Wybory 2015. Tuż po wyjeździe z debaty szydłobus zatrzymany przez drogówkę? Policja mówi, jak było

Autobus z Beatą Szydło i działaczami PiS na pokładzie został wczoraj, tuż po debacie w TVP, skontrolowany przez policję. "Dostali donos. I kto tu nie umie przegrywać?" - pokpiwał na Twitterze Krzysztof Łapiński, wicerzecznik PiS. Jednak Joachim Brudziński grzmiał o "pokazówce". Policja tłumaczy, co właściwie się wydarzyło.

Chcesz wiedzieć szybciej? Polub nas

Jak poinformował na Twitterze Łapiński, policjanci spisali kierowcę i szybko zakończyli kontrolę. "Na szczęście Szydłobusa nie aresztowali" - żartował wicerzecznik PiS. O wiele poważniej do sprawy podszedł Joachim Brudziński. - Wczoraj policja po wyjeździe szydłobusu spod TVP dokonała prewencyjnej pokazówki - grzmiał w TVN 24, pytając, czy można to sobie wyobrazić w demokratycznym państwie. - Pani Teresa dała radę - dodał, pijąc do Teresy Piotrowskiej, szefowej MSW, której podlega policja.

Szydłobus nie był zatrzymywany. Stał na parkingu

Co się właściwie stało? Asp. szt. Mariusz Mrozek ze stołecznej policji tłumaczy, że wczoraj, już po zakończeniu debaty w TVP, do krakowskiej policji zadzwonił mężczyzna z informacją, jakoby kampanijny bus PiS poruszał się przeładowany - ze zbyt dużą liczbą osób na pokładzie. - Zawsze weryfikujemy takie zdarzenia. To nasz obowiązek - zaznacza Mrozek.

Sprawę przekazano warszawskim funkcjonariuszom, którzy znaleźli autobus zaparkowany w pobliżu siedziby PiS na ul. Nowogrodzkiej w Warszawie. Jak mówi rzecznik, w środku nie było polityków, tylko kierowca. Ten zapewnił funkcjonariuszy, że zawsze zabiera przepisową liczbę pasażerów. - I na tym się skończyło - kwituje Mrozek.

Wybory w Twoim telefonie

Chcesz wiedzieć więcej i szybciej? Ściągnij naszą aplikację Gazeta.pl LIVE!



Więcej o: