Wrocław: Lisek uratowany spod kół samochodu

Kierująca oplem kobieta potrąciła wczoraj małego liska. Zamiast próbować uniknąć wypadku, dodała gazu. - Zwierzę przeżyje dzięki pomocy dyżurnej Komendy Miejskiej Policji - pisze Alertowicz.
Dziś rano Krzysiek, który nadesłał tę wiadomość na Alert, jechał ulicą Mickiewicza we Wrocławiu, kiedy przed koła jadącego przed nim opla omegi wyskoczył mały lisek. - Miał koło 4-5 miesięcy - pisze Alertowicz. Kobieta kierująca oplem, zamiast hamować i starać się ominąć zwierzę, dodała gazu i przejechała po nim.

- Zatrzymałem się, sprawdziłem, lisek żył - opisuje sytuację Krzysiek. Jak donosi, lis miał złamaną lub uszkodzoną w stawie tylnią łapkę. Była wykręcona do tyłu. Zwierzę bardzo był słabe, nie bało się, piszczało. - Lisek próbował iść w krzaki parku, lecz słaniał się na nóżkach - pisze dalej Alertowicz.

Nakrył zwierzę czapką, starając zachować ostrożność, bo lisy mogą być nosicielami wścieklizny. Podniósł je i zabrał do pojazdu.

Po powiadomieniu policji i prośbie o wysłanie odpowiednich służb, już po trzydziestu minutach pojawił się pracownik schroniska, który wziął ranne zwierzątko.

Po kolejnych 30 minutach pan Krzysiek odebrał kolejny telefon, że zwierzę nie było chore na wściekliznę. - Nie musiałem jechać na zastrzyk - pisze Alertowicz.

- Jesteśmy po powodzi. Podejrzewam, że mama liska nie żyje. Takie maleństwa same z reguły nie chodzą - dodaje. Nasz czytelnik bardzo dziękuje, za dokładne informacje i pomoc w nietypowej sprawie, dyżurnej z wrocławskiej Komendy Miejskiej Policji

Więcej o: