Małe partie triumfują. Zandberg zwycięzcą. Porażka Kopacz i Szydło. Oceniamy debatę w 5 punktach

Nieznany lider Partii Razem przyćmił Ewę Kopacz i Beatę Szydło. I w końcu usłyszeliśmy jakieś konkrety. Oto, dlaczego ta debata była dużo, dużo lepsza niż poniedziałkowe starcie przewodniczącej PO i kandydatki PiS na premiera.
Półtorej godziny debaty między liderami wszystkich komitetów prawdopodobnie zawierało więcej konkretów niż ostatni miesiąc kampanii wyborczej. Rozmowa miała swoich przegranych i wygranych, mocne momenty. Co przyniosła?

1. Triumf nowych partii

W debacie to liderzy mniejszych komitetów zaprezentowali się lepiej. Na tle nijakich, powtarzających te same puste hasła i atakujących się wzajemnie Ewy Kopacz i Beaty Szydło, Adrian Zandberg i Ryszard Petru wypadli o niebo lepiej. Przedstawiali mocne - choć bardzo różne - postulaty i rozwiązania, rzeczowo argumentowali i wytykali populizm konkurencji.

Janusz Piechociński i Barbara Nowacka nie popisali się charyzmą i raczej nie porwali widzów, jednak wypowiadali się merytorycznie. Szef PSL był koncyliacyjny i prezentował swoją partię jako bezpieczny i pragmatyczny wybór. Nowacka mocno zaprotestowała przeciwko językowi nienawiści w wypowiedziach nt. uchodźców. Na swój sposób konkretni i zdecydowani byli momentami nawet Janusz Korwin-Mikke i Paweł Kukiz.

Trudno powiedzieć, czy debata da mniejszym partiom przewagę w dniu głosowania, jednak z pewnością pokazały one, że mimo skromniejszych budżetów i mniej spektakularnych kampanii zasługują na uwagę wyborców w równym stopniu, co dwie największe partie.

2. Wreszcie usłyszeliśmy konkrety

W porównaniu do całej kampanii, w tym wczorajszej "Rozmowy o Polsce" z Kopacz i Szydło, w tej debacie usłyszeliśmy bardzo dużo konkretów. Pod tym względem także dużo lepiej wypadli liderzy mniejszych komitetów. Niemal wszyscy politycy słabo poradzili sobie z blokiem pytań o sprawy międzynarodowe i tam najczęściej unikali odpowiedzi. Nikt nie odpowiedział konkretnie np. na pytanie "ilu uchodźców powinniśmy przyjąć".

Lepiej było w pierwszym bloku pytań (o system emerytalny, podatki i zadłużenie publiczne). Nowacka mówiła o uzależnieniu wieku emerytalnego od stażu pracy, Piechociński o emeryturze minimalnej, Zandberg o problemie zatrudnionych na "śmieciówkach".

3. Kopacz i Szydło wypadły równie kiepsko, co w poniedziałek

Poniedziałkowa "Rozmowa o Polsce" liderek dwóch największych partii przyniosła przede wszystkim falę rozczarowań i negatywnych ocen obu kandydatek. Także w debacie wszystkich liderów Kopacz i Szydło wypadły kiepsko.

Obie powtarzały przygotowane przez sztaby i wałkowane od tygodni hasła i obietnice. Sens większości ich wypowiedzi można zawrzeć właściwie w jednym zdaniu.

W przypadku Szydło byłoby to mniej więcej: "Przez ostatnie osiem lat Polska była rujnowana przez PO, ale jeśli wygra PiS, wszystkim od razu będzie dużo lepiej". U Kopacz brzmiałoby: "Przecież jest lepiej niż było osiem lat temu, a z nami będzie jeszcze lepiej. A PiS wprowadzi dyktaturę".

4. Adrian Zandberg zwycięzcą debaty?

Tak sądzi wielu komentatorów i internautów. Najmłodszy z gości w studiu TVP poradził sobie w wielu momentach lepiej niż politycy z ogromnym doświadczeniem. Mówił sprawnie i konkretnie, przedstawiał założenia i cele swojej partii, krytykował populizm konkurentów (m.in. wypowiedzi Korwin-Mikkego dot. uchodźców), prezentował się nie mniej profesjonalnie od zawodowych polityków.

Świetny debiut Zandberga przyćmił drugą lewicową kandydatkę, Barbarę Nowacką. Jeszcze tuż przed debatą politolodzy mówili o niej jako "wunderwaffe lewicy". Jednak w studiu TVP Nowackiej zabrakło charyzmy, a częstym argumentem była walka z "POPiS-em".

Partia Razem w dotychczasowych sondażach zdobywała około 2 proc. - o wiele za mało, by liczyć na mandaty w Sejmie. Czy debata uczyni z nich czarnego konia wyborów? Trudno ocenić, jednak mieliby dużo do nadrobienia. Na pewno przysporzy im popularności i zbuduje świadomość wśród wyborców. Pokazują to choćby statystyki wyszukań nazwiska Zandberg w Google w czasie debaty.



5. A Kukiz i Korwin-Mikke swoje

Ci politycy wypadli w debacie chyba najbardziej przewidywalnie. Szef partii KORWiN prezentował dobrą retorykę i przedstawiał swoje konkretne i głoszone od lat, skrajnie liberalne poglądy. Miał też kilka wyskoków w swoim stylu: stwierdził, że "koalicję zawarłby nawet z kanibalami", a weterynarze radzą sobie lepiej od szpitali bo "nie ma NFZ dla psów".

Kukiz wypowiadał się dramatyzując, momentami wręcz agresywnie. Wykłócał się z dziennikarzami o pytania, powtarzał hasła o "partiokracji", "banksterce" i rządzeniu "w interesie Niemiec". Jednocześnie merytorycznie wypadł słabo, a pytany o planowane zmiany - odwoływał się do instytucji referendum.

Liderzy ośmiu komitetów wyborczych wypadli w debacie lepiej i gorzej. Jednak przez półtorej godziny odpowiadania (lub unikania odpowiedzi) na pytania dziennikarzy dali się poznać wyborcom lepiej, niż na plakatach, wiecach i spotach wyborczych. Szkoda tylko, że pokazali się tak zaledwie na trzy dni przed cisza wyborczą.



Chcesz wiedzieć więcej i szybciej? Ściągnij naszą aplikację Gazeta.pl LIVE!

Wybory W Twoim telefonie

Więcej o: