"Sąsiadka ciągle wzywa straż, choć gaz się nie ulatnia"

Jedna z mieszkanek bloków przy ul. Źródlanej i Sikorskiego w Luboniu już od pół roku, prawie codziennie wzywa służby ratownicze, ponieważ czuje w mieszkaniu woń ulatniającego się gazu. - To bardzo dziwne, bo w naszym bloku nie ma instalacji gazu ziemnego - wyjaśnia nasza czytelniczka.
O sprawie poinformowała Alert24 jedna z mieszkanek bloku przy ulicy Źródlanej. - W środę wieczorem mieszkańcy nowych bloków przy ulicy Źródlanej i Sikorskiego w Luboniu byli świadkami dużej akcji z udziałem straży pożarnej, pogotowia i policji. Wywołało to spore poruszenie w okolicy. Przyczyną całego zamieszania była jedna osoba - mieszkanka bloku. Kobieta po raz kolejny wezwała straż pożarną, ponieważ wyczuła zapach gazu w swoim mieszkaniu. Zaznaczyć należy, że w tym bloku nie ma instalacji gazu ziemnego - tłumaczy nasza czytelniczka.

Dwa wezwania do gazu jednego dnia

Ochotnicza straż pożarna z Lubonia, która przybyła na miejsce, nie wyczuła woni gazu. - Po przyjeździe wozów ratownictwa chemicznego, które stwierdziło tylko zwykły zapach detergentów w łazience, została wezwana karetka. Lekarze zbadali kobietę, która wszczęła alarm. Kobietę przewieziono do szpitala. To było drugie wezwanie służb ratowniczych przez tą osobę - wyjaśnia pani Kalina.

To trwa już pół roku

- Należy zaznaczyć, że podobne wezwania są dokonywane przez tą samą osobę coraz częściej, już od pół roku. Sąsiedzi twierdzą, że byli oskarżani o zagazowywanie tej pani, o wysyłanie balkonem zapachów narkotycznych oraz używanie urządzenia wysyłającego silne fale elektromagnetyczne, które sprowadzają do mieszkania tej pani roje czarnych much i robactwa - pisze na Alert24 nasza czytelniczka.

Sąsiedzi informowali o tych oskarżeniach władze Spółdzielni Mieszkaniowej, policję oraz straż miejską. - Sytuacja jednak się pogarsza. Najbliższa rodzina tej kobiety widzi problem, ale również nie potrafi pomóc, ponieważ ta pani wzywa regularnie straż pożarną i policję podczas ich nieobecności - kończy list do redakcji pani Kalina.

Podobna interwencja z udziałem strażaków miała miejsce 20 września br., wtedy karetka pogotowia zabrała kobietę na kilkugodzinne badania po których pani ta wróciła do domu.

W akcji wzięły udział trzy wozy Straży Pożarnych, dwie karetki oraz policyjny radiowóz, łącznie zaangażowanych było ok. 20 osób.