Co dalej z Platformą? "Prawdopodobieństwo, że wygra jesienne wybory, jest niewielkie" [WYWIAD]

Właściwie większość wydarzeń działa na niekorzyść Platformy: pierwsze od lat zwycięstwo kandydata PiS-u, bardzo dobry wynik Pawła Kukiza, nowo powstała partia Ryszarda Petru - NowoczesnaPL. Prawdopodobieństwo, że Platforma wygra wybory parlamentarne, jest niewielkie - mówi w rozmowie z Gazeta.pl dr Tomasz Płudowski, socjolog polityki i kultury, medioznawca.

Chcesz wiedzieć szybciej? Polub nas

Po porażce Bronisława Komorowskiego w wyborach prezydenckich w szeregach Platformy Obywatelskiej zawrzało. Niektórzy liderzy partii, m.in. Hanna Gronkiewicz-Waltz, Andrzej Biernat czy Sławomir Neumann, zdecydowanie odcięli się od wyniku wyborczego. Lider pomorskiej PO, wiceminister zdrowia, wyraził pogląd, że "przegrał Komorowski, który od samego początku starał się kreować na kandydata spoza Platformy". Czy przegrana obecnego prezydenta może spowodować klęskę PO pod przywództwem Ewy Kopacz i co musiałaby zrobić premier, aby poprowadzić partię do zwycięstwa w jesiennych wyborach, zapytaliśmy dr Tomasza Płudowskiego.

Karolina Słowik, Gazeta.pl: Jak ocenia pan kampanię wyborczą Bronisława Komorowskiego?

Dr Tomasz Płudowski: To była jedna z najsłabszych kampanii po 1989 roku. Popełniono wiele błędów. Zaczęto kampanię zbyt późno. Nie było strategii. Kampania wydawała się dosyć przypadkowa, niespójna. Jeśli była jakaś koncepcja, to się zmieniała. Widać to po hasłach wyborczych - były co najmniej trzy.

Kandydat sam sobie przeczył. Występował z hasłem: "Zgoda buduje", a krytykował rządy PiS. Budował też granicę: między Polską radykalną a racjonalną. Albo budujemy zgodę, albo budujemy podziały. Jeśli kandydat sam sobie przeczy, to wywołuje dysonans w odbiorcach.

Czy sądzi pan, że przegrana Komorowskiego może spowodować klęskę PO w wyborach parlamentarnych?

- To prawdopodobne. Właściwie większość wydarzeń działa na niekorzyść Platformy: pierwsze od lat zwycięstwo kandydata PiS-u, czyli zwycięstwo psychologiczne, przełamanie fatum i bariery 50 proc. Po drugie, bardzo dobry wynik Pawła Kukiza, który prawdopodobnie w wyborach parlamentarnych odbierze cześć głosów PO. Po trzecie, nowo powstała partia Ryszarda Petru - NowoczesnaPL - jest skierowana do byłych wyborców Platformy rozczarowanych rozwiązaniami gospodarczymi. Prawdopodobieństwo, że Platforma wygra te wybory, jest niewielkie.

Według najnowszego sondażu CBOS poparcie dla rządu Ewy Kopacz jest najniższe od objęcia przez nią teki premiera i wynosi 25 proc. Może PO potrzebuje nowego lidera?

- Do wyborów zostało zaledwie kilka miesięcy. Nie ma czasu na zmianę lidera. Zadziałałoby to raczej demobilizująco. Donald Tusk nie pozostawił po sobie silnego przywódcy. Być może w 2010 roku należało postawić w wyborach prezydenckich na Radosława Sikorskiego. Wydawało się, że kandydatura Bronisława Komorowskiego bardziej pasowała do atmosfery żałoby, ale w perspektywie długoterminowej może Sikorski byłby lepszym kandydatem. Jego problem polegał na tym, że nie miał silnej pozycji w partii.

Donald Tusk poradziłby sobie lepiej na miejscu Kopacz?

- Premier Tusk bardzo dobrze radził sobie w kampanii bezpośredniej. Był bardzo sprawny, dobrze wypadał w mediach. Z jednej strony umiał uzasadnić trudne decyzje, a z drugiej - miał dosyć wysoki poziom empatii w kontaktach z wyborcami. Trudno powiedzieć, czy udałoby mu się wygrać wybory po raz trzeci, bo już podwójna wygrana była wielkim sukcesem w historii Polski. Ale niewątpliwie to jeden z największych talentów politycznych po 1989 roku.

Ewa Kopacz jest dobrym liderem? Zdoła poprowadzić PO do zwycięstwa w wyborach parlamentarnych?

- Jest lepszym premierem niż przywódcą partyjnym. Mogłaby poprowadzić PO do zwycięstwa jeszcze parę lat temu, ale zmieniły się okoliczności i nastrój społeczny. Poczucie zmęczenia i chęć zmiany w elektoracie jest zbyt silna, by PO mogła wygrać te wybory po raz trzeci. Żadna partia - poza PO - nie wygrała wyborów dwa razy pod rząd.

Podobno PO planuje przesunąć się na lewo. A jednocześnie umorzyła projekt ustawy SLD o związkach partnerskich.

- PO ma dosyć silne skrzydło konserwatywne. Partia rzeczywiście idzie szeroko i skrzydła po obu stronach ma rozbudowane tak, że wyborcom trudno jest się zorientować, jaką chce realizować politykę. Miejsce na prawo od PO jest zajęte i trudno im rywalizować o prawicowy elektorat z PiS. A przy rozbitej lewicy - zarówno Twojego Ruchu, jak i SLD - po lewej stronie jest dosyć duży elektorat do zagospodarowania. Jednak prowadziłoby to do sporu wokół kwestii światopoglądowych: o kwestie in vitro, aborcji, związków partnerskich.

Kopacz zapowiedziała, że zajmie się ustawą o związkach partnerskich w następnej kadencji Sejmu - to przekona elektorat lewicowy?

- To raczej nie jest elektorat lewicowy, tylko wielkomiejski. To ludzie rozczarowani Platformą, która przez osiem lat nie zdołała wprowadzić tych reform. Myślę, że są rozczarowani poziomem dyskusji na ten temat.

Jaką taktykę Kopacz powinna obrać, żeby wygrać?

- Jedna droga to powrót do korzeni, czyli do obietnic, które nie zostały wcześniej zrealizowane. Druga to postawienie na kwestie światopoglądowe, czyli przesunięcie w lewo. Chociaż na Zachodzie kwestie in vitro, konwencji antyprzemocowej czy związków partnerskich znajdują się w zdroworozsądkowym centrum. Dla wielu młodych wyborców istotna jest również kwestia otworzenia rynku pracy.



Chcesz wiedzieć więcej i szybciej? Ściągnij naszą aplikację Gazeta.pl LIVE!

Więcej o: