Wybory prezydenckie 2015. Anna Komorowska: Emigracja Polaków to problem. Ale nie traktowałabym tego jako dramat

- Nie można powiedzieć, że emigracja Polaków to nie problem. Ale świat jest dziś tak bliski, że nie traktowałabym wyjazdów jako dramat, ale jako szansę - powiedziała pierwsza dama Anna Komorowska w Radiu ZET. Powiedziała też, że Bronisławowi Komorowskiemu nie są obce problemy zwykłych ludzi.

Chcesz wiedzieć szybciej? Polub nas

- Mówienie, że prezydentowi obce są problemy ludzi i jest oderwany od rzeczywistości jest kłamstwem powiedziała pierwsza dama w Radiu ZET

- Znam mojego męża i wiem, na ile jest empatyczny i jak go obchodzą ludzkie sprawy - dodała Komorowska.

Żona prezydenta przyznała, że fakt, iż Polacy wyjeżdżają do innych państw w poszukiwaniu pracy, jest problemem, jednak nie musi być to "dramat". - Świat stał się bardzo bliski. Ja nie traktowałabym emigracji za pracą w kategorii dramatu. To jest też jakaś szansa. Zależy, jak się człowiek urządzi i czy nie jest to akt desperacji - mówiła Anna Komorowska. - Ale trzeba włożyć więcej wysiłku w stworzenie nowych miejsc pracy w Polsce - dodała.

"Nigdy nie ukrywaliśmy, że mamy dzieci"

- Mamy piątkę dzieci, piątkę wnuków i jest to powód do dumy i radość. Nigdy tego nie ukrywaliśmy - powiedziała Komorowska, komentując spot wyborczy samodzielnie przygotowany przez dzieci pary prezydenckiej.

- To, że oni nie chcieli być eksponowani podczas prezydentury i kampanii, było ich własną decyzją. Tak samo jak to, żeby teraz się zaangażować - stwierdziła pierwsza dama.

Zapytana o to, czy wszystkie dzieci mają pracę, powiedziała, że "jeden syn szuka, a jedna córka studiuje i na razie nie pracuje". To pytanie padło w kontekście odpowiedzi Komorowskiego do młodego człowieka, który zapytał się, jak jego siostra ma kupić mieszkanie, jeśli zarabia 2 tys. zł.

- Trudno w tak krótkiej rozmowie powiedzieć coś więcej. Poza tym zachęcanie do samodzielności nie jest takie złe - stwierdziła pierwsza dama.

Komorowska komentowała też wysuwane wobec prezydenta oskarżenia o korzystanie z pomocy "suflerki". - Jak się idzie w takim tłumie i jest się zaczepianym z różnych stron, to dobrze, żeby był ktoś, kto zwróci uwagę na rzecz, której można fizycznie nie wychwycić - stwierdziła pierwsza dama.

"Taka lekcja pokory czasem dobrze robi"

Anna Komorowska przyznała, że była zaskoczona wynikiem pierwszej tury.- W ostatnich dniach można było się tego co prawda spodziewać, ale do końca wierzyłam, że nie dojdzie do tego, że wygra Andrzej Duda - stwierdziła pierwsza dama.

Żona prezydenta stwierdziła, że jednym z głównych powodów przegranej prezydenta były m.in. ataki wszystkich pozostałych kandydatów. - Sytuacja, w której dziesięciu bije w jedną osobę, musi tak skończyć - stwierdziła. Komorowska dodała też, że "było wiadomo, iż z tak wysokiego poparcia, jakie dawały pierwsze sondaże, się spadnie". - Ale czasami taka lekcja pokory dobrze robi - dodała.

Anna Komorowska zwracała też uwagę, że prezydent miał bardzo duże poparcie jeszcze jakiś czas temu, a - jak mówiła - przecież "mąż nie stał się raptem innym człowiekiem w ciągu trzech miesięcy". Podkreślała też, że nie uważa Dudy za odpowiedniego kandydata na stanowisko głowy państwa.

- Mam nadzieję, że Duda nie zostanie prezydentem. Jego dotychczasowe doświadczenie nie pozwala myśleć, że spełni swoje obietnice - stwierdziła Komorowska.

Chcesz wiedzieć więcej i szybciej? Ściągnij naszą aplikację Gazeta.pl LIVE!

Więcej o: