Kilkadziesiąt krów i cieląt na mrozie, pod gołym niebem. Przywiązane do traktora

- We wsi Wisy, gmina Radoszyce stoi na dworze ponad 30 krów i cieląt. bez żadnego zadaszenia, w śniegu, - napisała na Alert24 pani Krystyna. O sprawie wie policja i urząd gminy. Jednak zwierzęta mogą nie doczekać reakcji państwowych urzędników. Sprawą zainteresowaliśmy już służby wojewody świętokrzyskiego.
Nasza czytelniczka mówi, że w gospodarstwie we wsi Wisy zwierzęta przetrzymywane są w przerażających warunkach. - Stoją pod gołym niebem, przywiązane do drzew i traktora. Widok przejmujący i straszny. Może kogoś to zainteresuje, w jakich warunkach hodowane są zwierzęta - mówi nam pani Krystyna. Według jej informacji, w zrujnowanym gospodarstwie zwierzęta cierpią praktycznie od początku zimy. Jednak obecnej fali mrozów mogą po prostu nie przeżyć i pani Krystyna postanowiła o sprawie zawiadomić media. Bo jak się okazało urzędnicy o tej sprawie wiedzą. Tylko, że jest sobota...

Natychmiast po sygnale od naszej czytelniczki skontaktowaliśmy się z policją w Radoszycach. Oficer dyżurny powiedział nam, że zna sprawę tych zwierząt, ale "tym zajmuje się urząd gminy". Urząd gminy ma dziś dzień wolny i nie mogliśmy sprawdzić kiedy zamierza interweniować. Sprawą zwierząt we wsi Wisy zainteresowaliśmy rzeczniczkę wojewody świętokrzyskiego Agatę Wojdę. Zapowiedziała szybką interwencję w tej sprawie.

Okazało się, że gmina ma kłopot z gospodarzem z Wisów. Jest agresywny, nie chce dbać o zwierzęta. W styczniu w jego gospodarstwie była kontrola. Gmina zawiadomiła policję i prokuraturę. Jest też wniosek o zabranie zwierząt. Jednak liczące niemal czterdzieści sztuk stado wciąż nie może znaleźć domu. Agata Wojda zapewniła nas, że - według informacji z gminy - zwierzęta mają jedzenie, "są w stanie dobrym" i nie ma zagrożenia ich życia. W poniedziałek sprawą ma zająć się Wojewódzki Lekarz Weterynarii.

Ekolog, Jacek Bożek z "Klubu Gaja", pozarządowej organizacji zajmującej się ochroną środowiska naturalnego i prawami zwierząt, nie kryje wzburzenia. Mówi, że gminy w Polsce nie radzą sobie z przestrzeganiem ustawy o ochronie zwierząt. Nawet jeśli - zgodnie z prawem - policja zawiadomiła o sprawie powiatowego, czy wojewódzkiego lekarza weterynarii, to działania gminy mogą okazać się spóźnione. - Te zwierzęta zdechną cierpiąc a procedury będą zachowane - denerwuje się Bożek.

Więcej o: