał falę skrajnych komentarzy. Zwolennicy podejścia Mateusza uważają, że wiele osób mogłoby z powodzeniem zmienić swoją sytuację zawodową i materialną, gdyby tylko chciały i mocno zaangażowały się w dokształcanie. Zdaniem przeciwników, nie wszystkich stać na edukację, trudniej jest rozwijać zawodowo, gdy ma się dzieci, a w niektórych zawodach nawet mimo wysokich kwalifikacji (np. nauczyciel) zarobki nie są imponujące.

Czy według ciebie osoby zarabiające 1500 zł same odpowiadają za swoją sytuację i mogą ją zmienić poprzez edukację i zdobywanie doświadczenia?

"Dym? Taki list ktoś przysłał i o to tyle dymu? Gość nie kończył studiów informatycznych, tylko się douczał. Stara się i kombinuje. Może nie jest asem i musi dorabiać. Najważniejsze jest to, aby wziąć się do roboty, a nie marudzić" - napisał użytkownik Facebooka.
"Pochodzę z tak małej miejscowości, którą trudno znaleźć na mapie. Do szkoły było 7 km, a gimbusy wtedy nie jeździły, był rower lub nogi. Rodzina mogła mnie wspierać tylko duchowo, a jednak to wystarczyło, abym skończyła studia za granicą (Erasmusa wtedy też nie było, więc trzeba było pójść do pracy i zarobić na studia i utrzymanie) i zdobyła dobry zawód. Mam bardzo dobrą pracę, wiem, że sobie poradzę i nie toleruję "narzekactwa". Zwłaszcza młodych, którzy mają tyle możliwości, o których ja mogłam tylko pomarzyć" - napisała użytkowniczka Elzbietttta w komentarzu pod listem.
"Jestem kobietą lat 43. Pracuję od 20-go roku życia. Skończyłam studia magisterskie oraz dwa rodzaje studiów podyplomowych. O licznych kursach nie wspomnę. Dokonałam tego sama! Było trochę ciężko. Ale da się. Wychowałam też syna. Nie wydaję na ciuchy, kosmetyki, fryzjerów, kąpiele błotne. Stawiam na książki, muzykę i zwiedzanie świata. Czasami moi znajomi mówią "...a bo ciebie stać!". A ja się wtedy pytam: co robili w piękne słoneczne weekendy przez lata. Grilowali! Tylko ja w weekendy wbijałam do głowy wiedzę na uczelniach po to, żeby teraz grilować.
"Ignorancja i arogancja w jednym. Ignorancja, bo autor nie dostrzega choćby różnych możliwości rozwoju zawodowego ludzi (np. z uwagi na intelektualne i środowiskowe ograniczenia). Nie mówiąc już o niskopłatnych zawodach, w których pracownicy są pewnie lepiej wykształceni, a są niezbędne z powodów społecznych" - zauważył Dront07.
"100% społeczeństwa nie będzie programistami. Sprzedawca w sklepie czy krawcowa też są potrzebni. Kto ci zrobi pizzę i kto nauczy dzieci w szkole? I jakoś ci wszyscy tak obrażani od nieuków, nierobów itp. na emigracji znajdują godnie płatną pracę. Nie każdy jest mądry, nie każdy ma siłę się starać. Ale nikt z przymusu nie powinien pracować na 2 etaty, tylko 1 etat powinien zapewnić normalne funkcjonowanie. U nas niestety często nawet mądry, ale bez pleców czy sprytu i zdolności przebijania zarabiać może mało" - napisał Bah28330.
"A są sytuacje takie, że się zarabia netto 1800 zł po dwóch kierunkach studiów magisterskich, podyplomowych i doktoranckich, po doświadczeniu w pracy społecznej, działalności studenckiej i też kiedyś zarabianiu na 2 etatach i jeszcze umowie na zlecenie. Zdarzało się, że pracowałam 7 dni w tygodniu, a w miesiącu miałam wolny tylko jeden weekend - praca w 3 różnych miastach... Ten typ mówi, że mu nie żal ludzi, bo są lenie? Co on wie, jeśli jemu się udało?" - pisze Fajnakomentatorka.

A jakie jest twoje zdanie? Daj nam znać w komentarzu!

Czy osoby zarabiające 1500 zł same odpowiadają za swoją sytuację i mogą ją zmienić poprzez edukację i zdobywanie doświadczenia?