Czy kogoś obchodzi, co się dzieje z karpiami? [WIDEO]

Organizacje ekologiczne prowadzą kampanie, które mają uczulić klientów na koszmarny los karpi sprzedawanych w hipermarketach i sklepach. Główny Urząd Weterynarii może sklepy kontrolować, ale nie może wyznaczyć kar - A dla organów ścigania zazwyczaj to ?mała szkodliwość?.
W niedzielę w sklepie sieci Carrefour w stołecznej galerii handlowej Arkadia Fundacja Viva! Akcka dla Zwierząt zorganizowała naprawdę głośny protest, by uczulić robiących zakupy ludzi, żeby zwracali uwagę na to, w jakich warunkach przetrzymywane są ryby i jak się je sprzedaje. Nie zabrakło haseł: "Czy się stoi, czy się pływa żyć chce każdy nawet ryba" oraz mieli transparent z napisem: "Ryby nie rosną na drzewach". Przebrani za karpie, rozdawali ulotki, rozmawiali z klientami sklepu, namawiając ich do obchodzenia bezkrwawych świąt.



Nowelizacja to za mało

Naszą skrzynkę zalewają zgłoszenia z całej Polski, głównie z tego, co dzieje się w dużych sklepach. - Wczorajsza wizyta w sklepie Real przy ul. Jubilerskiej w Warszawie była dla mnie i mojego syna traumatycznym przeżyciem. Ryby są ściśnięte w dwóch basenikach wypełnionych krwistym płynem (bo woda to to na pewno nie jest), część ryb jest martwa, pływają brzuchami do góry, wszystkie jeszcze żywe walczą o tlen wystawiając pyszczki nad powierzchnię krwawej piany. Wiem, ze to "tylko ryba", ale czy nie można jej po prostu zabić po odłowieniu w hodowli i sprzedawać jak inne ryby? Co mam powiedzieć 10-latkowi, któremu Real zafundował taki horror? Może na czas świątecznych zakupów powinno się wieszać tabliczki: "Wstęp od lat 18-stu"? - zastanawia się Alertowiczka.

Od tygodnia piszemy o tym, co się dzieje w punktach sprzedaży. Czytaj: Żywy karp do foliówki lub Krwawa promocja w Tesco

- Mimo nowelizacji Ustawy o Ochronie Zwierząt, zabraniającej pakowania karpi do reklamówek zasadniczo nie widać wyraźnych zmian w podejściu do ryb. Zwierzęta nadal są sprzedawane i przewożone w nieodpowiednich warunkach, czyli w małych ilościach lub w ogóle bez wody. Przy przenoszeniu ryby są traktowane jak przedmioty - przesypywane, podnoszone za skrzela, wyławiane kaleczącymi je podbierakami. Zbiorniki z rybami są przepełnione, źle lub w ogóle nienapowietrzone, a często jest w nich więcej krwi niż wody - napisał na Alert24 Cezary Wyszyński z Vivy.

Kartka to za mało

Ekolodzy alarmują, że tabliczka z informacją: "Karpie pakujemy do foliówek na wyraźne życzenie klienta" to za mało. Łukasz Wojtusik, reporter TOK FM z Krakowa, opisuje, co widział: W Carrefourze ryby ogłuszane są za parawanem na życzenie klienta. Wcześniej pracownik sklepu łowi je i wkłada do jednorazowej reklamówki. Część klientów woli jednak żywą rybę. Wtedy karpie w reklamówkach trafiają do kasy. Przy stoisku rybnym można kupić wiaderko. Jednak mało kto korzysta z takiej możliwości - dodał.

- Ubój na terenie sklepów jest dokonywany niefachowo przez osoby bez kwalifikacji i przeszkolenia, zatrudnione czasowo w okresie świątecznym. Skutkuje to niehumanitarnym patroszeniem żywych, nieogłuszonych ryb lub wielokrotnym uderzaniem karpia pałką zamiast jednokrotnego, precyzyjnego ciosu - piszą przedstawiciele Vivy.

Rybę też boli

Wielu ludzi nie wie i nie zastanawia się nad tym, że karpie potrafią odczuwać ból podobnie do innych zwierząt, również ssaków (mają w mózgu ośrodek odpowiedzialny za odczuwanie przyjemności i bólu).

Jeżeli widzicie, że rybom dzieje się źle, możecie interweniować u kierownika sklepu. Można też zadzwonić do powiatowego lekarza weterynarii.

Prawo jest niedoskonałe

Czy ktoś korzysta z tej możliwości? - W centrali dostajemy po kilka zgłoszeń dziennie - tłumaczy nam Krzysztof Jażdżewski, zastępca Głównego Lekarza Weterynarii. - Tego samego dnia albo nazajutrz jedzie tam nasz przedstawiciel. Problem polega na tym, że my nie możemy karać. Jeżeli stwierdzamy rażące nieprawidłowości, to przekazujemy sprawę organom ścigania i to one wyznaczają karę: może być to grzywna, ograniczenie lub pozbawienie wolności. Słabością nowelizacji jest to, że nie możemy nakładać kary administracyjnej od razu, jak np. robi to higiena żywności, która ma cennik i od razu po kontroli wyznacza grzywnę. Nie wyobrażam sobie, żeby ktoś poszedł do więzienia za karpia - dodaje Jażdżewski.

I tłumaczy, że najważniejszą pracę i tak mają do wykonania klienci. To ich uwagi, komentarze i krytyka mogą sprawić, że w głowach sprzedających pojawi się myśl, że może nie warto tracić klientów.

Więcej o: