Przemyśl: Protest uchodźców. "Tu jest jak w więzieniu"

37 uchodźców z przemyskiego aresztu deportacyjnego zdecydowało się na areszt głodowy. - Warunki w ośrodku są złe. Uchodźcy nie mają dostępu do opieki medycznej. Wczoraj jednego z nich przewieziono do szpitala - opowiada anonimowy informator.
- W areszcie deportacyjnym w Przemyślu zaczął się protest głodowy uchodźców z Gruzji i Czeczenii. Przyczyną jest złe traktowanie osadzonych i brak dostępu do opieki medycznej - poinformowała Alert24 osoba, która jest "znajomą" jednej z osadzonych tam osób.

"Tu nic nie można robić"

- Tu są starsze osoby. Wielu uchodźców jest przeziębionych, a oni nie mają dostępu do opieki medycznej - mówi kobieta. - Wczoraj do szpitala przewieziono starszego pana chorego na serce - dodaje. Alertowiczka skarży się na "abstrakcyjne" zasady panujące w ośrodku, które zdaniem uchodźców mają specjalnie utrudniać im życie.

"Więzienny rygor"

Po godz. 22 nie można m.in. korzystać z czajnika, na dwór można wyjść tylko na 5 min. ("na papierosa"). - Pracownicy od wczoraj nie pozwalają uchodźcom także korzystać z telefonu. Dla zamkniętych od świata, przebywających z dala od domu osób, to prawdziwy dramat. Dodatkowo wczoraj, zupełnie bez powodu parę osób wrzucili do karceru - opowiada.

Zdaniem uchodźców, władze ośrodka i pracownicy traktują ich, jak więźniów.

- Każdy punktualnie o godz. 6 rano musi być już na nogach. Nawet jeżeli ktoś jest poważnie chory, ma wyjść z łóżka i pójść na śniadanie - skarży się Alertowiczka, nazywając surowy rygor ośrodka "więziennym".

"Nawet nie wiemy, czy to jest protest"

Z relacją Alertowiczki nie zgodziła się Anna Michalska, pracownica biura rzecznika prasowego Bieszczadzkiego Oddziału Straży Granicznej, któremu podlega areszt. - My nawet nie wiemy, czy to jest protest - mówi. - Na razie wiadomo jedynie, że na śniadanie nie stawiło się 37 osób (z 80 aresztantów - dop. red.) - tłumaczy. W tej chwili straż sprawdza przyczynę całego zdarzenia i "weryfikuje potencjalne postulaty uchodźców".

Straż zaprzeczyła jednak stanowczo zarzutom naszej informatorki. - Mogę państwa zapewnić, że wszyscy uchodźcy mają stały dostęp do opieki lekarskiej - mówi Michalska i tłumaczy, że "wszystkie źle czujące się osoby, natychmiast są badane i jeżeli okazują się chore, nie uczestniczą w życiu ośrodka".

- Nie ma mowy, żeby ktoś był wyciągany z łóżka - podkreśliła. Według straży granicznej, uchodźcy mają dużo swobody. - Mogą jeść posiłki w swoich pokojach - wyjaśnia pracownica biura rzecznika. Jej zdaniem, jest duża ewentualność, że uchodźcy chcą po prostu zwrócić na siebie uwagę mediów. Są "rozżaleni na długie procesy prawne związane z deportacją, czy ubieganiem się o pobyt na terenie kraju".

Więcej o: