Proboszcz prosi o głosowanie. Na kandydatów PiS. "Szokujące nawoływania z ambony"

- Naprawdę potrzebne są nam zmiany, żeby nie zajmowano się obwodnicami i tunelami, Teatrem Szekspirowskim czy klatką dla lwów za 7 mln w oliwskim zoo - ogłosił proboszcz z Gdańska i wskazał nazwiska kandydatów z listy PiS, na których parafianie powinni zagłosować.
Gdy wchodzę do sali parafialnej, młody, uśmiechnięty człowiek w garniturze częstuje gości domowym sernikiem, który serwuje na papierowych talerzykach.

- Chyba już więcej osób nie przyjedzie - rozgląda się po sali. - No to zaczynamy. Dzień dobry, nazywam się Wojciech Dzedzej i kandyduję do Rady Miasta Gdańska z ramienia Prawicy RP Marka Jurka z listy PiS.

W sali Jana Pawła II w kościele św. Urszuli Ledóchowskiej słucha go kilkanaście osób. Zza ściany słychać śpiew wiernych, co jakiś czas przez salę przechodzi wikariusz.

Słuchaczy jest za mało, żeby przemawiać zza stołu i przez mikrofon. Dzedzej staje więc bliżej wejścia, na wysokości obrazu Jezusa Chrystusa, i opowiada, że działa już w radzie dzielnicy, ale chciałby zrobić coś więcej jako miejski radny.

- Najważniejsze zadanie to wsparcie dla rodzin - deklaruje i po chwili zaprasza do zadawania pytań.

- Czy będzie kładka do kościoła, żeby ludzie od strony pętli tramwajowej nie musieli chodzić na msze w błocie? - pyta starszy pan.

- Mieliśmy w radzie dzielnicy taki projekt, ale wszystko rozbiło się o brak pieniędzy - tłumaczy Dzedzej.

Kandydat ma 24 lata, dobre chęci, pogodne usposobienie, sprawia wrażenie nieco zawstydzonego. Nie ukrywa braku doświadczenia.

- Jak to jest, że wszędzie wiszą tylko plakaty Platformy? A naszych dlaczego nigdzie nie widać? Jak chcecie wygrać bez reklamowania się? - pyta jeden z gości.

- Nie mamy funduszy na taką kampanię, jaką prowadzi Platforma, więc czekamy z plakatami na okres bliżej dnia wyborów - tłumaczy Dzedzej. W końcu przyzna, że nie wyrobił się z drukiem ulotek na dzisiejsze spotkanie. - Ale jak już będą, to będę chodził po domach i rozmawiał z ludźmi - zapowiada.

Jeszcze raz po serniczku i po półgodzinie spotkanie się kończy.

Potrzebne są zmiany, proszę was jako proboszcz

Podczas niedzielnych mszy w kościele św. Urszuli Ledóchowskiej księża odczytywali w ramach ogłoszeń duszpasterskich słowa proboszcza Adama Kaliny, które według części wiernych brzmiały jak agitacja wyborcza.

- Według proboszcza w mieście potrzebne są zmiany, nie podobają mu się lwy w zoo i Teatr Szekspirowski. Zupełnie szokujące były nawoływania z ambony, na kogo powinniśmy głosować - relacjonował czytelnik, który zadzwonił do redakcji.

Na stronie internetowej parafia zamieszcza niedzielne ogłoszenia. W tej wersji nie pojawia się wątek wyborczy. Całość można jednak znaleźć na tablicy wiszącej w kościele [pisownia oryginalna]: "Ksiądz proboszcz bardzo prosi o liczny udział w tym spotkaniu [z Wojciechem Dzedzejem]. Możemy mieć swojego przedstawiciela w Radzie Miasta. Pan Wojciech to nasz ministrant, często obecny na mszy św. codziennej, mający staranne wyższe wykształcenie. Z listy prawicy kandyduje również nasz parafianin pan Jerzy Głuch, profesor Politechniki, czynnie działający w wspólnotach naszej parafii. Pomyślcie, czy przez 30 lat istnienia naszej parafii i 35 lat istnienia Spółdzielni Chełm widzieliście przedstawiciela rady miasta pośród siebie i waszych spraw? Będziemy to mieli, jeśli ich wybierzemy. Bardzo was proszę. Postanówcie sobie wziąć udział w wyborach samorządowych (...)".

Profesor z teorią wybuchu

Drugi rekomendowany przez proboszcza kandydat - prof. PG Jerzy Głuch - jest wykładowcą na Wydziale Oceanotechniki i Okrętownictwa Politechniki Gdańskiej o specjalizacji budowa i diagnostyka maszyn, turbiny cieplne. Startuje w wyborach z listy PiS.

Głuch jest członkiem Instytutu Polskiej Racji Stanu 2010 im. Lecha Kaczyńskiego z siedzibą w Sopocie. Instytut powstał w 2011 r. i miał być zapleczem intelektualnym dla "gabinetu cieni" szykowanego przez PiS do objęcia rządów w kraju. Eksperci mieli pomóc w opracowywaniu ustaw. I rzeczywiście Jerzy Głuch występował w Radiu Maryja, gdzie promował projekt ustawy o zachowaniu pakietu kontrolnego Grupy Lotos w polskich rękach.

Jego publiczna działalność wiąże się jednak głównie z tematem katastrofy smoleńskiej. Prof. Głuch zasiadał w "Komitecie inspirującym i doradczym II Konferencji Smoleńskiej" Antoniego Macierewicza i na spotkaniach opowiada o naukowych podstawach "II Konferencji", która - przypomnijmy - zakończyła się między innymi takimi ustaleniami:

* smoleńska brzoza była złamana już pięć dni przed katastrofą,

* samolot nie mógł stracić skrzydła po zderzeniu z brzozą,

* zniekształcenia wraku świadczą o eksplozji,

* rozmieszczenie szczątków Tu-154 wskazuje na wybuch w powietrzu,

* na miejscu katastrofy znaleziono substancje wybuchowe.

"Kapłani powinni się włączyć"

Ogłoszenie parafialne księdza Kaliny pokazuję Antoniemu Pawlakowi, rzecznikowi prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza (PO).

- Nie jestem pewien, czy Kościół powinien wkraczać tak otwarcie w świat polityki. Ale ja nie jestem od komentowania słów proboszczów - mówi.

Kuria takich spraw nie komentuje. W diecezji nadal obowiązuje wykładnia abp. Sławoja Leszka Głódzia, który przed laty ogłosił z ambony, że "wybory samorządowe nie są wyborami politycznymi, lecz obywatelskimi, i dlatego kapłani mogą, a nawet powinni się w nie włączyć i wskazywać, na kogo obywatele mają oddać głos".

- Cztery lata temu ksiądz na Oruni po nazwisku mówił o "dobrych" i "złych" jego zdaniem kandydatach. Po mszy żona zapytała, dlaczego to robi, przecież nas nie zna. Odparł, że taki dostał nakaz od biskupa - wspomina jeden z radnych.

Zresztą księża angażują się nie tylko w wybory samorządowe. W maju pisaliśmy o spotkaniu kandydata PiS na terenie kościoła, na które zapraszał proboszcz Kalina. Wcześniej duchowny udostępnił salę sympatyzującemu z PiS Klubowi "Gazety Polskiej", który gościł Sławomira Kmiecika, autora książek "Przemysł pogardy" i "Przemysł pogardy 2". Spotkanie reklamowano w parafii hasłem "Mowa nienawiści wobec Lecha i Jarosława Kaczyńskich przed i po 10 kwietnia".

Czy te spotkania świadczą o zaangażowaniu politycznym proboszcza? Ksiądz Adam Kalina nie chciał na ten temat rozmawiać.

- To jest moja sprawa, co ja miałem - odpowiedział i odłożył słuchawkę.

Komu podoba się agitacja

Agitacji wyborczej - wedle artykułu 108 kodeksu wyborczego - nie można prowadzić na terenie urzędów, sądów, szkół, jednostek wojskowych i zakładów pracy. Zakaz nie obejmuje kościołów. Przed rokiem upadł w Sejmie projekt SLD, zakazujący agitacji wyborczej również "na terenie kościołów i w miejscach kultu religijnego innych związków wyznaniowych". Karą miała być grzywna do 1500 zł. PiS i Solidarna Polska sprzeciwiające się zakazowi argumentowały, że to zamach na wolność słowa. Projektu nie poparł też Ruch Palikota, a większościowej koalicji PO-PSL nie zależało na wprowadzeniu nowych przepisów.

- Politycy SLD wciąż mentalnie są w czasach PRL. Cenzurę mają we krwi. Mam wrażenie, że próbują przypodobać się europejskim środowiskom liberalnym, w których krytyka wszystkiego, co związane z Kościołem, jest dziś w modzie - mówił poseł PiS Andrzej Jaworski, który kandyduje obecnie na prezydenta Gdańska.

Badania opinii publicznej pokazują jednak, że agitacja szkodzi Kościołowi. Zdecydowana większość pytanych (70 proc.) jest też przeciwna wypowiadaniu się przez Kościół i księży katolickich na bieżące polityczne tematy - wynika z badania, które przed rokiem TNS Polska przeprowadził na zlecenie Instytutu Spraw Publicznych.

Prawie połowa badanych (49 proc.) uważa, że Kościół katolicki ma zbyt duży wpływ na politykę, jedynie 5 proc. uznało, że Kościoła w polityce mogłoby być więcej.

"Opatrzność miała inne plany"

Trzy lata temu pisaliśmy, że liderzy PO na Pomorzu opuścili miejsca w pierwszych ławach na nabożeństwach abp. Sławoja Leszka Głódzia.

- W kościele chcę się spokojnie modlić, a nie wysłuchiwać, jaki mamy nieludzki rząd - mówił poseł Jerzy Borowczak.

Gdy podczas Bożego Ciała proboszcz bazyliki Mariackiej w Gdańsku dziękował "przedstawicielom władz" za przybycie, abp Głódź wtrącił: - Nie ma komu, przecież nie przyszli.

Spór hierarchów z władzami Gdańska ma dwa oblicza: ideologiczno-polityczne i biznesowe. Symbolem pierwszego jest konflikt abp. Głódzia z gdańskimi radnymi PO, którzy pod wodzą posłanki Agnieszki Pomaskiej (PO) zablokowali projekt budowy wysokiego kościoła w Gdańsku-Południe.

Wcześniej grunt pod ten kościół przekazał z bonifikatą prezydent Paweł Adamowicz (PO), który wspiera miejskimi pieniędzmi m.in. remonty w parafiach. Doprowadził też do ugody z kurią gdańską, która domagała się zwrotu części parku Oliwskiego. Kuria zrezygnowała z roszczeń w zamian za przekazanie przez miasto działki przylegającej do rezydencji metropolity gdańskiego. Na terenie oddanym z 99-procentową bonifikatą na cele sakralne abp Głódź rozpoczął hodowlę danieli.

Ale proboszcz Adam Kalina od lat ma niezałatwione interesy z miastem. Najpierw zabiegał o przekazanie parafii przyległej działki, aby zbudować na niej "dom społeczny". Proboszcz mógł go uruchomić na posiadanym terenie, ale obok kościoła prowadzi hotel. Gdy działki nie dostał, wydzierżawił ją od miasta.

"Niestety 'gmina nie wiedziała', że utraci tę działkę na rzecz dawnych właścicieli. Po 3 latach procedur sądowych gmina utraciła teren" - pisał dwa lata temu ks. Adam Kalina w komentarzu pod tekstem Pawła Adamowicza na stronie internetowej prezydenta. - "Pozorowane, a mogę powiedzieć wręcz wrogie, opinie i ruchy urzędników nic nie wnoszą. Z radnych tylko dwóch się odezwało, a na pytanie skierowane właśnie do prezydenta odpowiedział jego zastępca tak, że to nic do sprawy nie wnosi. Władza jest zajęta sobą i lubi się chwalić. Prawnie jest pozamiatane" - wskazywał proboszcz. Pisał, że skoro gmina zobowiązała się "dać teren", to mimo utraty działki na rzecz właścicieli powinna "naprawić swoje błędy" wobec parafii.

"Pozostały mi dwie metody działania, by osiągnąć zamierzony i społecznie niezbędny cel. Skrzyknąć ludzi, z 500-1000 osób i przyjść do pana prezydenta (...). Drugi, powiadomić prasę, aby napisała także 'o tym sukcesie' prezydenta miasta i podległych mu urzędników. Krótko mówiąc, wstyd i brak honoru włodarzy miasta" - wytykał ks. Kalina.

"Zwykle w tym miejscu sugeruje mi się zbytnią przychylność dla Kościoła katolickiego w Gdańsku, dlatego cieszę się, że sam się ksiądz zgłosił na blogu z tą sprawą, bo przynajmniej mogę się do niej publicznie ustosunkować" - odpisał Adamowicz. - "Podejmując ryzyko biznesowe, trzeba się liczyć z tym, że coś może nie wyjść po naszej myśli. Widocznie opatrzność miała inne plany wobec działalności księdza kroboszcza".

"Proszę księdza - pisał dalej Adamowicz do proboszcza. - Planowana inwestycja, choć miała cel społeczny, nie była dziełem charytatywnym, choć na pewno przydatnym dla dzielnicy. Proszę wskazać, gdzie miasto, urząd naruszyły prawo i zadziałały wbrew interesowi publicznemu? Spraw o zwrot działek na Pomorzu toczą się setki. Wiele spośród takich działek odzyskał Kościół katolicki, również niwecząc wiele naszych planów. Prawo własności jest święte i musi być przestrzegane".

W ostatnim ogłoszeniu duszpasterskim ks. Kalina nawołuje:

"Naprawdę potrzebne są nam zmiany, żeby nie zajmowano się obwodnicami i tunelami pod martwą Wisłą czy Teatrem Szekspirowskim, czy klatką dla lwów za 7 milionów w oliwskim zoo, ale ludźmi. Starszym ludziom naszego osiedla i miasta tunel ani klatka z lwami nie będzie potrzebna, co najwyżej klatka schodowa z windą. Proszę was jako wasz proboszcz o udział świadomy i liczny w wyborach".

NAJBARDZIEJ ROMANTYCZNE MAŁE MIASTA W EUROPIE? SĄ DWA Z POLSKI!


Czy w kościołach powinien obowiązywać zakaz agitacji wyborczej?