Dźwig zahaczył o rury ciepłownicze

Kiedy potężne rury zaczęły spadać wprost na renault prowadzony przez 40-latkę, kobieta nie spanikowała - wcisnęła gaz i uszła z życiem.
Ok. godz. 12 jadąca poznańską Dolną Wildą ciężarówka z wysięgnikiem koszowym zahaczyła o rury ciepłownicze. Te, wypełnione wrzątkiem, nie wytrzymały i z ogromną siłą runęły na ziemię. To cud, że nikomu nic się nie stało.

- Najwięcej szczęścia miała prowadząca renault megane 40-latka - mówi Zbigniew Paszkiewicz, rzecznik prasowy poznańskiej policji. - Jadąca w kierunku Lubonia kobieta stała w korku, akurat tuż pod rurami. Kiedy te, potrącone przez jadącą w przeciwnym kierunku ciężarówkę, zaczęły spadać, ona wcisnęła gaz do dechy i podjechała maksymalnie blisko stojącego przed nią auta. To wystarczyło, żeby uratować życie.

Rury spadły na samochód, ale dzięki natychmiastowemu manewrowi 40-latki - już na tylną część auta. Kobieta miała szczęście, że wypełnione gorącą wodą rury nie pękły. - Wówczas mogłaby się śmiertelnie poparzyć - przyznają policjanci.

Policjanci znają już prawdopodobną przyczynę wypadku - kierowca ciężarówki jechał najpewniej z... podniesionym wysięgnikiem. Konsekwencje będą więc znacznie poważniejsze niż mandat. Na razie wiadomo tyle, że mężczyzna był trzeźwy. Sprawę prowadzi policja pod nadzorem prokuratury.