Czy z Naszej-klasy można trafić na billboard?

Pan Rafał był zaskoczony, gdy zgłosiła się do niego agencja modelek i modeli z propozycją, by jego 6-letnia córka wzięła udział w castingu. Nie powinien się dziwić - w końcu sam umieścił jej zdjęcia na Naszej-klasie.
Pan Rafał zamieścił zdjęcie córki na swoim profilu w portalu Nasza-klasa.pl. 30 stycznia dostał propozycję od agencji modeli i modelek AdeliModels z Krakowa, by jego córka wzięła udział w zdjęciach reklamowych.

- Agencja napisała, że jednemu z ich klientów spodobała się moja córka - zawiadomił Alert24.pl pan Rafał i poczuł się zagrożony. - Nie chce mi się wierzyć, że firma zajmująca się podłogami szuka sobie twarzy na billboardy na Naszej-Klasie. Podejrzewam, że agencje reklamowe wyszukują tam ciekawe twarze i bez zgody właścicieli fotek podrzucają je klientom, dla których będą robić kampanie. A później nagabują ich właścicieli na udział w sesji reklamowej.

To nie metoda na szukanie nowych twarzy

Przedstawiciel krakowskiej firmy rozwiewa wątpliwości pana Rafała.

- Portale społecznościowe takie jak Nasza-klasa, a także inne, na których umieszczane są fotografie, nie są najlepszym miejscem do pozyskiwania nowych twarzy - tłumaczy Adam Karski, booker z AdeliModels. Powód? - Zdjęcia nie są wiarygodne. Profile często są fikcyjne. Często zakładają je młodzi ludzie, którzy umieszczają w profilach zdjęcia ściągnięte z Internetu - dodaje.

Zdjęcie córki pana Rafała dotarło do agencji poprzez ich klienta. - Chciał w ten sposób pokazać nam, o jaki typ urody dziewczynek mu chodzi. Jakich osób mamy szukać do reklamy - wyjaśnia Karski. - Córka pana Rafała była jedną z trzech dziewczynek, które wybrał nasz klient. Dwie pozostałe były z naszej bazy zdjęć lub naszych znajomych. Nie opłaca nam się przekopywać tysięcy zdjęć na takich portalach, jak Nasza-klasa. Nie mamy na to czasu - dodaje.

Firma AdeliModels nowych twarzy poszukuje na ulicy, a także poprzez organizowanie castingów.

- Do naszej firmy miesięcznie trafia 1200 zgłoszeń. Raz w miesiącu organizujemy castingi, na które zapraszamy 30 - 40 z nich i rozmawiamy z nimi w cztery oczy - tłumaczy Karski.

Zamieszczasz swoje zdjęcie w Internecie? To się nie dziw

- Co prawda wizerunek osób stanowi dobro osobiste i jest chroniony przepisami kodeksu cywilnego oraz ustawy o prawie autorskim, jednak w opisanym przypadku nie mamy do czynienia z naruszeniem tego prawa - powiedział Marcin Mioduszewski, prawnik w Kancelarii Prawnej Bukowski i Wspólnicy w Krakowie.

Prawnik przypomina, że osoby, które zamieszczają w Internecie zdjęcia swoje lub swoich bliskich wyrażają jednocześnie zgodę na ich przeglądanie przez użytkowników portalu.

- Nie ma zatem znaczenia, kto takie zdjęcia ogląda i w jakim celu. Samo przeglądanie cudzych zdjęć udostępnionych w Internecie jest legalne, chyba że wiązałoby się ono ze przełamaniem zabezpieczeń jakiegoś serwisu lub nieautoryzowanym do niego dostępem - wyjaśnia Mioduszewski.

Prawo zostaje złamane wtedy, gdy zdjęcie danej osoby zostało wykorzystane bez jej zgody i wiedzy w celach reklamowych. A w tym przypadku tak nie było.

- Pan Rafał nie skontaktował się z nami po otrzymaniu maila, więc uznaliśmy sprawę za nieważną. Poza tym nasz klient nie zaakceptował budżetu i nie doszło do sesji zdjęciowej - kończy Karski.

Więcej o: