W Berlinie nastroje gorące i tłok przy urnach

Kocham Was wszystkich za akcje propagandowe nt. pójścia na wybory - pisze Jerzy na Alert24.pl. Około południa w Berlinie trzeba było stać około pół godziny, żeby wejść do środka i móc oddać głos. W wyborach dwa lata temu wchodziło się "z marszu". Wiec dziś było wyśmienicie. Mimo iż temperatura wyniosła zaledwie 5 stopni, ludzie byli rozluźnieni, żartowali. Stali ludzie mieszkający tu i przyjezdni z Polski.
Rozmawiałem z kilkoma osobami, które specjalnie przyjechały, żeby głosować na "listę warszawską". Wyobrażam sobie na kogo chcieli głosować - pisze Jerzy o wyborach w Berlinie. - W środku wydawanie kart do głosowania szło dość sprawne. Listy były sprawdzane przy trzech stanowiskach. Przy stanowisku z listą nazwisk na litery od S do Ż największy tłok. Ludzie mieli trochę problemów z wrzucaniem do urny - karty do głosowania są duże, a urna wydaje się już zapełniona. Panowie z ochrony są poważni, bez uśmiechu. Jest również bramka wykrywająca metale. Na szczęście jest słońce. Sprawia, że humory dopisują, a atmosfera nie daje się zmrozić.

Wybory w Berlinie relacjonuje też redhotchillilepper: Podobne sceny w Berlinie (nie licząc otwarcia nowego marketu Media Markt miesiąc temu) widziano chyba tuż przed upadkiem muru berlińskiego. Tłum zdezorientowanych i wściekłych ludzi tłoczył się w malutkim budynku ambasady, próbując dostać się do komisji wyborczej. Zawiodła organizacja. Obsługa konsulatu mogła spodziewać się wysokiej frekwencji, gdyż zdecydowana większość wyborców zarejestrowała się wcześniej. Osób legitymujących się dokumentem ze swojej rejonowej komisji wyborczej było stosunkowo niewiele. Niestety, personel nie zrobił nic, żeby usprawnić przebieg głosowania. Zabrakło podstawowej informacji wizualnej, wyraźnego podziału na poszczególne części alfabetu. Obsługa wydawała mylne komunikaty, nikt nie dbał o to, żeby w pomieszczeniu do głosowania nie znajdowała się nadmierna ilość osób. A przede wszystkim, nie poinformowano wszystkich oczekujących, że pozwoli im się zagłosować. Zdeterminowani wyborcy napierali na przód kolejki. W tłumie co chwilę przepychały się osoby próbujące odnaleźć stanowisko dla "swojej" litery alfabetu. Ogólnie, doświadczenie to było dość poniżające. Na szczęście nie doszło do żadnych poważniejszych incydentów, co należy zawdzięczać zimnej krwi, cierpliwości i dużej kulturze osobistej wyborców, którzy w tym chaosie starali się sobie nawzajem pomagać. Personel ambasady pokazał swoją skrajną niekompetencję wobec obywateli naszego kraju, którzy zadali sobie ogromny trud, żeby oddać głos w wyborach.

Marcin Kubicki opisał, jak udało mu się zagłosować

"Mieszkam na stałe w Niemczech i dziś z żoną wybraliśmy się do Ambasady Polskiej w Berlinie, aby zagłosować. O godzinie 14:00 natknęliśmy się przed ambasadą na kolejkę liczącą 200 m osób mających chęć zagłosować! Poszliśmy coś zjeść, połazić po Berlinie. Wracamy - godz. 16:00 - kolejka nadal tej samej długości. Ponieważ żona jest w zaawansowanej ciąży, poszliśmy na początek i na szczęście zostaliśmy wpuszczeni bez dalszego czekania.

Nie mniej proste obliczenie polegające na porównaniu prędkości posuwania się kolejki oraz jej długości prowadzi do nieuchronnego wniosku, że średnio trzeba było około 1,5 godziny stania w temp. 6 stopni Celcjusza, aby oddać głoś w wyborach. Ciekawi mnie, ile osób zarejestrowanych w wyborach po przyjechaniu pod ambasadę zrezygnowało? Jak to się ma do podstawowego prawa do udziału w wyborach? Czy naprawdę nie można było:

1) wynająć większej sali na komitet wyborczy?

2) zorganizować głosowania w dwa dni

3) a może po prostu skorzystać z dobrodziejstw techniki i zrobić głosowanie drogą pocztową lub internetową?"

Skandaliczne zachowanie urzędników

"Dzisiaj w Berlinie trzeba było od południa czekać po 2-3 godziny, żeby dostać się do ambasady - pisze Bartosz Jakubowski. - Kolejka mierzyła ponad 200 metrów. Sytuacja w ambasadzie - poczynając od kolejki, a na stosunku urzędników ambasady do obywateli kończąc - była skandaliczna.

Łukasz Wieczorek: Ambasada nie umie otworzyć pdf-a

Godz. 13.20. Polska Ambasada, tłumy Polaków przy urnach wyborczych. Jest także Jacek Adler, redaktor naczelny serwisu dla gejów i lesbijek gaylife.pl. Niestety, zabrakło mnie na liście do głosowania. Powód? Wysłany formularz z załącznikiem, w którym znajdowały się moje dane potrzebne do umieszczenia na liście, nie został odczytany, ponieważ był w formacie pdf. System zgłoszeniowy na wybory zawiódł.

Ludzik: Głosowanie na kolanie i na ścianie

Przed budynkiem miejscowa stacja telewizyjna rbb kręciła materiał do wieczornego programu. W pomieszczeniu ambasady głosowaliśmy jawnie i niejawnie. Cztery pomieszczenia zasłaniane firankami nie wystarczyły, by płynnie "odprawić" wyborców. Ludzie skreślali listy na ścianach, parapetach, kolanie. Urnę trzeba było opróżnić, bo nie mieściły się już w niej oddane glosy.

Paulina Poznańska: Autobusy dowoziły na wybory

Kolejka przed Ambasadą Polską w Berlinie bardzo długa. Minimum 2 godziny czekania w chłodzie. Kolejne autobusy dowożą Polaków do willowej dzielnicy Grunewald. Wiele osób było zaskoczonych frekwencją, czego dowodem mogą być liczne zdjęcia. Porządku pilnowało tylko dwóch policjantów, którzy także fotografowali czekający tłum. Jeszcze dłuższa kolejka ustawiła się do małej budki z herbatą. Plastikowych kubków zabrakło już po pierwszych godzinach. Głosujący byli nieco.